fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Legia Warszawa: Trwa walka właścicieli o kontrolę nad klubem

Legia to jest potęga, Legia najlepsza jest.
PAP, Bartłomiej Zborowski
Na boisko wrócił spokój i wiara, ale właściciele wciąż walczą o kontrolę nad klubem.

Prezydent Andrzej Duda odwiedzający zespół w szatni i świętujący jakby Legia właśnie wygrała Ligę Mistrzów. Euforia mediów i kibiców. A przecież drużyna Jacka Magiery wygrała tylko swój pierwszy mecz w Lidze Mistrzów – zarazem ostatni – i zajęła trzecie miejsce w grupie. Na wiosnę zagra w pucharach, ale w znacznie mniej atrakcyjnej finansowo i sportowo Lidze Europejskiej. A jednak po tym, jak Legia przygodę z Champions League po 20 latach przerwy zaczynała, po tym, co się działo w klubie i na trybunach, po bolesnych porażkach ten entuzjazm wydaje się uzasadniony.

– Wybraliśmy metodę małych kroków – mówił jak zwykle spokojny Magiera na konferencji prasowej po zwycięstwie nad Sportingiem. – Jeszcze w szatni po pierwszym moim meczu w Lizbonie powiedziałem piłkarzom, że najpierw musimy strzelić pierwszego gola w Lidze Mistrzów, później zdobyć pierwszy punkt, a na koniec wygrać pierwszy mecz. I ta metoda się sprawdziła.

Pierwszy gol przyszedł w Madrycie na Estadio Santiago Bernabeu przeciwko Realowi Madryt, punkt dwa tygodnie później u siebie przeciw Królewskim po pięknym meczu i remisie 3:3, w końcu w środę, wyceniane przez UEFA na 1,5 mln euro, pierwsze zwycięstwo stało się faktem i dzięki niemu Legia w poniedziałek pozna rywala w 1/16 finału LE. Mistrz Polski nie będzie rozstawiony. Cztery najlepsze drużyny, z tych, które zajęły trzecie miejsca w grupach Ligi Mistrzów, będą miały ten przywilej, ale zespół Jacka Magiery się do nich nie zalicza. To znaczy, że potencjalnym rywalem (pierwsze mecze 16 lutego, rewanże 23) będzie zwycięzca grupy LE. Legia może trafić na klasowy zespół – Fiorentinę, Ajax Amsterdam, Szachtar Donieck, Romę, Zenit St. Petersburg, czy Manchester United (podopieczni José Mourinho grali wczoraj wieczorem o pierwsze miejsce w grupie).

Warszawianie mieli też trochę szczęścia. To, że Borussia Dortmund i Real Madryt cztery razy pokonały Sporting, sprawiło, że do zajęcia trzeciego miejsca wystarczyły 4 punkty. Tylko Łudogorec Razgrad z Bułgarii prześliznął się do LE z gorszym dorobkiem. W poprzedniej edycji podobna sztuka udała się Szachtarowi Donieck. Zazwyczaj jednak 5 punktów to minimum wymagane do zajęcia trzeciego miejsca. W sezonie 2013/2014 Napoli zdobyło 12 punktów, a jednak przez gorszy bilans meczów bezpośrednich na wiosnę zagrało tylko w LE. W poprzedniej edycji 10 punktów zdobytych przez Porto też nie dało Portugalczykom awansu do Champions League. W tym sezonie FC Kopenhaga zdobyła 9 punktów (dwa zwycięstwa, trzy remisy) i zagra wiosną w LE.

– Wniosków z meczów w Europie jest mnóstwo. Kierunkowe przyjęcie piłki, gra na jeden kontakt, intensywność, szybkość. Równie wielkie zaangażowanie w grę w ataku, jak i w obronie. W naszej lidze dość często się zdarza, że do przodu zawodnik idzie na 100 procent, ale już do obrony wraca z 75-procentowym zaangażowaniem. W pucharach to nie przejdzie, stąd bierze się tempo tych meczów, liczba wykonywanych sprintów – analizował na szybko ten przyspieszony kurs futbolu na najwyższym poziomie trener Magiera. – Bardzo będziemy chcieli przenieść intensywność rozgrywania meczów w Europie na nasz, polski grunt.

Magiera przyznał też, że tak ofensywne i odważne ustawienie zespołu w meczach z potentatami – Borussią i Realem – było podyktowane pragmatyzmem. – Zagraliśmy tak otwarcie, ponieważ chciałem, by piłkarze zobaczyli, że mogą nawet największym strzelać gole, że mają wystarczający potencjał w ofensywie, że jest to dla nich osiągalne. Przeciwko Sportingowi też zagraliśmy odważnie w ataku, ale do tego dołożyliśmy dobrą organizację w defensywie.

Jeśli faktycznie Magiera poszedł na wymianę ciosów, z pełną świadomością tego, że jego drużyna narazi się na wiele straconych goli, ale przynajmniej zyska pewność siebie w ofensywie, to należy przed szkoleniowcem z szacunkiem zdjąć kapelusz.

Legia pod względem sportowym już się sporo w LM nauczyła i nawet jeśli wylosuje silnego rywala w 1/16 finału LE, to tych meczów kibice będą wyczekiwać bez strachu.

Największym problemem mistrza Polski w tej chwili jest konflikt właścicieli. Został on przykryty przez dobre wyniki zespołu, ale teraz wiele zależeć będzie od ruchów w gabinetach. Czy Legia się osłabi czy wzmocni, kto odejdzie, czy uda się zatrzymać Vadisa Odjidję-Ofoe. Kto weźmie odpowiedzialność za klub, Bogusław Leśnodorski czy Dariusz Mioduski? Pojednanie jest już niemożliwe.

Skłóceni właściciele też są już zmęczeni przeciągającym się patem. W pierwszych dwóch miesiącach przyszłego roku powinno się okazać, czy Legię przejmą Leśnodorski z Maciejem Wandzlem czy jednak zwycięży Mioduski – dotychczasowy właściciel większościowy. Raczej wiadomo, że Leśnodorskiego i Wandzla nie stać na to, by samodzielnie wykupić udziały Mioduskiego, więc szukają inwestora. Leśnodorski twierdzi, że trwają rozmowy, odbywają się spotkania, ale trudno jeszcze o konkrety.

Dla wszystkich – kibiców, piłkarzy, trenera – jest ważne, by jak najszybciej dowiedzieli się, czyja będzie Legia, gdy zacznie grę w LE. A byłoby idealnie, gdyby nastąpiło to przed otwarciem zimowego okna transferowego. Jednak na to szanse są minimalne.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: piotr.zelazny@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA