fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Jewgienij Pluszczenko - gwiazdor wszechczasów

Jewgenij Pluszczenko
Darek Golik/ PGE Narodowy
W Pjongczangu zaczyna się walka o olimpijskie medale w konkurencji solistów. Przypominamy sylwetkę jednego z największych gwiazdorów - Jewgienija Pluszczenki, trzykrotnego medalisty igrzysk

Jewgenij Pluszczenko jest jednym z najbardziej utytułowanych łyżwiarzy figurowych w historii tej dyscypliny sportu. Mistrz olimpijski z Turynu (2006) i Soczi (2014), srebrny medalista olimpijski z Salt Lake City ( 2002) i Vancouver (2010).  W swojej długoletniej karierze sięgał też trzykrotnie po tytuły mistrza świata, siedmiokrotnie mistrza Europy i aż dziewięciokrotnie mistrza Rosji. Jest oprócz Szweda Gillisa Grafstroma ( występował w latach 20- tych ubiegłego wieku) jedynym solistą, który aż czterokrotnie stawał na podium igrzysk olimpijskich. Przez lata zmagał się z kontuzjami.  Przeszedł 15 operacji. Ma praktycznie sztuczny kręgosłup, który funkcjonuje na śrubach.

Jego nazwisko znane jest doskonale nie tylko wielbicielom łyżwiarstwa figurowego. Bowiem Pluszczenko to również kontrowersje i skandale. Na igrzyskach w Vancouver ostentacyjnie przechodził przez podium dla zwycięzcy, nie mogąc pogodzić się z porażką. W Soczi ze zbolała miną opuszczał lodowisko w trakcie rozgrzewki przed występem. Wielu zarzucało mu wtedy nonszalancję i  gwiazdorstwo graniczące z głupotą. 

W swoim kraju ma rangę celebryty a jego stan zdrowia jest sprawą rangi państwowej. Na obrady Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOL)w Gwatemali, gdzie przyznawano Rosji prawo do organizacji zimowych igrzysk w Soczi, specjalnie dla niego prywatnymi samolotami sprowadzono sztuczny lód.  Ulubieniec prezydenta Putina próbował też swoich sił w polityce, lecz szybko się nią znudził. Kilkakrotnie rzucał łyżwiarstwo, ale zawsze do niego wracał. Wraz ze swoją rewią „Kings on Ice” gościł na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jego wieloletnie sukcesy, chimeryczny charakter i liczne kontrowersje, uczyniły z niego gwiazdora wykraczającego daleko poza granice swojego sportu.  Ale od chłopca, mieszkającego wraz z rodzicami w drewnianym wagonie niedaleko przeraźliwie mroźnego Chabarowska zaledwie 30 km od granicy z Chinami, do wielkiego mistrza wiodła długa droga. 

Fatalne warunki klimatyczne odbijały się na zdrowiu malutkiego Żeni, który mając zaledwie trzy miesiące przeszedł ciężkie zapalenie płuc. W tym mizernym i chorowitym chłopcu trudno było upatrywać wybitnego sportowca. Pierwsze treningi rozpoczął mając cztery lata, po przeprowadzce do Wołgogradu (wcześniej jego rodzice pracowali przy budowie kolei Bajkał- Amur).  Jazda na łyżwach miała jedynie zapobiec kłopotom zdrowotnym, ale Żenia pokochał łyżwiarstwo. Chociaż jego kariera rozwijała się bardzo obiecująco, niespodziewanie w 1993 roku w Wołgogradzie zamknięto lodowisko.

Chłopak stanął przed dylematem. Nie dopuszczał jednak myśli o porzuceniu ukochanego sportu i wymusił na rodzicach zgodę na przeprowadzkę do Sankt Petersburga. Tam poznał słynnego trenera łyżwiarstwa figurowego Aleksieja Miszina. To odmieniło życie 11- letniego chłopca. Szkoleniowiec  specjalizujący się w fizyce i mechanice, wiedzę z tego zakresu przełożył na nauczanie łyżwiarskiej techniki skoków.

Pluszczenko stał się symbolem tzw. rosyjskiej szkoły w łyżwiarstwie, charakteryzującej się intensywną pracą tułowia i ramion, długimi ruchami i szybkością. Jego łyżwiarskim idolem jest mistrz olimpijski z igrzysk w Albertville z 1992 roku Wiktor Pietrenko, do którego stylu nieco nawiązywał . Popisowym elementem łyżwiarza stał się piruet w pozycji Biellman, który wykonywał jako jedyny solista na świecie. Za jego sprawą słynna stała się też kombinacja poczwórnego toeloopa z potrójnym rittbergerem i kolejnym potrójnym rittbergerem. 

Rozłąka z rodziną była bolesna, ale przyniosła oczekiwane efekty. Mając zaledwie 14 lat Pluszczenko został najmłodszym w historii męskiego łyżwiarstwa mistrzem świata juniorów. Rok później jako najmłodszy zawodnik w historii stanął na podium mistrzostw świata pośród seniorów. Jego kariera rozwijała się w szaleńczym tempie.  

Rywalizacja z Jagudinem

Ale prawdziwego mistrza z Pluszczenki uczyniła jego zaciekła rywalizacja z innym rosyjskim łyżwiarzem, o trzy lata starszym Aleksiejem Jagudinem. Smaku ich zmaganiom dodawał fakt, iż obaj trenowali u tego samego szkoleniowca. Obaj mieli ogromny talent, osobowość i pasję do łyżwiarstwa. Wspólne treningi pchały ich ku coraz większym osiągnięciom. Ale ich wzajemne relacje trudno było nazwać koleżeńskimi. Łyżwiarze wielokrotnie wspominali, iż raczej ze sobą nie rozmawiają.

O napiętej sytuacji pomiędzy nimi wielokrotnie spekulowały media. Po przegranych mistrzostwach Europy w 1998 roku, Jagudin zarzucił trenerowi Miszinowi faworyzowanie Pluszczenki. Odszedł pod skrzydła innej sławy rosyjskiego łyżwiarstwa Tatiany Tarasowej. Przeniósł się też do Stanów Zjednoczonych, gdzie wspólnie z nią trenował. Do łyżwiarskich zmagań obu solistów nieubłaganie wkroczyła wielka polityka. Północnoamerykańskie media szybko pokochały Jagudina, który często podkreślał jak świetnie czuje się w USA. Określano go tam jako mistrza o wielkich walorach artystycznych i niepowtarzalnym stylu. Pluszczence z kolei wytykano braki choreograficzne, jednocześnie doceniając technikę skoków.

Zupełnie inaczej łyżwiarze odbierani byli w samej Rosji, gdzie ulubieńcem zawsze był Pluszczenko. Media chwaliły zarówno jego umiejętności techniczne i artystyczne. Jagudinowi zarzucano natomiast, iż na rzecz teatralności swoich występów, zrezygnował z rozwijania aspektów technicznych. Pluszczenko był również faworyzowany przez władze Rosyjskiej Federacji Łyżwiarskiej. Aż do tego stopnia, że trenerka Jagudina przed igrzyskami w Salt Lake City, publicznie czyniła z tego faktu zarzuty. 

Starcie w Salt Lake City

Tym najważniejszym starciem między łyżwiarzami okazały się igrzyska olimpijskie w Salt Lake City w 2002 roku. Media porównywały wówczas ich rywalizację do tej sprzed lat między Brianem Orserem i Brianem Boitano, która przeszła do olimpijskiej historii jako „ Bitwa Brianów”. Aktualnym mistrzem świata był wówczas Pluszczenko i to on wydawał się faworytem igrzysk. Ale niespodziewanie już w programie krótkim pogrzebał swoje szanse na złoty medal.  Fatalny upadek przy kombinacji skoków sprawił, że wylądował dopiero na czwartej pozycji. Z kolei Jagudin miał swój wielki dzień a jego program krótki do muzyki „ Winter” wciąż jest wspominany jako jeden z najlepszych w historii łyżwiarstwa figurowego solistów.

Na amerykańskich igrzyskach Pluszczenkę zadowolić musiał srebrnym medal. Z rozgoryczoną miną stał wówczas w cieniu Jagudina na olimpijskim podium. Jego trener Aleksiej Miszin w kuluarach niefortunnie wspominał zaś o wkładzie jaki sam włożył w szkolenie Jagudina, który przecież odszedł od niego w atmosferze ostrego konfliktu. Wkrótce po olimpiadzie Jagudin zakończył karierę i poświęcił się występom rewiowym.

Tym samym dla Pluszczenki rozpoczął się nowy rozdział, w którym był niekwestionowanym gwiazdorem. Ale rywalizacja tych dwóch Rosjan wzniosła łyżwiarstwo mężczyzn na niespotykane dotąd wyżyny. Poczwórne skoki stały się chlebem powszednim tej dyscypliny. 

Mistrz w Turynie

W kolejnych latach Pluszczenko wygrywał po kolei wszystko co było do wygrania. Na igrzyska olimpijskie we włoskim Turynie przyjechał jako niekwestionowany faworyt. Już na treningach kompletnie przyćmiewał rywali, którzy sami podkreślali, że nie mają złudzeń co do tego kto jest mistrzem. Tym razem wszystko układało się po jego myśli. Prowadzenie objął już po programie krótkim do opery „ Tosca” Pucciniego, zostawiając konkurentów daleko w tyle. Finałowym występem do muzyki z filmu „ Ojciec Chrzestny” w aranżacji słynnego skrzypka i przyjaciela Edwina Martona, postawił kropkę nad i. 27 punktów przewagi nad rywalami mówiło samo za siebie. 

Ale już wtedy mistrzowi doskwierały problemy z kolanami. Kontuzje skłoniły go do zawieszenia dalszych startów. Coraz częściej wykorzystywał swoją popularność poza lodowa taflą. W 2007 roku Pluszczenko promował kandydaturę Soczi do organizacji igrzysk olimpijskich. Wtedy to specjalnie dla niego do Gwatemali, gdzie obradował Międzynarodowy Komitet Olimpijski, sprowadzono sztuczny lód a prezydent Putin zachwalał osiągnięcia rosyjskiego sportu i kandydaturę Soczi przy okazji pokazu swojego pupila. W 2008 roku łyżwiarz wystąpił w konkursie Eurowizji w Belgradzie. Wygrała wówczas piosenka „ Believe” Rosjanina Dimy Bilana, przy akompaniamencie Edwina Martona. Dla Żeni na estradzie stworzono specjalny podest z kawałkiem sztucznego lodowiska. Tam poznał też swoją obecną żonę Jane Rudkowską,  rosyjską  piosenkarkę i celebrytkę.  W międzyczasie próbował też swoich sił w polityce. Był nawet deputowanym do Rosyjskiej Dumy, ale szybko się nią rozczarował. Twierdził, że nigdzie nie spotkał się z takim zakłamaniem. 

 

Porażka w Vancouver

Do łyżwiarstwa powrócił z myślą o igrzyskach w Kanadzie w 2010. Ale to co wydarzyło się na tafli w Vancouver przeszło najśmielsze oczekiwania. Rosjanin niespodziewanie o włos przegrał z mistrzem świata Amerykaninem Evanem Lysackiem. Pluszczenko nie krył wówczas swojego rozczarowania porażką. W trakcie ceremonii wręczania medali, ostentacyjnie przeszedł przez podium dla zwycięzcy. Rezultaty konkurencji solistów wzbudziły spore kontrowersje. Lysacek był bowiem pierwszym od 1994 roku mistrzem olimpijskim, który nie wykonał w swoim programie ani jednego poczwórnego skoku. 

Rosjanin wprost oskarżał sędziów o niesprawiedliwe sędziowanie. „Mistrz bez poczwórnego skoku nie jest mistrzem” - powtarzał zawiedziony Rosjanin. W swojej opinii nie był osamotniony. Oburzenie werdyktem sędziowskim wyraził m.in. były wicemistrz olimpijski i mistrz świata Elvis Stojko. To właśnie Kanadyjczyk uważany jest powszechnie za prekursora poczwórnych skoków wśród solistów. Zwolennicy Amerykanina zarzucali z kolei Pluszczence butę i arogancję. Jeszcze przed igrzyskami zwracano uwagę, iż w jego programie brakuje wymaganych kroków i innych elementów łączących.

Cała sprawa nabrała też kontekstu politycznego. Rosyjski  łyżwiarz był zdania, iż do jego porażki przyczyniło się miejsce w którym odbywały się igrzyska. Zaś złoty medal dla Amerykanina miał przyciągnąć do amerykańskiego i kanadyjskiego łyżwiarstwa kibiców, sponsorów i wielkie pieniądze. Po powrocie do kraju platynowym medalem Pluszczenkę odznaczył prezydent Putin. Ale rozgłos wokół jego osoby trwał dalej. W ostatniej chwili zrezygnował ze startu na mistrzostwach świata tuż po olimpiadzie. Przedstawił wówczas zaświadczenie lekarskie o złym stanie zdrowia. Jednak w tym samym czasie wystąpił w pokazach rewiowych.

Sprawa zbulwersowała Międzynarodową Unię Łyżwiarską, która ukarała Pluszczenkę kilkunastomiesięcznym zakazem startów.  Wydawało się wówczas, że dyskwalifikacja jest ostatecznym końcem jego łyżwiarskiej kariery. Władze ISU jednak zmieniły zdanie, licząc na triumfalny powrót gwiazdora.  

Igrzyska na ojczystej ziemi

Rozgoryczenie porażką w Vancouver, ale i brak następcy w rosyjskiej ekipie skłoniły go do myśli o występie przed własną publicznością w Soczi. Jednak Pluszczence coraz bardziej dawały się we znaki trudy wieloletnich treningów.  Kilkanaście operacji, w tym te najcięższe kręgosłupa stawiały jego występ na ojczystej ziemi pod sporym znakiem zapytania. Kontrowersje wzbudzała kwalifikacja olimpijska , uzyskana ewidentnie „tylnymi drzwiami”.

Pluszczenko nie brał udziału w mistrzotwach kraju, które miały być przepustka do Soczi. Pod jego nieobecność zawody wygrał obiecujący zawodnik młodego pokolenia Maksym Kowtun. Ale nazwisko mistrza zrobiło swoje. Testy kwalifikacyjne zdawał przed specjalnie zwołaną komisją i bez obecności mediów. Jego forma była wielka niewiadomą zaś w kuluarach mówiono o niebezpieczeństwie na jakie łyżwiarz naraża własne zdrowie. Niespełna pół roku wcześniej stawiał przecież pierwsze kroki po poważnej operacji kręgosłupa.

Dramaturgii występowi rosyjskiego mistrza dodawał fakt, iż konkurencja drużynowa była pierwszą rozgrywaną podczas igrzysk olimpijskich. I chociaż większość wątpiła w jego możliwości, mistrz przeszedł samego siebie. Program krótki jaki wówczas zaprezentował, komentatorzy uznali za najlepszy w całej jego karierze. Charyzma i wrażenie artystyczne porwały nie tylko rodzimą publiczność oklaskującą na stojąco swojego pupila. Bardzo ciepło o występie Rosjanina wypowiadały się nawet wcześniej nieprzychylne północnoamerykańskie media.  

Ale zdrowotne ograniczenia Pluszczenki odezwały się w starcie indywidualnym. Kontuzja jakiej doznał podczas rozgrzewki  wykluczyła go z dalszej rywalizacji. Ze zbolałą mina żegnał się wówczas z rodzimą publicznością. Wielu zarzucało mu, że „zagwiazdorzył się na śmierć” i stawiało pod dużym znakiem zapytania nawet  jego występy w rewiach. Mistrz jednak pod troskliwą opieką izraelskich lekarzy szybko powrócił na lodowisko. Występował w pokazach. Podróżował też z własną rewią „ Kings On Ice” do współpracy zapraszając obok znanych łyżwiarzy  m.in.  skrzypka Edwina Martona znanego z gry na swoim 300 – letnim Stradivariusie. Dwukrotnie gościł na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdzie zapowiadał kolejny powrót na igrzyska. Jak mówił chciał być jedynym w historii solistą, który pięciokrotnie stanie na podium igrzysk olimpijskich. Ale nowa kontuzja, której doznał podczas treningu definitywnie przekreśliła jego plany. Pluszczenko zajął się więc szkoleniem następców.  

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA