fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Przepis, który podzielił środowisko

Adobe Stock
Od początku sezonu obowiązuje przepis o obowiązkowym młodzieżowcu w składzie. Ile czasu na boisku spędzili młodzi zawodnicy? Czy mieli decydujący wpływ na zwycięstwa?

Miało to dać szansę gry zawodnikom do 21. roku życia i wymusić na klubach stawianie na rodzime talenty – przy okazji jednak przepis ten podzielił środowisko. Stanowczym przeciwnikiem tego rozwiązania jest chociażby Andrzej Strejlau. – W I lidze taki przepis obowiązuje, bo ma przygotowywać piłkarzy do występów na najwyższym szczeblu, ale to nie oznacza, że sprawdzi się w ekstraklasie. Nie sądzę, by metryka powinna decydować o tym, czy ktoś ma grać. Możemy równie dobrze wprowadzić przepis, żeby po 30. roku życia zawodnicy kończyli kariery, a dzięki temu też się zwolni miejsce dla młodych – oceniał były selekcjoner reprezentacji Polski.

Nie brakuje jednak głosów poparcia dla pomysłu PZPN. W mediach społecznościowych w superlatywach o tej zmianie wyrażał się m.in. były reprezentant Polski Sebastian Mila. Dobre strony dostrzega też Robert Podoliński. – Widzę plusy i minusy. Źle, że ktoś dostaje miejsce w składzie tylko za rok urodzenia. Z drugiej jednak strony zdarzały się w naszej lidze mecze, w których grało dwóch, trzech Polaków. Nie mamy piłkarzy. Może nie umiemy wyszkolić? Nie bardzo mnie interesuje Albańczyk, Serb, Chorwat. Mnie interesuje Polak. Jeżeli kogoś mamy promować, to właśnie swoich. Czym ryzykujemy? Że nie zagramy w Lidze Mistrzów albo że spadniemy na jeszcze niższe miejsce w europejskim rankingu – ironicznie pyta Podoliński, po czym dodaje. – W kadrze każdego zespołu musi być pięciu–sześciu Polaków. Może to zmusi kluby do relokacji środków? Zamiast kupować słabych obcokrajowców, zaczną się inwestycje w akademie? Polska piłka tylko na tym skorzysta – mówi trener i ekspert TVP.

Po każdej kolejce PZPN publikuje raport z gry młodzieżowców. Łatwo zatem prześledzić, jak wygląda pierwszych kilka kolejek sezonu w liczbach. Czy młodzi są tylko statystami, czy mają swój udział w zwycięstwach lub porażkach własnych drużyn?

Gwarantowany czas gry dla młodzieżowców w pierwszych pięciu kolejkach to 7020 minut (mecz Legii z Wisłą Płock został przełożony), a w sumie nadzieje polskiego futbolu rozegrały 9704 minuty, zdobyły dziewięć goli i uzbierały pięć asyst.

– W wielu zespołach młodzi grają, bo muszą. Patrząc na formę niektórych, czasem widać, że lepiej, gdyby zagrał inny zawodnik, ale występuje młodzieżowiec. U nas w sumie zagrało już czterech, a były takie momenty, gdy na boisku występowało obok siebie dwóch, a nawet i trzech – mówi „Rz" Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa.

Może za kilka lat jednak ci młodzi będą ważnymi postaciami w polskiej piłce? – Wolę, żeby się uczył młody Polak niż 28-letni obcokrajowiec. On za rok wyjedzie, a mnie interesuje polska piłka. Młodzi, którym warto dać szansę, są: Tomasz Makowski, Karol Fila, Przemysław Płacheta, Paweł Tomczyk, Filip Marchwiński. Nawet jeśli im się nie uda, to dla polskiej piłki nie jest to ryzyko – mówi „Rz" Robert Podoliński.

Są drużyny, które wystawiają ciągle tego samego młodzieżowca: Korona (Paweł Sokół), ŁKS (Jan Sobociński), Legia (Radosław Majecki; dwa razy zagrał jeszcze Marcin Praszelik, a ostatnio Michał Karbownik), w Arce jest ich trzech, a są też takie zespoły, jak: Lech, Górnik, Raków czy Zagłębie, gdzie młodych jest wielu i strzelają gole. – Większość drużyn gra jednym młodzieżowcem i to często zawodnikiem, którego w normalnej sytuacji trener by nie wystawił. Warto pamiętać, że młodzi mają często wahania formy i wtedy przydaje się, żeby taki sobie odpoczął przez kilka spotkań, spojrzał z boku – mówi „Rz" trener Papszun.

Są też takie zespoły jak Lech Poznań, który ma świetną, przynajmniej jak na polskie warunki akademię, wychował wielu reprezentantów Polski, a Robert Gumny, Kamil Jóźwiak czy Tomczyk grali w Lechu sporo bez przepisu o młodzieżowcu. Na ich kariery przepis wprowadzony przez PZPN nie miał wpływu. Podobnie było z innymi wychowankami akademii Lecha, Karolem Linettym czy Janem Bednarkiem.

Odkryciami wśród młodzieży są Bartosz Bida (Jagiellonia) i Patryk Szysz (Zagłębie), którzy jeszcze niedawno występowali w niższych ligach, a teraz dobrze radzą sobie w ekstraklasie. – Młodzi z niższych lig będą przychodzić do ekstraklasy, ale pytanie brzmi: ilu z nich będzie odpowiedniej jakości? Większość i tak nie będzie grała. Nie jestem zwolennikiem tego przepisu, rozumiem ideę, bo warto promować, ale świadomie, a nie z konieczności. W 1. lidze grało u nas kilku młodzieżowców i awansowaliśmy. W ekstraklasie też tak robimy, ale młodzi nie grają z powodu wieku – mówi Papszun.

PZPN od lat reformuje polską piłkę, majstrując przy terminarzu, wprowadzając rundy dodatkowe, dzieląc punkty, wycofując podział. Najnowszym pomysłem jest przepis o młodzieżowcu (swoją drogą na wniosek klubów już został zmieniony i w tym sezonie dopuszczono piłkarzy rok starszych, niż pierwotnie zakładano).

Jak on się sprawdzi, pokaże przyszłość, ale już można założyć, że lepiej niż podział punktów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA