fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Sztafeta 4x5 km: tym razem Justyna Kowalczyk nie pomogła

Polki (z nr 8) były blisko najlepszych tylko na starcie
AFP/NASA
Polska sztafeta kobieca przybiegła do mety na 10. miejscu. Wygrały Norweżki przed Szwedkami i Rosjankami w barwach neutralnych

—korespondencja z Pjongczangu

Kiedy Marit Bjoergen kończyła triumfalny finisz, kilka metrów przed Szwedką Stiną Nilsson, co z trybun oglądał w napięciu sam król Szwecji Karol Gustaw, polscy dziennikarze patrzyli na tablicę świetlną i wypatrywali, już bez wielkiej nadziei, jak biegnie Sylwia Jaśkowiec, która zamykała polską sztafetę, startując z 11. pozycji.

Polka wyprzedziła na ostatniej zmianie tylko Czeszkę, dziesiąte miejsce na mecie oznaczało brak sportowych stypendiów, koniec pewnej sportowej historii, może czas znacznych zmian w kadrze. Trochę smętnie zrobiło się nam na stadionie biegowym, bo jeszcze niedawno w Lahti polska czwórka (z Kornelią Kubińską zamiast Jaśkowiec) dała radę, teraz już nie.

Start Polek wyglądał tak jak miejsce na mecie. Ewelina Marcisz biegła pierwsza stylem klasycznym, przekazała zmianę Justynie Kowalczyk na 9. pozycji. Minutę za liderkami z Rosji, Słowenii i Norwegii. Pani Justyna przegoniła Czeszkę, ale dała się dogonić Amerykance, Sadie Bjornsen, o znaczącym awansie nie mogło być mowy. Właściwie o żadnym.

Zegary też pokazały stratę kolejnych dwudziestu sekund do prowadzących, którymi w połowie dystansu były Rosjanki, Szwedki i Finki. Na trzeciej zmianie Martyna Galewicz spadła dwa miejsca, było wiadomo, że stypendium nie będzie, do ósmego miejsca brakowało już minuty.

– To nie była jakaś specjalnie dobra piątka. Powiedziałabym nawet, że słaba. Nie poczułam się dobrze z nartami dzisiaj. Nie wiem, czy to kwestia smarowania, czy to kwestia gorszego dnia. Myślałam, że wyjdzie troszkę lepiej, wyszło troszkę gorzej. Nie ma miejsca w ósemce, ale do niego trzeba coś więcej. Jeden raz w życiu ja zawaliłam, myślałam, że może tym razem dziewczyny powalczą o tę ósemkę. Nie znam szczegółów ich startu, byłam skoncentrowana na swoim, wiadziałam tylko, że trochę przede mną jest Niemka, za nami Włoszki. Różnic czasu nie pamiętam. Muszę iść, trener kazał mi szybko się ogrzać – rzekła za metą Justyna Kowalczyk.

Najlepsza polska biegaczka starała się trzymać fason, nawet trochę się uśmiechnąć, ale oczy miała smutne. Jeden z dziennikarzy powiedział, że miała w nich „Potargano chałpę", jak śpiewa góralski zespół De Press i było trafne stwierdzenie. Poszła, wróci w środę, bo pozostały Kowalczyk starty w sztafecie sprinterskiej z Sylwią Jaśkowiec (21 lutego) i ostatniego dnia igrzysk na 30 km stylem klasycznym.

Wygrały Norweżki, Ragnhild Haga przyspieszyła jak pociąg ekspresowy KTX z Seulu do Pjongczangu, zrobiła świetną robotę dla kończącej sztafetę Marit Bjoergen, która dopełniła dzieła. Trzynasty medal olimpijski na szyi – to jest wyczyn. Polska sztafeta cicho zeszła ze sceny, dosłownie i w przenośni. – Porozmawiajmy o tym wszystkim po sezonie – mówiła Sylwia Jaśkowiec.

Sztafeta kobiet 4x5 km: 1. Norwegia (I. F. Oestberg, A. U. Jacobsen, R. Haga, M. Bjoergen) 51.24,3; 2. Szwecja (A. Haag, C. Kalla, E. Andresson, S. Nilsson) 2,0 s straty; 3. OAR (N. Niepriajewa, J. Biełorukowa, A. Siedowa, A. Niechaczewska) 43,3; 4. Finlandia (A. K. Saarinen, K. Niiskanen, R. L. Roponen, K. Parmakoski) 1.02,6; 5. USA (S. Caldwell, S. Bjornsen, K. Randall, J. Diggins) 1.20,5;...10. Polska (E. Marcisz, J. Kowalczyk, M. Galewicz, S. Jaśkowiec) 3.06,6.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA