fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Sen o Lewandowskim

Kevin De Bruyne (z prawej) i Eden Hazard już podczas Euro 2016 mieli poprowadzić Belgię do zwycięstwa. Skończyło się na ćwierćfinałowej porażce z Walią. Teraz Belgia wydaje się jeszcze mocniejsza, w eliminacjach wygrała wszystkie mecze
PAP/DPA
W sobotę losowanie grup mistrzostw Europy 2020. W eliminacjach imponowali Belgowie, ale bukmacherzy wyżej oceniają szanse Francuzów i Anglików.

Jako pierwsza awansowała Belgia, która przypieczętowała osiągnięcie, rozbijając San Marino aż 9:0. Drudzy byli Włosi, na najniższym stopniu podium znaleźli się Rosjanie, wciąż prowadzeni przez znanego z Legii Stanisława Czerczesowa, a tuż za nimi drużyna Jerzego Brzęczka.

Belgowie nie przegrali meczu, zdobyli najwięcej goli (40 w 10 spotkaniach) – o trzy więcej niż Anglicy i Włosi – i mogą się pochwalić najlepszą defensywą eliminacji. Podopieczni Roberto Martíneza stracili zaledwie trzy bramki – jedyną drużyną, która miała równie szczelną obronę, jest Turcja, a para jej młodych stoperów Merih Demiral (21 lat), Kaan Ayhan (25 lat) znajduje się pod obserwacją czołowych klubów. Najlepiej podawali Hiszpanie (91 procent skuteczności), którzy najdłużej też utrzymywali się przy piłce (70 procent czasu) i oddali najwięcej strzałów (227), co po pierwsze nie jest żadnym zaskoczeniem, a po drugie więcej mówi o ich doskonale znanym stylu gry niż o sile drużyny.

66 funtów za triumf Polski

Tytułu bronią Portugalczycy, którzy wygrali również premierową edycję Ligi Narodów, w glorii mistrzów świata na turnieju pojawią się Francuzi, którzy 20 lat temu najpierw wygrali mundial (1998), by dwa lata później triumfować w Euro. Srebrni medaliści ostatnich MŚ, Chorwaci, zaskakująco się męczyli w słabej grupie, ale ostatecznie przepustki wywalczyli. Szumnie zapowiadany jest powrót do czołówki Holendrów, którzy nie zakwalifikowali się na dwie kolejne wielkie imprezy (Euro 2016 i MŚ 2018), ale odbili się od dna, zajęli drugie miejsce w Lidze Narodów, a Ajax Amsterdam zachwycał w zeszłym sezonie Ligi Mistrzów.

Bukmacherzy, czyli ci, którzy na typowaniu zarabiają pieniądze, a swoimi niespecjalnie chętnie się dzielą, więc dokładają wszelkich starań, by ich prognozy były trafne, faworytów widzą w Trójkolorowych Didiera Deschampsa, a na kolejnych miejscach klasyfikują Anglików, Belgów, Hiszpanów, Niemców, Holendrów, Włochów i dopiero 14:1 wyceniają szansę obrońców tytułu. Za zdobycie mistrzostwa Europy przez Polskę angielski William Hill wypłaci 66 funtów za jednego postawionego – tak samo typowane są szanse Rosji, Walii i Szwajcarii. Inna sprawa, że wszystkie te wyliczenia i prognozy mogą się mocno zmienić już po sobotnim losowaniu, gdy przydzielone zostaną grupy i ustalona drabinka turniejowa.

Odrodzeni Włosi

Królem strzelców eliminacji został napastnik kapitan reprezentacji Anglii Harry Kane, który 12 razy wpisywał się na listę strzelców. Jedno trafienie mniej zaliczył Cristiano Ronaldo, który ma już 99 goli zdobytych dla Portugalii i zaledwie 10 trafień brakuje mu do rekordu wszech czasów, a tym samym miana najlepszego strzelca w historii reprezentacyjnej piłki (109 bramek zdobył Ali Daei z Iranu).

Najwięcej asyst miał holenderski skrzydłowy Lyonu, a niegdyś wielki niewypał transferowy Manchesteru United – Memphis Depay, którego osiem podań koledzy zamienili na bramki. Na swojej stronie internetowej UEFA prowadziła ranking indywidualny zawodników – piłkarze otrzymywali punkty za każde zagranie (odpowiednio więcej za gola czy asystę niż za celne podanie) – w tym zestawieniu też triumfował Depay, przed swoim kolegą z drużyny Frenkiem de Jongiem i angielskim bramkarzem Jordanem Pickfordem. Jak niewiele mówi ten ranking, niech świadczy fakt, że najlepszy Polak został sklasyfikowany dopiero na 49. pozycji i był nim Jan Bednarek. Z całym szacunkiem dla stopera Southampton można sobie wyobrazić awans do przyszłorocznych mistrzostw bez niego, natomiast bez środkowego napastnika, niejakiego Roberta Lewandowskiego, przychodzi to trudniej.

Najwięcej zamieszania ostatnio wokół Hiszpanów. Tuż po rozpoczęciu eliminacji ze stanowiska selekcjonera odszedł Luis Enrique, którego dziewięcioletnia córeczka chorowała na raka kości. Były piłkarz i trener Barcelony zdążył poprowadzić kadrę tylko w pierwszym meczu grupowym (wygrana 2:1 z Norwegią), a następnie przekazał zespół w ręce swojego asystenta i, jak go wówczas nazywał, przyjaciela – Roberta Moreno. We wrześniu córka umarła i już wówczas pojawiły się pierwsze spekulacje medialne, że Luis Enrique, gdy dojdzie do siebie po stracie, może wrócić na stanowisko. Gdy je opuszczał, podkreślano, że drzwi dla niego są zawsze otwarte.

Tak też się stało, natomiast sposób rozegrania tej sprawy przez hiszpańską federację daleki był od perfekcyjnego. Moreno dowiedział się nie tylko, że nie poprowadzi zespołu na Euro, ale że w ogóle zabraknie go w sztabie (na wyraźne polecenie Enrique), tuż po ostatnim meczu eliminacji, wygranej 5:0 z Rumunią. Ze łzami w oczach żegnał się z piłkarzami i chociaż później zapewniał, że nie doszło między nim a Lucho do konfliktu (jak spekulowały media), to historia jest ze wszech miar tajemnicza. „Marca" pisze, że panowie poróżnili się z powodów czysto piłkarskich i koncepcji prowadzenia drużyny.

Entuzjazm przed Euro panuje we Włoszech. Czterokrotnych mistrzów świata zabrakło w zeszłym roku po raz pierwszy w historii na mundialu, a starzejąca się drużyna grała brzydki i nudny futbol. Roberto Mancini odmienił zespół, a Squadra Azzurra jest dziś jedną z najmłodszych i najbardziej spektakularnie grających drużyn narodowych w Europie. Świadczy o tym choćby ostatni mecz eliminacyjny Włochów, którzy pokonali 9:1 Armenię, a gole zdobywali 20-letni Nicolo Zaniolo, 22-letni Nicolo Barella i jego rówieśnicy Riccardo Orsolini oraz Federico Chiesa. Szczególnie ostatni z wymienionych ma wszelkie dane ku temu, by zrobić wielką karierę i obecny sezon jest zapewne jego ostatnim w koszulce Fiorentiny.

Mancini nie stara się tonować nastrojów, jak robi to większość trenerów, gdy muszą się oficjalnie wypowiadać. W październiku, po wywalczeniu awansu, nie gryzł się w język.

„Gramy ofensywny futbol i całkiem dobrze też bronimy. Oczywiście wciąż się musimy poprawić w wielu elementach, ale mamy jeszcze rok do Euro. Naszym celem będzie zwycięstwo, jesteśmy czterokrotnymi mistrzami świata, musimy celować w tytuł".

Spokojni Anglicy

Buńczucznych zapowiedzi nie słychać jeszcze z Wysp, być może dlatego, że w zeszłym roku Anglicy długo wierzyli, że „football's coming home", a młody zespół Garetha Southgate'a może zdobyć mistrzostwo świata. Skończyło się na czwartym miejscu, co i tak było najlepszym wynikiem Anglików od mundialu 1990. Od tamtego czasu w Anglii pojawiło się jeszcze więcej młodych, ekscytujących zawodników (chociażby Jadon Sancho) i brytyjskie media, które traktują Euro 2020 jako „domowy turniej" (Anglicy zagrają trzy mecze w Londynie, jeśli wygrają swoją grupę, przeniosą się do Dublina, a półfinały i finał turnieju odbędą się na Wembley) z pewnością zaczną podgrzewać atmosferę.

Niemcy śnią o Robercie Lewandowskim, ich media co do jednego są zgodne: gdyby Joachim Loew miał do dyspozycji najlepszego napastnika Bundesligi, jego drużyna byłaby faworytem turnieju.

Losowanie w sobotę w Bukareszcie – Polska trafiła do drugiego koszyka, obok Francji, Szwajcarii, Chorwacji, Holandii i Rosji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA