fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Michał Kucharczyk: Napastnik z Twierdzy Modlin

Michał Kucharczyk: – Smaku Ligi Mistrzów się nie zapomina.
Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
Piłkarz Legii Warszawa Michał Kucharczyk o swoim klubie, kończącej się ligowej jesieni i europejskich planach.

Rzeczpoposlita: W piątek remisujecie z Wisłą Płock, prowadząc na Łazienkowskiej 2:0, a w środę pokonujecie Sporting Lizbona. Która Legia jest prawdziwa?

Michał Kucharczyk: Takie mecze jak z Wisłą się zdarzają, chociaż nie powinny. Ale to przestała być w naszym przypadku norma. Na każde boisko w Polsce prawie zawsze wychodzimy jako faworyci, a po półtorej godziny schodzimy z trzema punktami. To, co działo się latem, to już przeszłość.

A co się działo?

Za dużo roszad. Kilku zawodników odeszło, kilku przyszło, potrzebowaliśmy czasu, by się na boisku rozumieć w ciemno. Każdy z nas umie grać w piłkę, ale ta suma umiejętności nie przekładała się na klasę drużyny. Nic nam nie szło. A jak nie idzie, to się człowiek denerwuje. Wszyscy się denerwowali, więc można było mówić o kryzysie. Czeka się na kolejny mecz z nadzieją, że teraz to już na pewno się uda, a tu nic. Nerwom towarzyszy stres, z nim związany jest taki stan, w którym boisz się ryzykować. Mając dobrych zawodników, staliśmy się przeciętną drużyną. Potrzebny był wstrząs.

Nic pan nie mówi o trenerze, którego już szczęśliwie dla Legii nie ma. Czy Besnik Hasi przyczynił się do tej sytuacji?

Nie mówię, bo nie mam zwyczaju oceniania trenerów, bez względu na to, czy jeszcze są moimi szefami, czy już nie. Mogę tylko powiedzieć, że między zawodnikami a trenerem nie było chemii. Reszty niech pan się domyśli.

Słyszałem, że na pierwszym treningu Hasi powiedział wam, iż on tu będzie zawsze, a was może nie być od jutra.

Może nie tak drastycznie, ale ktoś mniej odporny mógł odnieść takie wrażenie. Trener z nami nie rozmawiał, a jeśli drużynie nie idzie i czuje, że nie ma oparcia w trenerze, to nie jest dobrze. Impuls, który odmienił tę sytuację, dał nam Jacek Magiera.

Czym się różni Magiera od Hasiego?

Magiera rozmawia z każdym z nas, ma podejście, jakiego się od trenera oczekuje. Ale też przedstawia swoją filozofię gry, polegającą na robieniu małych kroków. Nie idzie, to najpierw strzelmy bramkę, potem wygrajmy mecz, następnie drugi mecz, aż wejdziemy na szczyt. Takie zasady wywindowały nas w górę tabeli i pozwoliły z dna Ligi Mistrzów awansować do Ligi Europejskiej.

Czyli jesteście jak Adam Małysz, który na pytanie, o czym teraz myśli, odpowiadał zwykle: o najbliższym skoku. I dobrze na tym wyszedł.

A nawet wyskoczył. U nas jest podobnie, z tym że my myślimy konkretnie o tytule mistrza, gdyż w przypadku Legii drugie miejsce w tabeli jest porażką. Poza tym tytuł da nam ponownie prawo gry o Ligę Mistrzów, a jak się już czegoś takiego zasmakowało, to trudno się pogodzić ze stratą szansy. To jest prestiż, pieniądze, dla takich meczów jak z Borussią, Realem czy Sportingiem warto trenować. Tyle że przestał nas zadowalać sam udział w Lidze Mistrzów. Chcielibyśmy w niej wygrywać i przechodzić do historii nie ze względu na liczbę straconych bramek.

A czy warto trenować dla meczów z Wisłą Płock, Termaliką, Górnikiem Łęczna?

Jak najbardziej. O ile Liga Mistrzów to święto, o tyle ekstraklasa jest dniem powszednim. Nigdy nie lekceważyliśmy żadnego przeciwnika i bolą nas opinie, że to się nam zdarza. Polska liga jest coraz mocniejsza. Wystarczy spojrzeć na minimalne różnice w tabeli. Nie ma takiego przeciwnika, którego byśmy nie docenili. Poza tym każdy z nas ma własne kodeksy i ambicje. Ja urodziłem się w wojskowym szpitalu na Szaserów w Warszawie, a mieszkałem w Twierdzy Modlin, gdzie panuje kult Legii. Kiedy już spełniło się moje marzenie i mogę wkładać jej koszulkę, to wiadomo, że gryzę dla niej boisko.

A gdzie się Legii gra najtrudniej?

Wszędzie. Ostatnio w Gliwicach przeciwnicy kopali nas, szczypali, prowokowali, większość na meczach z nami ustawia w polu karnym autobus, i to nawet na swoim boisku. O ile każdy zawodnik i klub na zwykły mecz ligowy mobilizuje się na 100 procent, o tyle w meczach z nami przeciwnicy dochodzą do 200. Paradoksalnie, w Europie gra się nam łatwiej. Wbiliśmy przecież cztery bramki Borussii na jej boisku i trzy Realowi w Warszawie. Krok następny to strzelić tyle samo, ale zejść z boiska jako zwycięzcy.

Wiosną może się okazać, że niektóre kluby mają problemy finansowe. Słychać o kłopotach Ruchu i Wisły Kraków...

To nie jest nasz problem. Czasami słyszę od kolegów z innych drużyn, że nie zawsze otrzymują pieniądze w terminie, ale Legia pod tym względem jest bez zarzutu.

Kogo uważa pan za największego konkurenta Legii do tytułu mistrza Polski?

Lechię i Lecha. Jestem zaskoczony dobrą grą Jagiellonii, ale myślę, że nie zdoła utrzymać wysokiej formy do końca rozgrywek. Nie mam pewności, ale tak mi się wydaje. Musimy pamiętać, że po 30 kolejkach każdej drużynie odejmie się połowę punktów, więc różnice się zmniejszą. Tym razem to może działać na naszą korzyść. Wiosna będzie więc bardzo interesująca.

Mówi pan o Jagiellonii, a ja myślę od razu o Konstantinie Vassiljewie. Czy to jest najlepszy piłkarz ekstraklasy?

W Jagiellonii jest człowiekiem orkiestrą. Bardzo dobrze podaje i świetnie strzela. Czy jest najlepszy? My mamy dwóch lepszych: Miro Radovicia i Vadisa Odjidję-Ofoe. Według mnie to są najlepsi gracze ekstraklasy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA