fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Cudów nie będzie

EAST NEWS
Były piłkarz reprezentacji, dziś komentator telewizyjny Kamil Kosowski o zmianie trenera w Legii i grze polskich drużyn w europejskich pucharach.

Tuż przed meczami o fazę grupową Ligi Europy Legia zwolniła trenera Aleksandara Vukovicia. To dobry moment na zmiany?

Żaden moment nie jest dobry, ale porażka z Dritą Gnjilane i kolejny rok bez pucharów byłby dla Legii bardzo obciążający finansowo. Mówiąc krótko: to byłaby katastrofa. Trzeba było szybko coś zmienić.

Tak też tłumaczyły się władze klubu. Nie wiem, czy wybór trenera Czesława Michniewicza był do końca przemyślany, czy znajdował się on już wcześniej w planach szefów Legii, czy po prostu potrzebowali człowieka, który będzie potrafił z miejsca wpłynąć na zespół, ustawić go lepiej taktycznie, poprawić grę w obronie. Oczywiście chcielibyśmy, aby Vuković nadal prowadził Legię, bo jest z nią mocno związany, zdobywał trofea jako zawodnik i trener, ale zmiany to część futbolowego życia. Vuko doskonale to rozumie.

Piłkarzom taki wstrząs się przyda?

Ciężko powiedzieć, czego potrzebują. Jeszcze kilka miesięcy temu prezentowali się znakomicie i zjedli ligę. Umiejętności w tym czasie przecież nie stracili, ale od początku sezonu mają ciężkie nogi. Brakuje im przede wszystkim świeżości. Kiedy ją odzyskają, znów zaczną grać w piłkę i zwyciężać. Potencjał mają największy w Polsce.

Michniewicz to mistrz motywacji. Potrafi zjednać sobie szatnię. Dwa dni wystarczą, by tchnął wiarę w drużynę?

W tak krótkim czasie niczego nowego nie wymyśli. Na pewno nie zrobi piłkarzom ciężkich treningów, bo tego nie potrzebują. Będzie próbował przedstawić im swoją wizję. Nie spodziewam się żadnych cudów. Wydaje mi się, że Legia nie będzie grała ofensywnie. Oczekuję solidnej gry całego zespołu w obronie i spokojnego awansu do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy, a w Ekstraklasie powrotu na zwycięską ścieżkę.

Preferowany przez Michniewicza defensywny styl może przynieść efekty i dać awans do pucharów, ale od Legii oczekuje się efektownych zwycięstw...

Sądzę, że w Warszawie na razie nikt nie myśli o kolejnym tygodniu, lecz wyłącznie o czwartku. Pewnie nie ma innego tematu niż mecz z Dritą. Wyeliminowanie mistrza Kosowa to obowiązek, choć biorąc pod uwagę formę Legii, nie będzie to łatwe.

Ale może już w czwartek zobaczymy odmienioną drużynę?

Do listopada Michniewicz ma prowadzić równocześnie reprezentację młodzieżową. Nie będzie konfliktu interesów?

Mam wrażenie, że w Polsce nie ma takiej rzeczy, której nie bylibyśmy w stanie zrobić, jeśli chcemy. I nie mówię tylko o piłce nożnej. Nie obawiam się w ogóle, że trener Michniewicz będzie miał tak bardzo głowę zaprzątniętą Legią, że nie poradzi sobie w reprezentacji. Tam skład ma wyklarowany, drużyna dobrze funkcjonuje. Teraz tylko musi poprawić grę Legii. Będzie miał treningi na co dzień, tego mu pewnie brakowało, bo bycie selekcjonerem to poza zgrupowaniami tylko raporty i oglądanie swoich zawodników w ligowych meczach. Michniewicz przejmuje najlepszy zespół w Polsce i ma narzędzia do tego, by odnosić z nim sukcesy.

Liga Mistrzów znów nie dla nas, ale mamy trzy drużyny w przedostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy, co często się nie zdarza. Szklanka jest do połowy pełna czy do połowy pusta?

Do połowy pusta. Nie jestem hurraoptymistą, do fazy grupowej Ligi Europy jeszcze daleka droga. Lech gra na Cyprze z Apollonem Limassol i to rywale są faworytem. Piast czeka wyjazdowy mecz z FC Kopenhaga, zespołem dobrze poukładanym i wybieganym, prowadzonym wciąż przez Staale Solbakkena. Teoretycznie najłatwiejszego przeciwnika ma Legia i to od niej wymagać będziemy najwięcej.

Wyniki w Ekstraklasie pokazują, że polskie drużyny wciąż mają kłopoty z walką na dwóch frontach. Legia męczy się w lidze, Lech wygrał dopiero jeden mecz, a Piast nie strzelił nawet gola...

Nie potrafię tego zrozumieć. Gra się w piłkę, by zdobywać mistrzostwo, potem występować w europejskich pucharach i reprezentować swój kraj. Nie ma nic lepszego. Jeżeli ktoś mówi, że jest zbyt duża liczba meczów albo za krótka przerwa, nie umiem tego zaakceptować. 20 lat temu graliśmy w Wiśle co trzy dni przez pół roku czy osiem miesięcy i wszyscy byli zadowoleni. Skład praktycznie się nie zmieniał, jedynie drobne korekty, człowiek żył od meczu do meczu. Nikt nie narzekał, wszyscy na to czekaliśmy. Teraz widać, że to jest duży problem. Szkoda, że polskie zespoły nie są mocne przynajmniej na jednym froncie.

Podobają się panu eliminacje pucharów w przyspieszonej formule – bez rewanżów, z dogrywką i rzutami karnymi w przypadku remisu?

Podobał mi się już rozgrywany w ten sposób turniej finałowy Ligi Mistrzów w Lizbonie. Wszyscy wiedzą, że jest jeden mecz, nie ma kalkulacji, by nie przegrać na wyjeździe i postarać się coś strzelić w rewanżu. Drużyny muszą atakować, pada wiele bramek. Być może jest to gorsze z pozycji faworyta, który wygrać musi, ale na pewno z korzyścią dla widowiska.

Liga Europy: dziś gra Lech

W trzeciej rundzie eliminacji drużyna z Poznania zmierzy się w Nikozji z Apollonem Limassol. Lider ligi cypryjskiej w tym sezonie nie poniósł jeszcze porażki. W Apollonie grało kilku polskich piłkarzy, m.in. Kamil Kosowski, Radosław Michalski i Łukasz Sosin, zespół prowadził też kiedyś Jerzy Engel.

– Szanse są równe. Boisko jest odpowiednio przygotowane, więc stać nas na dobry mecz i awans do następnej rundy – zapowiada trener wicemistrzów Polski Dariusz Żuraw.

W przypadku zwycięstwa Lech powalczy 1 października o fazę grupową z Charleroi lub Partizanem Belgrad. To spotkanie również na wyjeździe.

Transmisja meczu z Apollonem o 18.00 w Polsacie Sport.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA