Piłka nożna

Bundesliga: Mocna Borussia zmierzy się z Bayernem w kryzysie

Robert Lewandowski w ostatnim meczu Bayernu z Borussią (6:0) strzelił trzy bramki
AFP
W sobotę hit w Dortmundzie. Mocna Borussia zagra z Bayernem w kryzysie.

– Nie jedziemy tam w roli faworyta, raczej jako pretendent – mówi prezes mistrzów Niemiec Uli Hoeness.

A jeszcze w maju, przed końcem sezonu, w którym Bayern po raz szósty z rzędu zdominował Bundesligę, Hans-Joachim Watzke przekonywał, że Borussia w najbliższej przyszłości nie będzie w stanie konkurować z Bawarczykami jak równy z równym.

– Gdy sięgaliśmy po ostatni tytuł (2012 r. – przyp. red.), różnica między naszymi budżetami wynosiła 40 mln euro, obecnie jest to 110 mln – zwracał uwagę Watzke.

Polegać jak na Lewandowskim

Przepaść finansowa między gigantem z Monachium a resztą ligi rzeczywiście się powiększa – niczym różnice punktowe w tabeli. Ostatni sezon Bayern zakończył z przewagą 21 pkt nad Schalke i 29 nad Borussią. Drużyna z Dortmundu zaliczyła świetny start, wydawało się, że zdetronizuje Bawarczyków, ale potem popadła w przeciętność, a w marcu przegrała na Allianz Arenie aż 0:6 po hat tricku Roberta Lewandowskiego.

To wszystko sprawia, że kibice i sami piłkarze Borussii nie wpadają dziś w samozachwyt, chociaż znów prowadzą w Bundeslidze i prezentują najbardziej efektowny futbol w Europie. Pierwszą porażkę ponieśli dopiero we wtorek – ze słynącym z perfekcyjnej obrony Atletico, któremu dwa tygodnie wcześniej wbili aż cztery gole.

– Nasz młody atak dodaje grze szaleństwa i nieprzewidywalności – opowiada Belg Axel Witsel, jeden z kilku nowych zawodników, którzy szybko wkomponowali się w zespół. Hiszpan Paco Alcacer, wypożyczony z Barcelony, jest dziś do spółki z Marco Reusem, najlepszym strzelcem Borussii. Na skrzydłach grają 18-letni Anglik Jadon Sancho i dwa lata starszy Duńczyk Jacob Bruun Larsen, a w obronie jego rówieśnik Marokańczyk Achraf Hakimi, wypożyczony z Realu, i rok młodszy Francuz Dan-Axel Zagadou. Niezła międzynarodowa mieszanka, która na boisku rozumie się bez słowa i jest gotowa iść za Lucienem Favre'em w ogień.

Takiego posłuchu w szatni życzyłby sobie Niko Kovac. Chorwat miał być godnym następcą Juppa Heynckesa, zna klub od środka, jego Eintracht w maju pokonał Bayern w finale Pucharu Niemiec, ale okazuje się, że to za mało, by przekonać do siebie bawarskie gwiazdy, kwestionujące jego metody treningowe.

Wśród niezadowolonych są m.in. Thomas Mueller, Arjen Robben, Franck Ribery i Mats Hummels. Robert Lewandowski stara się po prostu dobrze wykonywać swoją pracę.

Po ostatnim meczu Ligi Mistrzów z AEK Ateny (2:0), w którym polski as strzelił obie bramki i zrównał się w tych rozgrywkach z Alfredo di Stefano (49 trafień), niemiecka prasa pisze, że Lewandowski to dziś jedyny piłkarz, na którym Bayern może polegać i którego powinna się obawiać Borussia. „To on trzyma klub na kursie do 1/8 finału Champions League" – twierdzi „Spiegel".

Zwycięstwo poprawiło trochę nastroje w Monachium przed sobotnim szlagierem, ale gra mistrzów Niemiec nadal pozostawia wiele do życzenia.

– Miesiąc temu narzekaliście, że Bundesliga stała się nudna. Teraz zrobiła się ekscytująca, ale to też was nie zadowala. Sezon dopiero się zaczął, drużyna przechodzi transformację, ma młodego trenera, musicie być cierpliwi – apeluje do dziennikarzy Hoeness.

Gest Mourinho

W lepszym momencie nie mogły wypaść derby Manchesteru. Piłkarze United, dostarczający w tym sezonie swoim kibicom więcej zmartwień niż radości, w środę wygrali niespodziewanie w Turynie (2:1 z Juventusem w Lidze Mistrzów) – po emocjonującym finiszu.

Wystarczyły im cztery minuty, by zdobyć dwa gole (drugą gospodarze w zasadzie wbili sobie sami) i odwrócić losy spotkania. Przynajmniej na chwilę ucichły spekulacje dotyczące przyszłości Jose Mourinho.

Po meczu w Turynie Portugalczyk wyszedł na środek boiska i wykonał prowokacyjny gest w stronę kibiców Juve. – Przez 90 minut obrażano mnie, moją rodzinę i mój były klub, Inter. Przyłożyłem rękę do ucha, ponieważ chciałem usłyszeć co mają teraz do powiedzenia – triumfował Mourinho.

W niedzielę na stadionie Etihad obelg też pewnie nie uniknie. Zwłaszcza gdyby Czerwonym Diabłom udało się ponownie zwyciężyć. Pół roku temu United pokonali City 3:2 (mimo że przegrywali 0:2), przesuwając w czasie świętowanie przez rywali mistrzostwa.

Zespół Pepa Guardioli przypieczętował tytuł tydzień później, a w tym sezonie nie poniósł w Premier League jeszcze ani jednej porażki.

Sobota 18.30, Eleven Sports 1: Borussia Dortmund – Bayern Monachium

Niedziela 17.30, Canal+ Sport 2, Canal+ 4K: Manchester City – Manchester United

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL