fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Brzęczek: Oby kibice już mogli nam pomóc

Jerzy Brzęczek
Jerzy Brzęczek jest jednym z trzech Polaków, który strzelił Anglikom gola na Wembley
shutterstock
Nie mam traumy z tego powodu, że wylosowaliśmy Anglię – mówi Jerzy Brzęczek, selekcjoner reprezentacji Polski.

Jak się panu podoba losowanie?

Umiarkowanie. To nie jest najtrudniejsza grupa, chociaż trafiliśmy na niewygodnych przeciwników.

A są jeszcze jacyś wygodni?

No właśnie nie. Dlatego nie narzekam. Układ sił w Europie wygląda tak, że mamy kilka potęg, sporo takich reprezentacji, które stać na dobry występ, i niewiele takich, o których wiadomo, że się ich prawie na pewno pokona. Potęgą w naszej grupie jest Anglia. Węgry i Albania nie mają takiej pozycji, ale żeby z nimi wygrać, trzeba będzie solidnie się napracować.

Zakłada pan, że Anglia jest poza naszym zasięgiem, a z Węgrami i Albanią będziemy rywalizować o drugie miejsce?

Gdybym tak kalkulował, to przegrałbym na starcie. Anglia jest faworytem grupy i to jest wiedza powszechna. Mniej zwraca się uwagę na wyniki innych. W listopadzie Węgrzy wygrali w Budapeszcie z Islandią baraż o finały mistrzostw Europy. Od 11. do 88. minuty przegrywali 0:1, a w końcówce strzelili dwie bramki. To jest wyczyn, a zwycięstwo odniesione w takich okolicznościach bardzo podnosi na duchu i dodaje wiary.

Zwycięską bramkę dla Węgrów po indywidualnym rajdzie strzelił dwudziestoletni pomocnik Dominik Szoboszlai. Gra w Red Bull Salzburg, a interesują się nim największe kluby, z Realem włącznie. Powinniśmy się bać?

Bez przesady. To bardzo zdolny piłkarz. Węgrzy mają znowu kilku dobrych młodych graczy. Ale my, w Polsce, też. I Węgrzy wystąpią w mistrzostwach Europy drugi raz z rzędu. Czyli również tak jak my. Z kolei Albania na Euro we Francji grała pierwszy raz. Reprezentacje Węgier i Albanii łączy to, że ich trenerami są Włosi. Drużyny są więc bardzo zdyscyplinowane i konsekwentne.

Pewnie tak, skoro Islandię pokonali bez pomocy chorego na Covid trenera Marco Rossiego. Piłkarze i tak wiedzieli, co mają robić.

Z Albańczykami jest podobnie. Dlatego, wierząc w nasze zwycięstwa, zdaję sobie sprawę, że rywalizacja w Budapeszcie i Tiranie nie będzie łatwa.

Jednak najwięcej emocji wzbudza Anglia. Bo jeśli Anglia, to wiadomo, że przegramy. Kibice są w tej ocenie dość zgodni i mają prawo tak myśleć, skoro na dziewiętnaście meczów z Anglią wygraliśmy jeden.

Ja wygrałem dwa.

W jaki sposób?

W eliminacjach do igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Rozpoczęliśmy je od zwycięstwa 1:0 na stadionie Tottenhamu. Tuż przed końcem bramkę strzelił Dariusz Adamczuk. To było jak doping na całe eliminacje. W rewanżu wygraliśmy w Pile 2:1 po golach Andrzeja Juskowiaka. A potem zdobyliśmy srebrny medal olimpijski.

No tak, ale zwycięstwa pierwszej reprezentacji Polski nad Anglią nie może pan pamiętać...

No, nie mogę. Miałem wtedy dwa latka. Ale wygrana na Stadionie Śląskim, a potem remis na Wembley to były wydarzenia, które wracały do mnie przez całe życie. Kazimierz Górski i jego drużyna to były wyznaczniki klasy, jaką chciał osiągnąć każdy polski piłkarz i trener.

Pan się urodził za późno...

Pana Górskiego poznałem jako prezesa PZPN, bo jeździł na nasze mecze i był z nami na igrzyskach w Barcelonie. W Zabrzu często widywałem się z Włodzimierzem Lubańskim. Moim trenerem w Górniku był Henryk Kasperczak, a wcześniej, w Olimpii Poznań, inna legenda tamtych czasów, bramkarz Górnika i reprezentacji Hubert Kostka.

Kasperczak grał na Wembley, ale 26 lat później pan na Wembley strzelił bramkę. Tylko trzem Polakom w siedmiu meczach to się udało: Janowi Domarskiemu, Markowi Citce i panu. Pora zmienić ten kiepski bilans.

Chciałoby się. Tym bardziej że grałem przeciw Anglii chyba częściej niż ktokolwiek inny. Oprócz wspomnianych meczów w drużynie olimpijskiej – w pierwszej reprezentacji dwukrotnie na Wembley, raz w Chorzowie, dwa razy byłem rezerwowym. I nigdy nie udało się zwyciężyć.

A chociaż ma pan poczucie, że było blisko?

Anglia nigdy nam nie leżała. Angielscy piłkarze nie odpuszczają, walczą, grają do końca. Pamiętam spotkanie z roku 1993 na Stadionie Śląskim. Prowadziliśmy po strzale Adamczuka i nie wyglądało to źle. A jednak w końcówce Ian Wright doprowadził do wyrównania.

To wtedy Marek Leśniak zmarnował dwie sytuacje, które przeszły do historii reprezentacji. Bramkarz podał mu piłkę na tacy.

Bo Anglicy też popełniają błędy. Tylko trzeba ich do tego zmusić.

Mamy aż tyle atutów?

Będziemy próbować. Jakkolwiekby patrzeć, wylosowaliśmy czwartą reprezentację z ostatniego mundialu. Anglia będzie jednym z faworytów mistrzostw Europy. Ma bardzo dobrych zawodników, co do tego nie ma wątpliwości.

To może lepiej, że trafiliśmy na kogoś takiego, a nie na Włochów czy Holendrów, którzy ostatnio dali nam szkołę, albo Hiszpanów czy Francuzów. Anglia jest bardzo silna, ale nie tak nieprzewidywalna jak ci, którzy są po mistrzowsku wyszkoleni technicznie.

Na tym poziomie wszyscy są silni. Prawdę mówiąc, tak myślałem, że wylosujemy Anglię, więc nie mam z tego powodu traumy.

Czy fakt, że kilku zawodników z kadry gra w Anglii, może mieć znaczenie?

Powinno. Łukasz Fabiański, Jan Bednarek i Mateusz Klich są zawodnikami klubów Premier League, kilku innych gra w Championship, czyli na drugim poziomie. Ich znajomość gry, jej tempo, intensywność powinny się przydać. Anglia nie jest dla nas przeciwnikiem nieznanym.

Na jakim etapie eliminacji chciałby się pan z nią spotkać?

W marcu czekają nas trzy mecze w ciągu dziesięciu dni. Idealnie byłoby zagrać z Anglikami na ich boisku w trzecim z tych meczów. Ale nie mamy wpływu na kolejność gier. Natomiast chciałbym, aby rewanż w Polsce jesienią i pozostałe spotkania odbywały się już przy pełnych trybunach. Kibice zawsze bardzo nam pomagali.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA