fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Tara Lipinski - miniaturowa mistrzyni z polskimi korzeniami

Andy Miah [CC0], via Wikimedia Commons
Złotą medalistkę igrzysk w Nagano na lodowisku ledwo można było dostrzec zza bandy. Ta miniaturowa zawodniczka słynęła z kombinacji dwóch potrójnych rittbergerów, które wykonywała z dziecinną łatwością.

Po polsku umiała mówić „pierogi”. Swoją babcię nazywała zaś „Babci”. Jej babcia miała wielki pokój wypełniony porcelanowymi lalkami, w którym uwielbiała bawić się mała Tara. Przygodę ze sportem rozpoczynała od jazdy na rolkach. Z czasem zamieniła je na łyżwy. Jej wielką pasją była również jazda konna. Kiedy ze względów finansowych musiała dokonać wyboru, nie wahała się. Oglądając na ekranie telewizora igrzyska olimpijskie w Lillehammer w 1994 roku, poprosiła rodziców o tekturowe pudła. Wchodziła na nie niczym na podium.

Zapoczątkowała w łyżwiarstwie figurowym „Erę lalek” czyli gwiazd - małych dziewczynek. Już jako 14 – latka została najmłodszą mistrzynią Stanów Zjednoczonych. Rok później na igrzyskach w Nagano (1998) mając  zaledwie 15 lat, jako najmłodsza w historii zdobyła tytuł mistrzyni olimpijskiej. Przez kilka dni z olimpijskim złotem nie rozstawała się nawet w trakcie snu. Jeszcze dzisiaj można doszukać się archiwalnych zdjęć łyżwiarki, która śpi trzymając w dłoni medal.

Tego magicznego dnia w Nagano spełniło się jeszcze jedno marzenie małej dziewczynki. Tę miłośniczkę hokeja na lody zaprosił Wayne Gretzsky, co sama zainteresowana wspomina z nie mniejszym zafascynowaniem niż swój łyżwiarski sukces. Jej błyskawiczna kariera zakończyła się równie szybko jak zaczęła. Zaraz po igrzyskach wycofała się z wyczynowego sportu, by poświecić się występom rewiowym, karierze aktorskiej i rodzinie. Oficjalnie mówiono o kontuzji, ale wielu wspominało też o strachu przed efektami fizycznego dojrzewania.  Dzisiaj Tara Lipinski jest komentatorką amerykańskiej stacji telewizyjnej NBC i przyznaje, że olimpijski triumf przyszedł  zbyt szybko.

Kiedy wygrywała w Nagano miała zaledwie 147 cm wzrostu  i ważyła 35 kg. Triumf tej malutkiej kobietki był jednym z najbardziej zaskakujących wydarzeń igrzysk. Chociaż to Lipinski była mistrzynią świata, za wielką faworytkę do złotego medalu wśród solistek uważano inną Amerykankę Michelle Kwan.  Ta gwiazda chińskiego pochodzenia zdobiła okładki najważniejszych magazynów, gdzie przedstawiano ją jako kolejną „Złotą dziewczynę” (Amerykanki aż siedmiokrotnie sięgały po tytuł mistrzyni olimpijskiej). Media mocno przeciwstawiały sobie obie bohaterki. Dziewczęta jednak zaprzeczały rywalizacji poza lodowiskiem i zarzekały się, że ich relacje są bardzo koleżeńskie. W rzeczywistości jednak unikały się niczym ognia. Obie jeszcze przed igrzyskami wydały autobiografie. „Heart of a Champion” napisaną przez Kwan traktowano jako bardzo dojrzałą, w przeciwieństwie do odbieranej jako dziecinną „Triumph on Ice” autorstwa Lipinski. Dziennikarze interesowali się też wynikami w nauce młodziutkich mistrzyń. Michelle chwalono za świetne oceny, natomiast Tara doczekała się drwin za  odmowę udostępnienia takich informacji.

W Nagano każdy krok obu łyżwiarek był uważnie śledzony przez media. Spragniona spokoju Kwan wraz z rodzicami zamieszkała poza wioską olimpijską. Nie wzięła nawet udziału w ceremonii otwarcia igrzysk, za co zebrała ostrą krytykę.  Lipinski wprost przeciwnie.  W pełni rozkoszowała się atrakcjami igrzysk. Rozpromieniona wraz z resztą ekipy maszerowała przez olimpijski stadion, delektowała się japońskimi przysmakami i grała w gry komputerowe.  Po pierwszej części konkurencji, czyli programie krótkim prowadziła Michelle Kwan, zaś komentatorzy zgodnie twierdzili, że tylko katastrofalny występ w programie dowolnym mógłby pozbawić ją złotego medalu. Lipinski swój program krótki wykonała do muzyki z filmu „Anastazja” i chociaż w warstwie technicznej był trudniejszy niż ten rywalki, była druga. Sędziowie wydawali się bowiem urzeczeni artyzmem i renomą o 2 lata starszej Kwan.

I chociaż przed finałem można było odnieść wrażenie, że złoty medal wśród kobiet został już właściwie przyznany a jego zdobycie przez Kwan jest formalnością, malutkiej Lipinski dopisywało szczęście. To ona wylosowała lepszy numer startowy, co w łyżwiarstwie figurowym ma spore znaczenie. Często bywało tak, że sędziowie wyższe noty „trzymali” dla tych, którzy jechali później.

Kwan miała wystąpić jako pierwsza w finałowej grupie, Lipinski zaś jako przedostatnia. Bezbłędny występ Kwan nagrodzony został owacją na stojąco. Wydawało się, że sprawa złotego medalu została rozstrzygnięta. Ale nie dla Tary, która tego wieczoru jechała niczym natchniona. Wartość techniczna, ale też radość i żywiołowość z jaką prezentowała się ta mała dziewczynka, zjednały jej serca kibiców. Perfekcyjnie wykonana kombinacja dwóch potrójnych rittbergerów jak i sekwencja potrójnego toeloopa z potrójnym salchowem w ostatnich sekundach programu dały jej złoto.
Kiedy ogłoszono werdykt sędziowski Lipinski nie mogła powstrzymać emocji i niczym torpeda wyskoczyła w powietrze z radości. Kwan oczekującej w szatni na rezultat, pozostały jedynie gorzkie łzy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA