fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Konflikt Kucharski - Lewandowski. Smutny koniec bajki

Cezary Kucharski i Robert Lewandowski w czasach, gdy grali jeszcze do jednej bramki
KUBA ATYS/AGENCJA GAZETA
Były menedżer domaga się od Roberta Lewandowskiego 39 mln złotych. „Der Spiegel" pisze o przestępstwach podatkowych.

Niemiecki prestiżowy tygodnik poinformował, że do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił pozew Cezarego Kucharskiego przeciwko firmie RL Management. „RL" to inicjały byłego klienta Kucharskiego – Roberta Lewandowskiego. Spór między nimi ciągnie się od lat. Do sądu występował Lewandowski, teraz przyszedł czas na rewanż. Były piłkarz i poseł PO domaga się 9 milionów euro, na tyle wycenia swój wkład w spółkę RL Managment, którą panowie rozwiązali w 2019 roku. Zwycięzca Ligi Mistrzów miał w niej 98 procent udziałów, Kucharski tylko 2, ale to on wniósł prawa wizerunkowe... Lewandowskiego. Nabył je od zawodnika w 2008 roku.

Kucharski w pozwie twierdzi, że piłkarz podpisywał umowy reklamowe poza RL Management, a nie miał do tego prawa, gdyż to właśnie ta spółka była wyłącznym właścicielem praw wizerunkowych napastnika. Twierdzi też, że Lewandowski wykorzystywał pieniądze spółki do prywatnych celów.

Osobnym wątkiem – kluczowym – są podatki. „Spiegel" wskazuje, że Lewandowski oszukiwał niemieckiego fiskusa. Z tym akurat nie ma żartów. Za przestępstwa podatkowe powyżej miliona euro nie ma w Niemczech kary w zawieszeniu, a delikwent idzie do więzienia. To spotkało Uliego Hoenessa, szefa Bayernu Monachium.

Obie strony odmawiają komentarza. Kucharski nie chce rozmawiać, rzeczniczka rodziny Lewandowskich odsyła do wydanego oświadczenia, w którym padają zapewnienia, że do żadnych przestępstw podatkowych nie doszło, a „Kucharski próbuje wymusić na Lewandowskim zapłatę nienależnych mu środków" .

Związek prywatno-biznesowy Lewandowskiego i Kucharskiego przez lata uchodził za wzór. Byli pupilami mediów: być może najlepszy piłkarz w historii polskiego futbolu i jego menedżer, ale tak naprawdę ktoś znacznie więcej: doradca, przyjaciel, a nawet mentor. Tak byli przedstawiani przez media, sami dbali o ten wizerunek, nawet gdy pojawiały się pierwsze rysy, kibice wierzyli, że łączyło ich coś więcej niż biznes. Dziś dochodzą sygnały, że konflikty o pieniądze pojawiły się bardzo szybko – już przy okazji pierwszej poważnej umowy Lewandowskiego, tej z Lechem Poznań. Nikt nie mógł wówczas przewidzieć, kim stanie się Lewandowski, ale Kucharski zapłacił za prawa do wizerunku piłkarza w 2008 roku 50 tysięcy złotych. To była niemal dwukrotność rocznych zarobków młodego napastnika, a po latach okazało się, że także świetny interes.

Kucharski sam był piłkarzem, grał z Legią Warszawa w Lidze Mistrzów, pojechał z reprezentacją Polski na mistrzostwa świata do Korei (2002), ma na koncie występy w lidze szwajcarskiej, greckiej i hiszpańskiej. Nauczył się dochodzić swoich praw i zmuszać kluby do egzekwowania zapisów kontraktowych. W najlepszym sezonie (1996/97 w Legii) strzelił 17 goli w lidze, w tych słabszych zdarzało się, że kończył i na czterech – to o jednego mniej niż Lewandowski wbił w dziewięć minut Wolfsburgowi. Albo tyle samo, ile strzelił w półfinale Ligi Mistrzów Realowi Madryt jeszcze w barwach Borussii.

To po tamtym meczu rozpoczęła się wielka, nigdy nieskonsumowana miłość między Lewandowskim a Realem. By w końcu trafić do Madrytu, w 2018 roku napastnik Bayernu rozstał się z Kucharskim. Zmienił agenta na Izraelczyka Piniego Zahaviego, jednego z supermenedżerów, ale nawet on nie zdołał wyrwać go z Bawarii. Polak miał ważną umowę z Bayernem (renegocjacja kontraktu to było ostatnie świadczenie Kucharskiego dla byłego klienta) i szefowie klubu z Monachium zatrzymanie Lewandowskiego potraktowali priorytetowo. Jako manifestację siły, sygnał wysłany rywalom w Niemczech, a przede wszystkim w Europie. Jak pokazała niedawno zakończona edycja Ligi Mistrzów – mieli rację. To wokół polskiego napastnika powstał zespół, który zdobył najcenniejsze trofeum w europejskiej piłce klubowej, pierwsze dla Bayernu od siedmiu lat.

Na początku, wiele lat przed wojną o miliony, był Znicz Pruszków. Życiorys Lewandowskiego znają wszyscy interesujący się sportem w Polsce, a także wielu tych, którzy zainteresowania tego nie podzielają. Coś jak z żywotami świętych.

Wiadomo, że latem 2006 roku 18-letni Lewandowski został skreślony przez Legię, choć pojechał na obóz przygotowawczy z pierwszą drużyną. Przystań znalazł w Pruszkowie – na trzecim poziomie rozgrywkowym. Mniej więcej w tym samym czasie Kucharski zakończył karierę w Legii. Wiedział, że zostanie menedżerem, ale stawiał dopiero pierwsze kroki w branży, gdy przypadkiem zimą 2007 roku, w hali w Pruszkowie, odkrył nastolatka, który miał zmienić jego życie i któremu on też zmienił życie.

Spotkał się z jego mamą i już wówczas partnerką życiową Anią i przekonywał, że młodzieniec ma wszystko, by zostać wielkim piłkarzem. Oczywiście sam wówczas nie przypuszczał, jak wielkim. Umowa została podpisana, mimo że o Lewandowskiego z czasem i kolejnymi golami dla Znicza zaczęli też zabiegać inni agenci.

W futbolu oczywiście wszystko kręci się wokół pieniędzy, agenci obiecają wszystko, byle tylko piłkarz podpisał z nimi umowę i zapłacił im prowizję, zawodnicy zrobią każde świństwo, jeśli oznacza to transfer i wyższą pensję. Oszustwa, negocjowanie za plecami, wykradanie sobie piłkarzy, przychodzenie do nieswoich klientów z gotowymi ofertami, podpinanie się pod czyjeś transfery, to wszystko standard. To dżungla – kto silniejszy i bardziej cwany, ten wygrywa.

Lewandowski też wysłał do Kucharskego słynnego dziś SMS-a, cytowanego przez Pawła Wilkowicza w biografii najlepszego strzelca reprezentacji Polski zatytułowanej „Nienasycony". W tej wiadomości nastoletni piłkarz stwierdza, że pewnie i tak wyląduje w klubie, w którym Kucharski dostanie wyższą prowizję, a nie w odpowiednim dla jego rozwoju.

Pomimo tej uwagi dość szybko zaczęli najpierw sobie ufać, a w końcu zostali partnerami biznesowymi.

Duet obiecujący piłkarz–początkujacy menedżer działał inaczej niż większość w branży. Będąc w Zniczu, Lewandowski miał oferty z mistrza kraju Wisły Kraków, mógł wrócić do Legii, były także oferty zagraniczne, ale postanowili skorzystać z oferty Lecha Poznań. Wcale nie była najwyższa, ale wiedzieli, że ofensywny styl Franciszka Smudy będzie idealny dla młodego napastnika. Lech zdobył tytuł, 20-letni Lewandowski koronę króla strzelców i posypały się oferty z Zachodu. I znów to wcale nie Borussia Dortmund wystosowała najkorzystniejszą finansowo (znacznie więcej chciał płacić np. Szachtar Donieck), ale wciąż liczył się rozwój, a także postać ówczesnego trenera BVB Juergena Kloppa.

Wtedy też pojawiły się już naprawdę duże pieniądze i relacja przestała być zwyczajnym układem piłkarz–menedżer. Kucharski doradzał zawodnikowi w inwestycjach i interesach, sam w niektóre wchodził. Wkładał swoje pieniądze, by Robert miał pewność, że agent nie chce go tylko wykorzystać. Tak opowiadał o tym Kucharski w „Nienasyconym": „Robert jest trudnym partnerem, bo im wyżej idziesz, tym większe są potrzeby, wymagania, obracasz się wśród coraz lepszych piłkarzy. Pojawiają się wokół ciebie inni ludzie, a piłkarze lubią dobry bajer. W tym środowisku nietrudno spotkać kogoś, kto ci wmówi, że ma dla ciebie genialny pomysł – maszynę do robienia pieniędzy. Ty tylko musisz dać na start".

Powołali do życia RL Management, o który dziś toczy się wojna warta wiele milionów. I chociaż wszyscy czuli podskórnie, że opowieść o przyjaźni menedżera z piłkarzem nie pasuje do realiów futbolowych, przykro dziś obserwować, jak ta bajka się kończy. To zapewne dopiero początek wojny. Kucharski jest przeciwnikiem twardym i doskonale przygotowanym. Musi być gotowy na to, że stanie się wrogiem publicznym numer jeden, zrobił zamach na polską świętość.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA