fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Egzekucja odłożona

Jerzy Brzęczek
Jerzy Brzęczek pracuje w czasach hejtu, przed nim to samo przeżywał Leo Beenhakker
shutterstock
Reprezentacja Polski będzie grała lepiej, kiedy będzie miała więcej dobrych piłkarzy. Dopóki ich nie ma, nie ma też co marzyć o sukcesach.

Z ośmiu jesiennych meczów Polska wygrała cztery (dwukrotnie z Bośnią i Hercegowiną, Finlandią i Ukrainą), jeden zremisowała (z Włochami) i trzy przegrała (dwa razy z Holandią i raz z Włochami). Holendrów nie pokonaliśmy od 41 lat, a Włoch od 17. Ostatnim trenerem, który poprowadził reprezentację do zwycięstwa nad Holandią 2:0 w roku 1979, był nieżyjący Ryszard Kulesza. Jedną z bramek strzelił wtedy Włodzimierz Mazur, którego też już nie ma wśród nas, a drugą stojący wówczas na progu kariery 23-letni Zbigniew Boniek.

Od tamtej pory spotykaliśmy się z Holandią dziesięciokrotnie. Nie udało się jej pokonać, kiedy selekcjonerami byli: Wojciech Łazarek, Andrzej Strejlau, Leszek Ćmikiewicz, Jerzy Engel, Adam Nawałka i teraz Jerzy Brzęczek.

Każdy mecz inny

W połowie lat 60. wybitny polski trener Ryszard Koncewicz otrzymał propozycję poprowadzenia reprezentacji Holandii, ale jej nie przyjął. W tamtym czasie to nie była lukratywna oferta. Wolał pracować z reprezentacją Polski. Dzisiejsza pozycja Holandii w świecie futbolu nie jest tak mocna, jak jeszcze do niedawna, ale wciąż znacznie wyższa niż Polski.

Kilku polskich piłkarzy nie odstawało jednak od Holendrów, ale jako drużyna reprezentacja nie funkcjonowała jak należy. Kiedy atakowali szybcy skrzydłowi Kamil Jóźwiak lub Przemysław Płacheta, musieli sami kończyć akcje, bo w polu karnym nie było partnerów. Kiedy atakowali Holendrzy, zbyt łatwo przedostawali się pod nasze pole karne. Wrzucali piłkę za plecy naszych obrońców i podawali ze skrzydeł, a potem była już tylko nadzieja, że środkowi obrońcy zdążą zablokować strzały. Trzy bramki (z sześciu) w trzech meczach Ligi Narodów Polacy stracili po faulach w polu karnym.

Słaba współpraca formacji i brak decyzji, jak chcemy grać w zależności od atutów lub słabości przeciwnika, to podstawowe mankamenty reprezentacji. W każdym meczu obraz gry jest inny. Można odnieść wrażenie, że jak Robert Lewandowski coś strzeli, Kamil Grosicki ma swój dzień (trzy bramki z Finlandią), Kamil Jóźwiak w efektowny sposób wyprzedzi Davy'ego Klaassena i Daleya Blinda, to jest dobrze.

Ale Lewandowski w czterech tegorocznych meczach strzelił tylko dwie bramki i aż trzy razy nie dotrwał na boisku do ostatniego gwizdka. Grosickiemu hat trick udał się tylko raz. Nie ma miejsca w klubie, to nie może liczyć na grę w pierwszej jedenastce reprezentacji. Sytuacja Arkadiusza Milika jest jeszcze gorsza.

Reprezentacja formalnie jest, ale taka, na którą będziemy patrzeć z przyjemnością, dopiero się tworzy i nie wiadomo, czy to zadanie się powiedzie. Lewandowski albo jest zmęczony i Brzęczek daje mu odpocząć, albo coraz częściej rozkłada bezradnie ręce, bo chciałby mieć w reprezentacji obok siebie kogoś takiego jak Thomas Mueller, Serge Gnabry, Joshua Kimmich czy Kingsley Coman, a nie ma.

Zmienna postawa kapitana w połączeniu z rezygnacją z gry w kadrze Łukasza Piszczka, odejściem Jakuba Błaszczykowskiego, kłopotami Grosickiego i Milika sprawiają, że reprezentacji z czasów Nawałki już nie ma, a przecież ona ostatecznie też przegrała, i to w kiepskim stylu.

Brzęczek buduje nową, łącząc stare, nieco już zmurszałe fundamenty (Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak) z nowymi cegłami. Potrzebna jest zaprawa, żeby to się jakoś ze sobą związało. Zwykle taką rolę spełniają pomocnicy. Krychowiak ma klasę i doświadczenie, ale czasami już nie nadąża. Mateusz Klich gra nieźle, ale w kratkę.

Potrzeba odmładzania

Piotr Zieliński w spotkaniu z Holandią zaprezentował się wreszcie nieco lepiej niż w większości wcześniejszych meczów. Nie ma wątpliwości, że to jeden z największych talentów ostatnich lat, tylko nie wiadomo, na jakiej pozycji powinien grać.

Szukali mu miejsca Waldemar Fornalik, Adam Nawałka, teraz robi to Jerzy Brzęczek. Zieliński ze swoimi umiejętnościami powinien być Deyną naszych czasów. A ile z jego 56 meczów w kadrze zapamiętaliśmy? W ilu był bohaterem? Czy to wynika z niewłaściwego ustawienia na boisku, czy może z jego struktury psychicznej, bo lepiej prezentuje się w Napoli niż w kadrze.

Holendrzy mieli przewagę, ale chwilami gra była równorzędna, Włosi nie dali nam chwili oddechu. Przepaść w wyszkoleniu technicznym była bardzo widoczna. Mówił o tym niemal każdy, kto miał prawo publicznie oceniać mecz. Tyle że poza stwierdzeniem faktu nie słyszałem refleksji o przyczynach. A to polscy trenerzy powinni uderzyć się w piersi. Wszyscy, którzy od najniższego poziomu rozgrywek uczą grać z kontry i zabraniają „kiwania się".

Efektem takiego szkolenia są piłkarze jak spod sztancy. Do wielkiej piłki trafiają nieliczne talenty – ci bardziej odporni i mający szczęście, że trafili na mądrzejszych nauczycieli. Tacy, jak grupa wychowanków Lecha lub wcześnie sprowadzonych młodych zawodników Lecha.

W ośmiu tegorocznych meczach Brzęczek dał szansę gry ośmiu debiutantom. Trzech z nich wywodzi się z Lecha: Jakub Moder, Robert Gumny, Alan Czerwiński. Czwartym z Poznania jest Kamil Jóźwiak, a w kolejce czekają następni.

Odmładzanie kadry jest naturalną potrzebą. Trzeba to robić w meczach Ligi Narodów, skoro liczba towarzyskich spotkań została ograniczona. Siłą rzeczy reprezentacja wychodzi na boisko za każdym razem w innym składzie i o automatyzmach nie może być mowy.

Selekcjoner jest od tego, żeby sobie z tym wszystkim dać radę. Staram się zrozumieć trudne decyzje Brzęczka, który zrealizował podstawowy cel, jaki przed nim postawiono: awans do finałów mistrzostw Europy. Pracuje nad drugim, jakim jest odmładzanie reprezentacji. Broni się swoimi decyzjami personalnymi, bo żaden z powoływanych przez niego piłkarzy nie zawodzi. Grają na miarę swoich możliwości.

Arkadiusz Reca, wymieniany jako przykład nieuzasadnionych sympatii Brzęczka, nie odstaje od kolegów. On raczej nie zagra na obronie w Juventusie, ale kto z aktualnych reprezentantów Polski występuje w klubie takiej rangi? Lewandowski, Wojciech Szczęsny i to wszystko.

Trener reprezentacji musi liczyć się z krytyką kibiców i dziennikarzy. Dotknęła ona nawet Kazimierza Górskiego. Praca Jerzego Brzęczka przypadła na czasy Twittera, gdzie istnieje świat równoległy. To, że przeciętny kibic, nie wdając się w analizy, myśli kategoriami: „drużyna wygrywa – trener dobry, przegrywa – wyrzucić", można jeszcze zrozumieć. Ale kiedy takie opinie wygłaszają dziennikarze, którzy powinni wiedzieć więcej i zachować obiektywizm, to już nie jest normalne.

Gorzka pigułka

Przed meczem z Holandią Marek Szkolnikowski, szef TVP Sport, zaapelował na Twitterze do Zbigniewa Bońka, żeby zwolnił Brzęczka. Szkolnikowski z nadania rządzącej partii jest szefem sportu w państwowej stacji, która ma wykupione prawa do pokazywania meczów reprezentacji. Co taki apel oznacza dla jego podwładnych? To sygnał, jak mają komentować mecz, jakich rozmówców dobierać i kogo zapraszać do studia.

Brzęczek pracuje w czasach hejtu. To samo przeżywał Leo Beenhakker. Nie chciał się bratać z dziennikarzami, nie sprzedawał tajemnic szatni, więc krytykowano go ponad miarę. Celował w tym Polsat. Teraz tak samo Brzęczka niszczy TVP. Kiedy Jóźwiak zdobył pięknego gola z Holandią, dla takich jak Szkolnikowski była to gorzka pigułka.

Od czasu Beenhakkera brutalizacja obyczajów stała się jeszcze bardziej odczuwalna. Po co komu trener, który nie zaprosi na obiad, nie przekazuje informacji mogących przełożyć się na klikalność i pieniądze, a dziś wielu prominentnych dziennikarzy sportowych łączy funkcje komentatorskie z działalnością biznesową. Lepiej sobie ulepić swojego trenera, który zrobi, co mu się powie.

Dziwię się, że Brzęczek to jeszcze wytrzymuje. Pracę, która jest zaszczytem i którą wykonuje najlepiej jak potrafi, obrzydza mu się codziennie. Niech przyjdzie ktoś inny i wtedy nawet najbardziej prymitywny kibic zorientuje się, że problem polskiej reprezentacji to nie trener, tylko piłkarze i niezdrowa atmosfera na wszystkich szczeblach futbolu.

Zmarły w środę Adam Musiał, reprezentacyjny obrońca na mistrzostwach świata w RFN, niedawno powiedział: „Oglądam mecze reprezentacji, bo jestem sercem z nią. Chyba jednak musiałby urodzić się drugi Kazimierz Górski i całe nasze pokolenie, żebyśmy znowu mogli osiągać sukcesy".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA