fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka ręczna

Andreas Wolff: Postawiliśmy na młodych

AFP
Bramkarz Łomża Vive Kielce Niemiec Andreas Wolff o ratowaniu klubu przed upadkiem, nauce polskiego i planie na podbicie zaczynającej się właśnie Ligi Mistrzów.

Spadł panu kamień z serca, kiedy klub podpisał kontrakt z nowym sponsorem?

Oczywiście, czuję pewną ulgę, ale kiedy prezes Bertus Servaas przedstawił mi plan, jak zamierza walczyć o klub, ani przez moment nie zwątpiłem, że dopnie swego.

Podczas konferencji prasowej mówił pan po polsku... Zacząłem się uczyć latem ubiegłego roku, przed przeprowadzką do Kielc. Rozumiem właściwie wszystko, co mówi trener Tałant Dujszebajew, problem jest wówczas, gdy wchodzę do szatni w środku rozmowy i przez chwilę trudno mi się odnaleźć.

Jako kapitan musi pan zabierać głos w szatni…

Przemowy przed rozpoczęciem meczu są łatwiejsze niż konferencje prasowe. To proste zwroty: „Dawajcie, panowie!”, „Jedziemy”, „Jesteśmy lepsi, wygramy!”. Mam jednak jeszcze dwa lata kontraktu, więc jest nadzieja, że będę mówił dobrze po polsku.

Gdy klubowe finanse są już bezpieczne, możecie skupić się na sporcie...Cały czas koncentrowaliśmy się na sporcie, nikt nie przeżywał bezsennych nocy, bo znamy prezesa Servaasa. Cele są takie same jak co roku w Kielcach. Chcemy awansować do turnieju Final Four Ligi Mistrzów, a skoro już tam dotrzemy, to dlaczego nie mielibyśmy go wygrać? Mamy potencjał, który upoważnia nas do takich marzeń. Chcemy ponadto obronić tytuł w kraju, aby zapewnić sobie miejsce w pucharach na kolejny rok.

Trudno było zaakceptować decyzję Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej, która odwołała fazę pucharową Ligi Mistrzów?

W grę wchodziło ludzkie życie, więc szybko się z nią pogodziłem. Awanse do turnieju Final Four przyznano na podstawie wyników fazy grupowej i ci, którzy zagrają w Kolonii, zasłużyli na to. My możemy żałować tego, co robiliśmy na parkiecie. Wystarczyło wygrać jeden z dwóch meczów z Montpellier, wywalczylibyśmy awans i dziś nie byłoby narzekań.

Wzmocniło was kilku młodych zawodników: Haukur Thrastarson, Michał Olejniczak i Sebastian Kaczor mają po 19 lat. To atut czy zagrożenie?

Każdego z nich stać, aby w ciągu kilku miesięcy zrobić olbrzymi postęp. Obecność w składzie młodych zmienia dynamikę drużyny. Nasza gra bazowała na zawodnikach, którzy wygrali mnóstwo tytułów i wnosili na boisko doświadczenie. Teraz – dzięki młodym – będziemy bardziej nieprzewidywalni. Alex Dujszebajew, Krzysiek Lijewski czy ja spróbujemy tym młodym pomóc. Mam nadzieję, że także dzięki nim zdołamy włączyć się do walki o zwycięstwo w Lidze Mistrzów (w środę Łomża Vive gra na wyjeździe z Flensburgiem - przyp.red.).

Wasz najgroźniejszy krajowy rywal Orlen Wisła Płock też zadbał o wzmocnienia. Będą jeszcze groźniejsi niż rok temu, kiedy zdołali was raz pokonać?

My mamy w zespole sporo młodych Polaków, oni skupili się raczej na międzynarodowym rynku. Pozyskali zawodników doświadczonych, ale wciąż uważam, że jesteśmy silniejsi. W poprzednim sezonie pokonali nas raz, w rewanżu byliśmy jednak zdecydowanie lepsi. Walka o mistrzostwo Polski będzie trudna, jak co roku. Ligę wygra ten, kto lepiej trafi z formą na dwa kluczowe mecze i będzie miał mniej kontuzji.

Liga Mistrzów w nowym sezonie będzie mniejsza, wystąpi w niej 16 drużyn podzielonych na dwie grupy. Podoba się panu taka reforma?

Dla nas nie będzie to żadna zmiana, bo wciąż czeka nas rywalizacja w ośmiozespołowej grupie. Właściwie co roku gramy z tymi samymi rywalami, przez co konfrontacje z najmocniejszymi przestają być wyjątkowe. Warto pomyśleć nad reformą idącą w kierunku dopuszczenia do rozgrywek większej, a nie mniejszej liczby drużyn.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA