fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Biatlon: Strzelanie z luzem w głowie

Weronika Nowakowska była już wicemistrzynią świata w sprincie
Fotorzepa, Piotr Nowak
Konkurencja jest bardzo mocna, ale Polki nie są bez szans. Najbardziej liczymy na Weronikę Nowakowską.

25 lutego minie 12 lat, odkąd srebro w Turynie zdobył Tomasz Sikora. W biegu masowym na 15 km zajął drugie miejsce, za Niemcem Michaelem Greisem. Byłby pierwszy, gdyby nie pudło podczas ostatniej wizyty na strzelnicy.

To jedyny olimpijski medal dla Polski w biatlonie, choć kolejne były na wyciągnięcie ręki. W Vancouver i Soczi jeden błąd na strzelnicy kosztował podium Weronikę Nowakowską. W 2010 roku była piąta w biegu indywidualnym, cztery lata później – szósta w sprincie.

– Teraz chciałabym poprawić tamte wyniki, ale nie być czwarta, bo byłoby mi trochę przykro – mówi pani Weronika, która w tym sezonie wróciła na trasy po rocznej przerwie spowodowanej urodzeniem bliźniaków. To będzie pierwsza tak długa rozłąka z synami. – Tęsknię za moimi chłopakami. Gdybym mogła, spakowałabym ich do torby i zabrała ze sobą – nie ukrywa.

Jak sama powtarza, rodzina dała jej siłę i wewnętrzny spokój. – Strzelam z luzem w głowie – opowiadała po styczniowych zawodach Pucharu Świata w Oberhofie, gdzie nie miała ani jednego pudła i zajęła czwarte miejsce w biegu pościgowym.

Olimpijską porażkę w Soczi przeżywała, jakby zawalił jej się świat. Dziś na wszystkie niepowodzenia patrzy z dystansem. Tak jak na ostatni występ w Anterselvie, który przez niechlujstwo organizatorów zakończył się klapą (siedem niecelnych strzałów i 29. pozycja w biegu masowym). Kierowca spóźnił się pół godziny, wyraźnie zmęczony wczorajszą imprezą, nieoznakowany bus utknął w korkach i na stadion Weronika Nowakowska dotarła dopiero 20 minut przed zawodami, bez szans na test nart i porządną rozgrzewkę.

Radosnych momentów było jednak zdecydowanie więcej. W Pjongczangu nastawia się przede wszystkim na sprint, czyli konkurencję, w której trzy lata temu została wicemistrzynią świata. Próba przedolimpijska ją ominęła, ale wie, że trasa – z wieloma długimi podbiegami – jest bardzo wymagająca i nie będzie jej sprzymierzeńcem. Dodatkowym wyzwaniem są późne godziny rozgrywania zawodów i minusowe temperatury.

– Wszystko, co się wydarzy w Pjongczangu, przyjmę z wdzięcznością. Sport jest niezwykle ważny, ale to tylko kawałek życia. Jeśli nie zdobędę medalu, wrócę jako szczęśliwa mama – zapowiada Nowakowska. Medal byłby jednak zwieńczeniem kariery.

To mogą być też ostatnie igrzyska dla Magdaleny Gwizdoń i Krystyny Guzik. Tylko Monika Hojnisz i najmłodsza w tym gronie, 20-letnia, debiutantka Kamila Żuk są przed trzydziestką. Trener Tobias Torgersen najbardziej liczy właśnie na sztafetę. – Dziewczyny zdają sobie sprawę, że teraz „wszystko albo nic". Ale to nie znaczy, że staną na starcie ze świadomością, że jak się nie uda, to będzie tragedia. Presja ciąży na innych – twierdzi młody Norweg.

Torgersen ma dopiero 35 lat. Był dobrze rokującym juniorem. W 2001 roku sięgnął w tej kategorii wiekowej po brąz mistrzostw świata w sztafecie, ale kłopoty zdrowotne sprawiły, że przerwał karierę i poświęcił się pracy szkoleniowej.

Reprezentację Polski przejął dziesięć miesięcy temu. Przyznaje, że odbudowa drużyny w tak krótkim czasie wydawała się szalonym projektem. Nowakowska zamieniała pieluchy na narty i karabin, Guzik po operacji barku trenowała z Austriakami, a Gwizdoń – z kadrą B.

Dziś Torgersen nie żałuje, że podjął się tego trudnego zadania, a zawodniczki podkreślają, że z przyjemnością przyjeżdżają na zgrupowania, bo wreszcie ktoś ich słucha i traktuje po partnersku, nie narzuca swoich metod, tylko indywidualnie dopasowuje trening.

– Nie jest to łatwe, bo różnimy się wiekiem i predyspozycjami. Chciałabym, żeby trener bez względu na to, co się stanie w Pjongczangu, dostał szansę kontynuowania swojego dzieła. Nie pamiętam, by kiedyś była tak wspaniała atmosfera – zaznacza Nowakowska.

Efekty widać gołym okiem. Kilka tygodni temu w Ruhpolding polska sztafeta zaliczyła najlepszy występ od dwóch lat – zajęła piątą pozycję. Hojnisz i Nowakowska były na strzelnicy bezbłędne.

Dzięki dzikim kartom wywalczonym rzutem na taśmę przez Grzegorza Guzika i Andrzeja Nędzę-Kubińca Polska będzie mogła wystawić w Pjongczangu również sztafetę mieszaną.

Każde miejsce w czołówce będzie wielkim sukcesem, bo konkurencja w biatlonie jest o wiele większa niż np. w biegach. W rywalizacji kobiet faworytek jest co najmniej kilka: liderka klasyfikacji generalnej PŚ, Finka Kaisa Makarainen, reprezentująca Słowację Anastazja Kuzmina (mistrzyni olimpijska w sprincie), Niemka Laura Dahlmeier (pięciokrotna mistrzyni świata z Hochfilzen) czy Daria Domraczewa. Białorusinka cztery lata temu zdobyła złote medale w biegach indywidualnym, pościgowym i masowym. W Pjongczangu będzie bronić też honoru rodziny. Jej mąż Ole Einar Bjoerndalen, najbardziej utytułowany biatlonista w historii, spisuje się w tym sezonie słabo, w PŚ jest dopiero 47. i zabrakło dla niego miejsca w norweskiej kadrze. Do Korei poleciał jako trener swojej żony. To będą jego siódme igrzyska, pierwsze w nowej roli.

Pod nieobecność Bjoerndalena wszystkie kamery zwrócone będą na Martina Fourcade. 29-letni podoficer Francuskich Sił Zbrojnych broni tytułów w biegach indywidualnym i pościgowym (w masowym zdobył w Soczi srebro). Od siedmiu sezonów nie ma sobie równych w Pucharze Świata, zdobywa też Małe Kryształowe Kule za zwycięstwa w poszczególnych konkurencjach. Czy swoją dominację potwierdzi także w Pjongczangu i zostanie największą gwiazdą igrzysk? Pokrzyżować mu plany może chyba tylko Norweg Johannes Boe, który był już mistrzem świata, ale medalu olimpijskiego w kolekcji jeszcze nie ma. ©?

Starty Polek

10 lutego: 12.15 sprint 7,5 km

12 lutego: 11.10 bieg pościgowy 10 km

14 lutego: 12.05 bieg indywidualny 15 km

17 lutego: 12.15 bieg masowy 12,5 km

20 lutego: 12.15 sztafeta mieszana 2x6 km + 2x7,5 km

22 lutego: 12.15 sztafeta 4x6 km

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA