fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Rangers FC – Legia: Kibice też zagrają

Joseph Ayodele – Aribo i bramkarz Legii Radosław Majecki podczas meczu w Warszawie
Fotoreporter.pl
W czwartek w Glasgow o 20.45 rewanż Rangers FC – Legia. W Warszawie było 0:0. To ostatnia runda eliminacji. Nagroda za awans – 12 milionów złotych, a później dużo więcej za grę w grupie.

90 minut na Ibrox Park zadecyduje jednak nie tylko o sytuacji finansowej Legii. Od wyniku tego meczu zależy sportowa ocena całego sezonu. Bez gry w Europie raczej nie uda się ugasić pożaru tlącego się niemal od dwóch lat przy Łazienkowskiej, a o awans może być bardzo trudno. Faworytami bukmacherów są gospodarze.

– Zarówno Parkhead Celticu, jak i Ibrox Rangersów, ale szczerze mówiąc, Ibrox nawet bardziej, mają w sobie coś magicznego. Ta magia polega na tym, że gospodarze dostają skrzydeł i potrafią pokonać znacznie silniejszego rywala. Piłkarze są dosłownie pchani przez kibiców do przodu – opowiada Maciej Żurawski, który w latach 2005–2008 był piłkarzem Celticu, na Ibrox wystąpił trzy razy, a w lutym 2006 r. to jego gol rozstrzygnął Old Firm Derby na korzyść Celticu na terenie rywala.

Jego słowa potwierdza inny napastnik The Bhoys Dariusz Dziekanowski, który koszulkę w zielono-białe pasy zakładał w latach 1989–1992. – Kibice na Ibrox wymuszają na Rangersach ofensywny styl gry. To nie jest publika, która pozwoliłaby swojemu zespołowi się cofnąć i czekać na rywala. Rangersi muszą na swoim boisku grać bardzo ofensywną piłkę – mówi Dziekanowski.

Obaj nasi rozmówcy zwracają uwagę, że kibicowanie w Polsce i na Wyspach jest inne. W ekstraklasie trybuny nie żyją meczem – tworzą własny spektakl, który toczy się w oderwaniu od tego, co dzieje się na murawie. Tymczasem na Wyspach, a w Glasgow w szczególności, trybuny grają razem z piłkarzami. – Kibice reagują na każde boiskowe wydarzenie – mówi Dziekanowski. – Na strzały, faule, dryblingi czy wślizgi, ale także na rzuty rożne czy nawet wyrzuty z autu. Szkoccy fani nie tolerują oszustów i symulantów. Gdy tylko widzą, że ktoś symuluje, to zaczynają go wyzywać i się z niego śmiać.

– To, co szczególnie zapamiętałem z Ibrox, to bliskość trybun. Na Parkhead było podobnie, ale to na stadionie Rangersów miało się wrażenie, że kibice dosłownie siedzą ci na głowie – potwierdza Żurawski i dodaje. – Atmosfera na Ibrox była niesamowicie wroga. Oczywiście przyjeżdżałem tam jako zawodnik największego rywala, na mecze, które były niemal wojną, ale jestem przekonany, że piłkarze Legii także poczują tę wrogość.

Dlatego szczególnie ważny będzie początek meczu – podopieczni Aleksandara Vukovicia nie mogą się przestraszyć, jeśli po dwóch latach posuchy polski klub ma wrócić do Europy. Od czasu meczów Legii z Realem, Borussią i Sportingiem w Lidze Mistrzów, a później z Ajaxem w Lidze Europy, polscy kibice czuli się jak dzieci przed wystawą sklepu z cukierkami niemogące wejść do środka.

– Nie wiem zresztą, czy ten dwuletni post nie wpłynął na nasze postrzeganie Rangersów – zastanawia się Żurawski. – Mnóstwo się mówi o wielkim rywalu, a ja bym się raczej zastanawiał, czy największe nie są w tym przypadku nazwa i właśnie stadion. Zamiast mówić „aż liga szkocka", powinniśmy chyba mówić „tylko liga szkocka". To naprawdę rywal w zasięgu Legii.

W pierwszym meczu w Warszawie wicemistrz Polski zaimponował świetną grą w defensywie. Rywale mieli tylko jedną okazję, ale w sytuacji sam na sam z Alfredo Morelosem idealnie zachował się Radosław Majecki, który zapewne już wkrótce zostanie kolejnym polskim bramkarzem grającym w silnej europejskiej lidze. Innych klarownych okazji piłkarze Stevena Gerrarda sobie nie stworzyli.

– W Glasgow Rangersi będą atakować i trzeba to wykorzystać, bo w linii obrony rywali są słabe punkty. Środkowi obrońcy nie są specjalnie zwrotni, a grający po lewej stronie Jon Flanagan jest po prostu słaby – mówi Dziekanowski. Także Żurawski jest pod wrażeniem postawy Legii w defensywie. Podkreśla, że piłkarze Vukovicia świetnie przesuwali się całymi formacjami i nie dawali przeciwnikom się rozwinąć.

– W rewanżu powinno być trochę łatwiej, jeśli chodzi o kreowanie sytuacji. Legia musi zagrać z taką samą konsekwencją w obronie, a okazje się pojawią – mówi były napastnik Wisły Kraków.

Wszystko wskazuje, że jako wysunięty napastnik na Ibrox wystąpi Sandro Kulenović. 19-letni Chorwat nie przekonuje ani kibiców, ani fachowców, ale przekonuje Vukovicia, który chwali go za realizowanie założeń taktycznych oraz walkę w defensywie. – Muszę przyznać, że nigdy nie przekonywali mnie „defensywni napastnicy". To cały mój komentarz do sprawy – złośliwie mówi Dziekanowski, któremu wtóruje Żurawski. – Choćby nie wiem jak trener go chwalił za realizowanie założeń taktycznych, za walkę, za uprzykrzanie życia rywalom, to napastnik musi stwarzać okazje. Nie mówię już o strzelaniu goli, ale chociaż niech umożliwia zdobywanie bramek kolegom – mówi dwukrotny król strzelców ekstraklasy.

Wydawało się, że przed tym meczem rozwiązana zostanie przynajmniej sprawa Carlitosa i Hiszpan za 1,5 miliona euro trafi do klubu z Emiratów Arabskich. Aby dograć szczegóły tej przeprowadzki, nie pojechał z drużyną do Łodzi na ligowe spotkanie z ŁKS. Tymczasem coraz więcej wskazuje, że transfer upadł, i napastnik poleciał z drużyną do Glasgow.

Transmisja o 20.40 w TVP 2, studio od 20.10

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA