fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Żelazna porcja przyjemności

materiały prasowe
Piąty tom redagowanej przez Piotra Żelaznego „Kopalni" jest równie pasjonujący jak cztery poprzednie. Czekaliśmy na niego długo, ale już wiemy, że było warto.

Poważna refleksja o futbolu z myślą o tych, którzy interesują się światem, więc musieli zwrócić uwagę na piłkę, ma długą tradycję. Jednak każdy, kto ma dziś do czynienia ze sportowymi mediami, wie, że pierwszą potrzebą jest pisanie takie, które tydzień po meczu nie budzi już żadnych skojarzeń. „Kopalnia" jest odtrutką na tę codzienność.

Otwiera ją tekst Żelaznego o dopingowej aferze poprzedzającej wyjazd drużyny Janusza Wójcika na igrzyska w Barcelonie w roku 1992. Muszę szczerze przyznać, że gdy Piotr zapytał mnie (znamy się dobrze, pracowaliśmy razem w „Rzeczpospolitej" przez pięć lat), czy można o tym napisać coś ciekawego, byłem sceptyczny. Sądziłem, że papierów nie ma, ludzie zapomnieli, Wójcik nie żyje, czyli temat umarł.

I myliłem się okrutnie. Jakieś papiery się znalazły, ludzie pamiętają i powiedzieli bolesną prawdę: to był dopingowy przekręt, trzech piłkarzy było na koksie, a lista zaniedbań i naruszeń procedur jest porażająca. Czyta się to jak świetnie udokumentowany kryminalny reportaż, a wypowiedzi jego bohaterów są pełne skruchy (dopingowi kontrolerzy z tamtych lat), pretensji o rozgrzebywanie ran (ówcześni działacze) i wątpliwości (piłkarze). Ci ostatni, opowiadając o codzienności srebrnej drużyny Wójcika, raczej nie przestrzegają zasady, że o zmarłych tylko dobrze.

Leszek Jarosz zabiera nas w podróż jeszcze dalszą, aż do mistrzostw świata w roku 1938 i spotkania Polski z Brazylią w Strasburgu, czyli jak zauważa już na wstępie – meczu, którego nikt nie widział, dlatego idealnie pasował jako podstawa do mitu, zanim doczekaliśmy się Wembley i porażki na wodzie z Niemcami. Wydawało mi się, że nikt nie wątpi w to, ile goli strzelił wtedy Ernest Wilimowski, ale po lekturze Jarosza już nigdy nie będziemy tego pewni: trzy czy cztery. On sam daje nam wprawdzie nadzieję, że w Brazylii może odnaleźć się film z tego spotkania, ale raczej sam w to przesadnie nie wierzy.

Najważniejsze jest jednak to, że opowieść o Wilimowskim jest tylko pretekstem do pokazania poprzez futbol pasjonującej polsko-niemieckiej historii Śląska. Można nawet powiedzieć, że bez piłki opowiedzenie tej historii jest niemożliwe i Jarosz dostarcza w tej sprawie kolejnych dowodów.

Entuzjaści przewrotnej zabawy słowem znajdą przyjemność, czytając tekst Rafała Steca o tym, że Polska jest w futbolu najgorsza na świecie. Autorowi bardziej chodzi właśnie o tę zabawę niż o to, byśmy mu uwierzyli. Ale jego refleksja w czasach, gdy codziennie słyszymy, że Polska jest mistrzem świata i kosmosu, zyskuje nowy wymiar, a prawdziwi Polacy mogą nawet Steca podać do sądu.

Piotr Wesołowicz udowodnił starą prawdę, że najważniejszy w dziennikarstwie wciąż jest pomysł. Napisał o trzech piłkarzach, którzy grali w reprezentacji Polski jedną minutę. Nie mniej i nie więcej, tylko tę jedną. Ich losy są ciekawe, a jednego tragiczne, z hazardem, który niszczy życie w tle.

Wojciech Jagielski pisze o Mohamedzie Salahu, ale tak naprawdę to opowieść o religijnym człowieku, który w ojczyźnie został idolem, o Egipcie, Czeczenii (ten wątek szczególnie polecam) i Liverpoolu, gdzie był pierwszy w Anglii meczet.

Reasumując: dobrze, że „Kopalnia" wróciła, dla mądrego kibica to lektura obowiązkowa. Po niej rozumiemy lepiej, czym stał się futbol, ale jeśli gra ma być fair, trzeba też jasno powiedzieć: temu poznaniu nie zawsze towarzyszy sama radość.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA