fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Tomasz Jażdżyński: Większość klubów Ekstraklasy chce zmian

Fotorzepa, Robert Gardziński
Przewodniczący rady nadzorczej Wisły Kraków i jeden z jej współwłaścicieli Tomasz Jażdżyński o Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Ekstraklasy SA.

Czy Wisła Kraków jest w PKO BP Ekstraklasie sama przeciwko wszystkim?

Oczywiście, że nie. Większość klubów poparła wniosek, jaki zgłosiliśmy na walne. Nie mam zwyczaju zbyt często udzielać wywiadów, ale skala dezinformacji, jaką od dwóch dni obserwuję, przekroczyła granice przyzwoitości. Trzeba to wyjaśnić. W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, które mylą dwa wątki ostatniego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Ekstraklasy SA: złożony przez nas wniosek o zmianę statutu oraz zgodę klubów na zmianę umów z nadawcami telewizyjnymi.

Jakie postulaty zgłosił pana klub?

Wspólnie z przedstawicielami Łódzkiego Klubu Sportowego chcieliśmy nadzwyczajnego walnego zgromadzenia, aby złożyć wniosek o zmianę statutu spółki, w którym powinien pojawić się jasny zapis o tym, kto decyduje o podziale środków finansowych. Naszym zdaniem powinny to robić wszystkie kluby-akcjonariusze. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Od jakiegoś czasu zarząd i rada nadzorcza – w skład której wchodzi mniejszość klubów – uzurpują sobie prawo do takich działań, w mojej ocenie bez umocowania w statucie. Nie zgadzamy się z tym. Ekstraklasa SA jest spółką celową, która sprzedaje jak najdrożej to, co wszystkie kluby do niej wnoszą, a następnie rozsądnie ten zysk dzieli. I w naszej ocenie o podziale owego zysku powinni decydować wszyscy akcjonariusze w głosowaniu na podstawie jasnych i precyzyjnych zapisów statutu.

Kluby nie chciały zmian?

Większość chciała. Nie złożylibyśmy takiego wniosku bez wcześniejszych rozmów. Do zmiany statutu konieczna jest jednak nie zwykła, lecz kwalifikowana większość trzech czwartych głosów. Z szesnastu głosujących klubów osiem poparło nasz wniosek, siedem było przeciw, jeden się wstrzymał. Podobnie jak wstrzymał się przedstawiciel PZPN. Zmian nie udało się wprowadzić, ale wynik jasno pokazuje, że jest to skutek istnienia blokującej mniejszości, a nie braku poparcia wniosku Wisły Kraków przez większość klubów.

Dlaczego się nie udało?

Jest oczywiste, że ta zmiana otworzyłaby pole do reformy działania Ekstraklasy. Grupa klubów uważających się za wiodące w oczywisty sposób jest i będzie przeciwko wszelkim zmianom. Dla nich obecny model funkcjonowania, obniżający konsekwentnie średni poziom naszej ligi, co widać po stale spadającej jej pozycji na arenie międzynarodowej i zwiększający w ten sposób ich przewagę, jest korzystny. Brak poparcia z ich strony jest logiczny i całkowicie zrozumiały. Zawiedliśmy się jednak na postawie kilku innych klubów, które jeszcze dzień przed WZA deklarowały poparcie dla zmian. Szczególnie postawa jednego z prezesów, który w ubiegłym roku otrzymał nasz głos i dzięki temu wygrał wybory do rady, prezentując zmianę zasad podejmowania decyzji jako kluczowy punkt swojego programu, była dla mnie wielkim osobistym rozczarowaniem.

Głosowanie dotyczące zmian w statucie przegraliście, a to o podział zysku spółki?

Nie przegraliśmy. Wygraliśmy niedostateczną liczbą głosów. Zasady podziału środków pomiędzy kluby nie były z kolei przedmiotem naszego wniosku. Dyskusja na ten temat, nie mówiąc o podejmowaniu uchwał, nie była przewidziana w porządku obrad. Kolportowanie informacji, jakoby odbyło się jakieś głosowanie i kluby poparły obecny model podziału środków, jest czystą dezinformacją.

Co z umową dotyczącą sprzedaży praw telewizyjnych?

Kwestia zgody na zmianę umów z nadawcami telewizyjnymi była drugim z punktów merytorycznych omawianych na WZA. Wprowadzonym na wniosek zarządu, a nie Wisły Kraków. W mojej ocenie zresztą niepotrzebnie.

Dlaczego?

Nie mogę wchodzić w szczegóły umów, nie zdradzając informacji, które powinny pozostać poufne. Uważam jednak, że struktura umowy na najbliższy sezon, jaką posiadała już Ekstraklasa SA, była istotnie lepsza od nowej zatwierdzonej na WZA. Dzięki istnieniu umowy na nadchodzący sezon nie było też konieczności podejmowania nagłych decyzji dotyczących kolejnych sezonów. Dla sprawnego zarządu było wystarczająco dużo czasu na przeprowadzenie postępowania przetargowego, rozmów z innymi operatorami i potencjalnymi partnerami spoza grona tradycyjnych nadawców. Praktyka biznesowa uczy, że w większości przypadków takie postępowanie pozwala uzyskać istotnie wyższą cenę. Tymczasem umowa na kolejne dwa lata o wartości prawie pół miliarda złotych została wynegocjowana bez przetargu, co budzi wątpliwości nie tylko biznesowe, ale i formalne. Rozumiałbym, gdyby te wszystkie ustępstwa były związane z jakimiś rozwiązaniami wynikającymi z potencjalnie niedogranego minionego sezonu. Ale my ten sezon przecież dograliśmy. Sprawa jest zamknięta.

Jako jedyni głosowaliście przeciw. Wszyscy pozostali byli za.

Zgadza się. Rozumiemy przesłanki, jakimi kierowali się prezesi innych klubów. Ze względu na pandemię mamy wielką niepewność gospodarczą, a nowe umowy zostały przedstawione, w mojej ocenie niesłusznie, jako pewniejsze od poprzednich. To był zapewne bardzo ważny argument, a czasu na analizę ryzyka nie było wcale. Większość klubów została postawiona w sytuacji, w której o najważniejszym źródle swoich przychodów na kolejne trzy lata miała zadecydować w ciągu kwadransa na podstawie szczątkowych informacji w nieprecyzyjny według mnie sposób przedstawionych przez zarząd. Większość, bo uprzywilejowana mniejszość znała szczegóły umów od dawna, a nawet prowadziła negocjacje. To właśnie w proteście przeciwko takiemu procedowaniu sprawy przez zarząd i radę nadzorczą zagłosowaliśmy przeciw, zdając sobie sprawę, że uchwała i tak zostanie podjęta. Nie chcieliśmy jej blokować, aby nie komplikować życia innym klubom. Wszyscy jesteśmy w trudnej sytuacji. Gdybyśmy mieli taką intencję, zgłosilibyśmy sprzeciw i zaskarżyli uchwałę do sądu, istotnie destabilizując sytuację. To nie nastąpiło. Pomimo iż zostaliśmy potraktowani jak klub czwartej kategorii, odstąpiliśmy od dalszych działań.

Czwartej kategorii?

Zarząd Ekstraklasy uprzywilejował trzech akcjonariuszy, dopuszczając ich do prowadzenia negocjacji. Dzięki temu nie tylko od dawna znali zapisy nowych umów, ale wręcz mieli wpływ na ich brzmienie. Kolejna trójka mająca swoich przedstawicieli w radzie nadzorczej również została poinformowana o wyniku negocjacji wcześniej. To dwie w różnym stopniu uprzywilejowane grupy. Podczas WZA jeden z prezesów niewchodzących w skład rady nadzorczej zadeklarował poparcie dla nowych warunków i ogłosił, że ma na to poparcie właściciela, z którym to przedyskutował. Nie potrafię tego zrozumieć inaczej jak potwierdzenia, że znał wcześniej przynajmniej część informacji, które nam przedstawiono dopiero podczas WZA. Wygląda więc na to, że Wisła Kraków znalazła się dopiero w czwartej kategorii – tych, którym informacje zostały przekazane dopiero na WZA na kwadrans przed głosowaniem.

Wracając do umowy. Dało się wynegocjować lepszy kontrakt?

Mam potężne poczucie niedosytu. Technologia rozwija się błyskawicznie, a na rynek praw wchodzą nowe podmioty, chociażby spółki internetowe. Dziś stan sieci telekomunikacyjnych pozwala realizować modele biznesowe absolutnie wykluczone pięć–dziesięć lat temu. Wystarczy spojrzeć na rozwój Netflixa. W wielu przypadkach to spółki internetowe przejmują całościowe lub częściowe prawa do pokazywania wydarzeń sportowych. Tak jest w przypadku DAZN i Bundesligi w Niemczech. Tak jest w przypadku Peacock i Premier League na terenie USA. Niestety, osoby podejmujące decyzje w Ekstraklasie SA podchodzą do rynku w sposób uzasadniony kilka lat temu, ale obecnie mocno przestarzały. Nowe podmioty są traktowane jako kolejni potencjalni kupcy całych pakietów, nie jak partnerzy, z którymi można stworzyć nowy produkt. A wszystkie elementy do takiego nowoczesnego podejścia mamy w ręku. Ekstraklasa sama produkuje relacje ze spotkań – to bardzo ważna sprawa i za to należą się jej wielkie brawa. Dzięki temu może płynnie zmieniać partnerów i modele biznesowe.

Pana zdaniem ten atut nie został wykorzystany?

Nie został i bardzo szkoda, że cały wysiłek nie przynosi takich korzyści, jakie by mógł. Kilka miesięcy temu proponowałem zarządowi Ekstraklasy wsparcie w tym zakresie. Jak wiadomo, od 20 lat zarządzam największymi polskimi spółkami z branży mediów cyfrowych, a swoje doświadczenie i wiedzę zaoferowałem zupełnie nieodpłatnie. Z propozycji nie skorzystano. Dlatego gdy słyszę, że wynegocjowane umowy są korzystne, kręcę z niedowierzaniem głową. Te mniej więcej 300 mln złotych rocznie brutto, jakie Ekstraklasa zarabia na prawach przekazywanych jej przez kluby, to równowartość miliona pakietów dostępowych za 30 złotych miesięcznie. Uzyskanie tylu klientów przy możliwościach technologicznych 2020 roku nie wygląda na przesadnie trudne. Wymaga jednak wiedzy i determinacji. Szkoda, że przez ich brak wszystkie kluby otrzymają mniej środków w najbliższych sezonach.

Tomasz Jażdżyński jest prezesem spółki Gremi Media SA, wydawcy „Rzeczpospolitej".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA