fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Tottenham: wróciła muzyka w szatni

AFP
Zwycięski debiut Jose Mourinho na ławce Tottenhamu. Manchester City pokonał Chelsea. Przerwana seria Roberta Lewandowskiego.

Powrót futbolowego narcyza numer jeden – jak napisał o Mourinho „Daily Mail" – wypadł okazale. Portugalczyk porządki w Londynie zaczął w środę, czasu do spotkania z West Hamem (3:2) wiele nie miał, ale – jak się okazało – dość, by poprowadzić Tottenham do pierwszej wyjazdowej wygranej w Premier League od stycznia.

– Jedenaście miesięcy bez muzyki w szatni wystarczy – opowiadał Mourinho. – Jeśli ktoś nie oglądał meczu i zobaczy wynik, pomyśli, że to zwycięstwo przyszło nam ciężko. Ale tak nie było. Mogliśmy trafić na 4:0 i zakończyć to spotkanie. Nasza gra podobała mi się przez 70 minut. Trzeba jednak pamiętać, że kilku zawodników przyjechało w tygodniu z kadry, zastali nowego trenera i nowe pomysły. Rosła presja związana ze słabymi wynikami.

Na razie piłkarze chcą umierać za Mourinho. Jak będzie dalej, zobaczymy. Portugalczyk chwalił w sobotę cały zespół, ale najbardziej Dele Allego. – Ma potencjał, by być jednym z najlepszych na świecie – twierdzi nowy trener Tottenhamu, dla którego najważniejsze mecze – z Manchesterem United (4 grudnia) i Chelsea (22 grudnia) – dopiero nadchodzą.

Powrót Mourinho do zawodu po blisko rocznej przerwie przyćmił stojący na znakomitym poziomie ligowy szlagier. Chelsea przegrała 1:2 z Manchesterem City, ale mistrzowie Anglii okupili ten triumf aż trzema kontuzjami. Najpoważniejszej doznał Sergio Aguero. Nie wiadomo jeszcze, jak długo będzie musiał pauzować.

Strzelecka seria Roberta Lewandowskiego w Bundeslidze zatrzymała się na 11 meczach. Musiała kiedyś dobiec końca, choć pewnie mało kto się spodziewał, że stanie się to akurat w spotkaniu ze słabą Fortuną. Tym bardziej że Bayern wygrał 4:0.

Zaskoczenie jednak znika, gdy spojrzy się na statystyki polskiego asa przeciw zespołowi z Duesseldorfu: dotąd nie wbił mu ani jednej bramki. To jedyny taki rywal w Bundeslidze. – Czasem trzeba trochę zwolnić, żeby móc potem przyspieszyć – mówi Lewandowski.

W sobotę Bayern zmierzy się z Bayerem Leverkusen, a tydzień później z Borussią Moenchengladbach. Te drużyny też do ulubionych przeciwników Polaka nie należą.

Moenchengladbach pozostaje liderem, mimo porażki z Unionem (0:2). Beniaminek z Berlina wyrasta na postrach faworytów. Pokonał już Borussię Dortmund (3:1), dzielnie, choć bez efektów, walczył o punkty w Monachium (1:2). W każdym z tych meczów pierwszoplanową rolę odgrywał Rafał Gikiewicz. Nie inaczej było w sobotę, polski bramkarz imponował pewnością i spokojem, zachował czyste konto.

Gikiewicz przez kibiców w Berlinie jest uwielbiany tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu w Mediolanie uwielbiany był Krzysztof Piątek.

Uczucie do polskiego snajpera powoli jednak wygasa, a dowodem na to były gwizdy, jakie żegnały go, kiedy schodził z boiska tuż przed końcem spotkania z Napoli (1:1). Chwilę wcześniej zmarnował świetną okazję. To był już piąty z rzędu mecz, w którym nie trafił do bramki. Coraz częściej słychać głosy, że może zostać sprzedany do innego klubu. Już w zimowym oknie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA