fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka ręczna

Świat bawi się bez nas

Karol Bielecki podczas igrzysk w Rio, gdzie medal był blisko. Minęły niespełna trzy lata, a dziś wydaje się to bajką
Fotorzepa/ Piotr Nowak
W Niemczech i Danii zaczyna się mundial. To kolejny wielki turniej bez reprezentacji Polski, która jeszcze niedawno była naszą dumą.

Tytułu broni Francja, jak niemal zawsze od dekady. W pięciu ostatnich mistrzostwach świata Francuzi triumfowali czterokrotnie – w 2009, 2011, 2015 i 2017 roku. Tylko podczas mundialu organizowanego w Hiszpanii w 2013 roku pozwolili wygrać gospodarzom.

– Francuzi grają pięknie, a ich piłka ręczna nie jest oparta na nudnych drużynowych schematach, tylko na umiejętnościach indywidualnych. To ofensywny i nieszablonowy styl, który się po prostu przyjemnie ogląda – mówi trener Wojciech Nowiński. – Ale grono faworytów jest większe. Hiszpanie, Chorwaci, Duńczycy, Niemcy, w nieco mniejszym stopniu Norwegowie, którzy mają problemy personalne. Oczy wszystkich będą zwrócone na francuskiego 21-latka. Dika Mem to wielki talent, który już dziś nazywany jest następcą Nikoli Karabaticia.

To było wczoraj

To drugi z rzędu turniej – po zeszłorocznych mistrzostwach Europy – w którym zabraknie Polaków. Tylko koszykówka zaliczyła równie spektakularny regres, ale też nie miała tylu sukcesów co piłka ręczna. Czasy, gdy drużyna Bogdana Wenty zdobywała srebro i brąz mistrzostw świata (2007 i 2009), nie są wcale odległe, a trzecie miejsce zespołu prowadzonego przez Michaela Bieglera (2015) i półfinał igrzysk (2016) jakby były wczoraj.

– I nie zanosi się, żebyśmy szybko mieli nawiązać do tych sukcesów – analizuje Artur Siódmiak, który grał w zespole Wenty. – Wróciliśmy niestety do czasów, gdy byliśmy drugą ligą europejską. Do lat 2003–2004, zanim Bogdan Wenta przejął reprezentację. Wtedy też do turniejów musieliśmy się przebijać przez preeliminacje. Czas po naszych sukcesach został jednak okrutnie zaprzepaszczony. Nie chcę powiedzieć, że nic nie zrobiono, ale uczyniono naprawdę bardzo mało w kwestii szkolenia. Gdyby wtedy, w 2008, 2009 roku, gdy piłka ręczna była jednym z najpopularniejszych sportów, zaczęto odpowiednią pracę z dzieciakami, 10-, 12-latkami, to dziś mielibyśmy utalentowanych zawodników dobijających się do reprezentacji. A tak nie jest. W mistrzostwach Europy do lat 18 zajęliśmy przedostatnie miejsce, a w Euro do lat 20 ostatnie.

Pieniądze są

Polacy pod wodzą Piotra Przybeckiego nie dali rady awansować do mundialu, choć mieli naprawdę łatwą grupę eliminacyjną – rywalami były Portugalia, Cypr i Kosowo. Żaden z tych zespołów nie znaczy w piłce ręcznej wiele (eufemistycznie mówiąc) i nie może się z Polakami porównywać, jeśli chodzi o tradycje. A jednak to Portugalia, której największym sukcesem jest awans do 1/8 finału MŚ (2001), zajęła pierwsze miejsce i awansowała do barażu z Serbią, który zresztą sromotnie przegrała i na mundialu jej nie będzie.

– Słyszę, że w Polsce nie ma talentów; to bzdura. Mamy utalentowaną młodzież zarówno do piłki nożnej, do siatkówki, jak i do piłki ręcznej. To wszystko kwestia odpowiedniego systemu szkolenia. Największy odpływ utalentowanej młodzieży mamy w wieku po szkole podstawowej. Wtedy dużo dzieciaków nie widzi sensu angażowania się w sport, wybiera naukę. Związek nie zapewnił nigdy szkół z odpowiednio wysokim poziomem nauczania, które by kształciły nie tylko sportowców, ale i ludzi. Pieniądze są. Corocznie około 6–7 milionów złotych przeznaczanych jest na szkolenie. Ale ja nie widzę efektów. Nie wiem, gdzie te pieniądze się podziewają, gdzie trafiają – wścieka się Siódmiak. – Mamy też wykształconych trenerów. W tej chwili 30 szkoleniowców ma certyfikat Master Coach, najwyższy z możliwych w piłce ręcznej. Ale gdzie oni są?

Jeszcze poczekamy

Drużyna Przybeckiego prawdopodobnie awansuje do mistrzostw Europy 2020. Euro zostało powiększone i po raz pierwszy wezmą w nim udział 24 drużyny. Po dwie awansują bezpośrednio z każdej grupy eliminacyjnej, a cztery najlepsze zespoły z trzecich miejsc także wezmą udział w turnieju. Polacy trafili na Niemców, ale grupę uzupełniają Kosowo i Izrael. I chociaż już się przytrafiła porażka z Izraelem („zawstydzająca", jak ją określa Nowiński), to jednak wystarczy wygrać u siebie wyżej niż jedną bramką i awans będzie w zasadzie pewny.

– Dla mnie to mimo wszystko światełko w tunelu. Przybecki wykonał dobre ruchy, oparł drużynę na młodych zawodnikach. Teraz jest jednak potrzebna stabilizacja i praca z wybranymi, bo w zeszłym roku przez kadrę przewinęło się blisko 40 zawodników. To o połowę więcej, niż powinno – mówi Nowiński.

Jego umiarkowanego entuzjazmu nie podziela Siódmiak, który twierdzi, że trzeba będzie poczekać minimum do 2023 roku na jakieś pozytywy w polskiej piłce ręcznej.

– Kilku kolegów wzięło się do trenowania i mają niezłe wyniki, ale naszym celem jest uzyskanie wpływu na to, co dzieje się w związku. Założyliśmy fundację Handball Legends, same największe nazwiska z czasów Wenty i jeszcze kilka dziewczyn. Nie chodzi nam o stołki, chcemy po prostu reform i zmian. Obecnie związek ma nawet niezłe pomysły, jak z ośrodkami szkolenia w piłce ręcznej (OSPR), które mają kształcić młodzież po gimnazjum, natomiast wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Jeśli teraz zaczniemy mocno pracować, dopiero za dziesięć lat zaczniemy zbierać efekty – twardo mówi Siódmiak.

Polska piłka ręczna znalazła się w takiej defensywie, że żadna telewizja nie pokaże zaczynającego się dziś mundialu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA