fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Gilarski: Musimy czekać na wyroki sądów

TVN/FOKUSMEDIA.COM.PL/NEWSPIX.PL, Michał Chwieduk Michał Chwieduk
Rzecznik dyscyplinarny PZPN Adam Gilarski o tym, dlaczego Cracovia za korupcję została ukarana tak późno

Panie mecenasie, Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała Cracovię za czyny korupcyjne z wiosny 2004 roku. Dlaczego trzeba było na to czekać aż szesnaście lat?

PZPN mógł zająć się sprawą dopiero, kiedy po latach otrzymałem z sądu karnego wyrok pierwszej instancji. Wcześniej sprawa toczyła się długo w prokuraturze i przed sądem. Nasze wewnętrzne dochodzenia w sprawach korupcyjnych prowadzone przez PZPN toczą się niezależnie od tych sądowych, ale nie mogą od nich abstrahować. Dochodziło bowiem do sytuacji, w których PZPN ukarał osoby, które sąd uniewinnił. Mieliśmy też przypadek uchylenia przez Najwyższą Komisję Odwoławczą kary nałożonej przez Komisję Dyscyplinarną na byłego piłkarza Lecha w związku z brakiem prawomocnego wyroku sądowego. Dlatego w sprawach osób fizycznych musimy czekać na wyrok sądu, jeśli osoby te nie przyznają się do winy.

A jak było w przypadku Cracovii? Jestem pewien, że po latach prawie nikt nie wie, kto kryje się za inicjałami Jacek P. i Rafał R., osób wymienionych w komunikacie, a stojących za korupcją w klubie.

Jacek P. to były sędzia międzynarodowy, a Rafał R. to były członek rady nadzorczej Cracovii.

Ja to jeszcze rozwinę. Jacek P. był nie tylko sędzią liniowym i w tej roli występował nawet na mistrzostwach świata we Francji. Był także funkcjonariuszem pracującym w wydziale dochodzeniowo-śledczym najpierw milicji obywatelskiej a potem policji. Czyli mamy przykład skorumpowanego stróża prawa.

Na podstawie zebranych dokumentów mogę stwierdzić, że to przede wszystkim on stał za korupcją w Cracovii. Problem polega na tym, że klub umywa ręce, nie przyznaje się do związków z P., ponieważ nie pełnił on żadnych funkcji w klubie.

To już słyszeliśmy we Wronkach i Poznaniu, gdzie przekonywano nas, że Ryszard F. był tylko fryzjerem, u którego strzygli się działacze Amiki, klub nie zatrudniał go w jakiejkolwiek roli – co akurat nie jest prawdą – i nie znają go jako „Fryzjera".

To jest postawa charakterystyczna dla prawie wszystkich maczających palce w korupcji. To nie my – to oni. Cracovia też długo trzymała się wersji, że jest ofiarą, a nie beneficjentem korupcji. A przecież awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej dlatego, że kupiła dziewiętnaście meczów w sezonie. To był proceder. Powinna mieć poczucie winy.

Jaką rolę pełnił Rafał R.?

Był wywodzącym się ze środowiska kibicowskiego członkiem rady nadzorczej klubu delegowanym do niej przez miasto Kraków jako współudziałowca Cracovii. Tyle że on długo ukrywał fakt, iż pełnił tę funkcję. To ujrzało światło dzienne dopiero podczas procesu sądowego. Inaczej mówiąc, PZPN, według ówczesnej wiedzy, nie mógł nałożyć kary na Cracovię, skoro dwie oskarżone osoby nie miały z nią formalnych związków. Mogliśmy to zrobić dopiero, kiedy pozyskaliśmy nową wiedzę. Nawiasem mówiąc, sąd uniewinnił R. od zarzutu ustawienia wyników dwóch meczów Cracovii, mimo że w sprawie jednego z nich, ze Szczakowianką Jaworzno, dzwonił on do „Fryzjera". Kiedy w końcu otrzymałem dokumenty z sądu, uznałem, że Cracovia musi wreszcie odpowiedzieć za swoje czyny sprzed lat. Lata jednak mijały.

Właściciel Cracovii Janusz Filipiak podkreślał w wywiadzie w lipcu 2003, że panuje nad sytuacją w klubie i nic bez jego wiedzy nie może się wydarzyć. Myśli pan, że mógł nie wiedzieć o łamaniu prawa przez P. i R.?

Skoro tak mówi, a nie ma przeciwnych dowodów, to należy mu wierzyć. Krzysztof Klicki też nie wiedział, że za jego plecami w Koronie, której był właścicielem, kwitnie korupcja. Kiedy się dowiedział, to sprzedał klub i wycofał się z futbolu. Zakładam, że właściciel może nie wiedzieć o tym, że jego podwładni oszukują.

Nie można więc w takich sytuacjach wyciągać konsekwencji wobec właścicieli? Skoro coś firmują, niech ponoszą odpowiedzialność.

W żadnym wypadku właściciel klubu nie może odpowiadać na zasadzie ryzyka, gdyż trzeba mu zawsze udowodnić winę. Jak dotychczas PZPN nie jest od weryfikowania uczciwości właścicieli klubów. Nie zakłada się z góry, że ktoś ma złe intencje. My możemy zająć stanowisko na podstawie konkretnych faktów. Chyba że dochodzi do sytuacji, o jakiej niedawno w wywiadzie z „Rzeczpospolitą" wspomniał prezes Zbigniew Boniek. Chodziło o inwestora z Kambodży, który chciał kupić akcje Wisły Kraków. Prezes dostał informację z Włoch, że jest to osoba podejrzanej konduity, i poinformował o tym krakowski klub.

A nie ma pan poczucia, że w polskim futbolu osoby, które doprowadzają klub do ruiny, często pozostają bezkarne?

Owszem, ale tego nie należy łączyć z łamaniem prawa. To się zdarza, jednak częściej niż z działalności przestępczej wynika z nieumiejętności zarządzania klubem.

Czy kara dla Cracovii: milion złotych grzywny i pięć punktów minusowych, dyskusyjna, bo zdaniem wielu uczciwych ludzi zbyt niska, kończy sprawy korupcji w polskiej piłce?

Niestety, nie. Od chwili wybuchu tzw. afery korupcyjnej postępowaniami dyscyplinarnymi objęto 612 osób. Większość już zakończono. Tylko siedemnaście czeka jeszcze na zakończenie spraw sądowych. I PZPN też czeka, bo w kilku przypadkach dopiero po zakończeniu procesów sądowych będzie można rozpatrywać ich przypadki przed instancjami związkowymi. Dotyczy to m.in. choćby Jacka P. i Rafała R., uwikłanych w korupcję Cracovii, wspomnianego wcześniej byłego znanego zawodnika Lecha Poznań Piotra R. czy byłego sędziego, prezesa Pomorskiego Związku Piłki Nożnej i członka zarządu PZPN Henryka K. Jeśli wymiar sprawiedliwości ich spraw nie zakończy w najbliższym czasie, ulegną one przedawnieniu.

Komisja Dyscyplinarna jest uzależniona od działań sądów powszechnych?

Tylko w sensie czasowym. PZPN współpracował z prokuraturą we Wrocławiu, ale musi czekać na wyroki sądów. Jednocześnie Komisja Dyscyplinarna prowadzi cały czas swoje postępowania. My z tych 612 osób sześćdziesiąt cztery zdyskwalifikowaliśmy dożywotnio. A sąd może nałożyć najwyżej dziesięcioletni zakaz działalności w sporcie.

Im więcej lat mija, tym bardziej kibice nie mogą się połapać, jaki jest status podejrzanych i jakie funkcje oni pełnili. Nie wiem, czy „Fryzjer" odbywa karę więzienia, czy jest wolny?

Ja też tego nie śledzę, bo z punktu widzenia PZPN jego sprawa jest zakończona. Otrzymał dożywotni zakaz działalności w sporcie. Ale rozumiem pańskie, i pewnie nie tylko pańskie, wątpliwości. Niektórzy podejrzani zostali oskarżeni z kilku różnych paragrafów, więc co pewien czas wracają na salę sądową lub do aresztu. Rzeczywiście, trudno się w tym połapać.

Mówimy o korupcji w czasie przeszłym. Nie słyszałem o żadnych nowych przypadkach w polskiej piłce. Czasami, oglądając mecz, mogę mieć podejrzenia, ale na tym się kończy. Ktoś za łatwo przegrał lub wygrał albo sędzia popełniał błędy. A jakie są odczucia rzecznika dyscyplinarnego PZPN?

Wrażenie pańskie czy moje, bo też czasami coś mnie dziwi, jest normalnym odczuciem kibica. Nie może jednk stanowić podstawy do podejmowania decyzji dyscyplinarnych. Nie docierają do nas żadne sygnały o nowych przypadkach korupcji na szczeblu centralnym. Błędy na boisku wynikają ze słabych umiejętności zawodników czy nawet sędziów, a nie z ich nieuczciwości. Taką mam przynajmniej nadzieję. Jako kibic mogę ich wygwizdać, ale jako prawnik muszę się powstrzymać.

Jest jeszcze to, czego nie widzimy gołym okiem: działania zakulisowe.

Pełnię w UEFA funkcję noszącą nazwę Integrity Officer. Zajmuję się przestrzeganiem uczciwości i przeciwdziałaniem manipulowaniu wynikami meczów piłkarskich. Mam z tego tytułu kontakt z moimi odpowiednikami w innych krajach, w UEFA oraz z instytucjami monitorującymi rozgrywki w całej Europie. Kiedy sezon w Polsce zbliżał się do końca, otrzymałem z Francji od jednej z takich instytucji alerty, że w kilku meczach może dojść do złamania przepisów.

W naszej lidze?

Tak, chodziło o jedno spotkanie w ekstraklasie i kilka w pierwszej lidze. To był sygnał, którego nie można było zlekceważyć, a sprawę należało zbadać, w szczególności pod kątem match-fixingu (ustawiania wyników meczów w związku z zakładami bukmacherskimi – przyp. red.). W tych sprawach do naruszenia uczciwej rywalizacji nie doszło.

Jak Polska jest postrzegana przez UEFA i instytucje walczące z korupcją?

W strefie stanów średnich. W Europie pamięta się o fali korupcji w Polsce, ale jeszcze bardziej we Włoszech czy w Niemczech. W polskich ligach nie ma dużych pieniędzy, rośnie jednak rynek bukmacherów, jest więc potencjał do rozwoju tego rodzaju przestępczości. Można w Azji obstawiać mecze grane w Europie, także w Polsce.

Jakie kraje są najbardziej narażone na manipulacje wynikami?

Może inaczej. To jest problem dotyczący Hiszpanii, Belgii, Szwecji, Finlandii, Słowenii czy Armenii, ale także Litwy i Łotwy, a więc, z wyjątkiem Hiszpanii, wcale nie najważniejszych lig. Wspomniana instytucja z Francji sporządziła listę ośmiu klubów z Europy Wschodniej podejrzanych o działania korupcyjne związane z ustawianiem meczów. Polskich wśród nich nie ma.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA