fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Zbigniew Boniek: Młodzi wyjeżdżają za wcześnie

EAST NEWS, BEATA ZAWADZKA
Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek: pandemia nikogo nie faworyzowała i nikt nie może powiedzieć, że stał się jej ofiarą.

Koniec ligi, jedni się cieszą, drudzy mniej. A prezes PZPN?

Ja się cieszę, że udało się dokończyć sezon, a rozstrzygnięcia zapadły na boisku. Prawie trzymiesięczna przerwa w rozgrywkach, związana z tym izolacja i treningi przeprowadzane zdalnie nie wpłynęły na wyniki. Wygrała drużyna najlepsza, a spadły trzy najsłabsze.

Pod względem sportowym na pewno tak. Ale koronawirus mógł wpłynąć na wyniki finansowe klubów.

Tak było. Ale proszę też zauważyć, że w lidze na tzw. dniu meczowym zarabia cztery–pięć klubów, niezależnie od tego, czy gra się w warunkach normalnych, czy przestrzega ograniczeń związanych z pandemią. Pozostałe mają problem. Szczęśliwie, dzięki temu, że sezon został zakończony bez przeszkód, kluby nie stracą wpływów z Canal+ i od sponsorów. A teraz, jak zawsze po zakończeniu rozgrywek, sprzedają najlepszych piłkarzy, żeby ratować budżety.

To nie jest normalne. Nic trwałego się w ten sposób nie zbuduje.

PZPN nie ma na to wpływu. W Polsce kluby są spółkami akcyjnymi, podlegają prawu o spółkach handlowych i decydują o swoich losach. Każdy prowadzi swoją politykę. Zgadzam się, że to zazwyczaj nie przynosi korzystnych efektów, bo sprzedaje się najlepszych graczy, a bierze na ich miejsce tańszych, a więc słabszych. Jak pan sprzeda dobry samochód, a kupi tańszy i używany, to wiadomo, że pojedzie pan wolniej.

Albo stanie, bo silnik się zatarł.

Brawo. Ale ja staram się to zrozumieć. Wszyscy narzekają na poziom, nie wgłębiając się w przyczyny. Kibice, dziennikarze. A właściciel klubu jest jeden i on musi ten interes utrzymać. Poziom ligi zależy od poziomu piłkarzy. Średni zawodnik oznacza średni spektakl. Chociaż trzeba przyznać, że w tym sezonie emocje były prawie do końca.

Często poziom obniżają zagraniczni zawodnicy, którzy nic nie wnoszą, ale opłaca się ich kupować.

Proszę zwrócić uwagę, ilu Polaków występuje w klubach zagranicznych. Prawie cała reprezentacja. Kiedyś, jeszcze kiedy ja grałem w Widzewie czy Juventusie, te proporcje były odwrotne. Liga była lepsza, a reprezentacja wróciła z mundialu ze srebrnym medalem. Dziś zawodnik wyjeżdża, bo za granicą czekają go lepsze warunki. Ja, wychodząc na boisko w barwach Widzewa, myślałem o tym, żeby klub zdobył mistrzostwo Polski i osiągnął jak najwięcej w rozgrywkach europejskich. Dziś zawodnik nie myśli o klubie, tylko o sobie.

Dziwi się pan?

Już przestałem. Bo piłkarz chce przede wszystkim zarobić, a klub i agent chcą zarobić na nim. A kiedy widzisz pieniądze, to czasami tracisz zdrowy rozsądek. Wielu młodych piłkarzy zbyt wcześnie opuszcza ekstraklasę, która jest dobrym miejscem na zdobywanie doświadczeń. A inni dokonują niewłaściwych wyborów dotyczących kraju i klubu.

Właśnie dowiedzieliśmy się, że Śląsk Wrocław sprzedał najzdolniejszego piłkarza, 22-letniego Przemysława Płachetę. Trafi do Norwich, który spadł z Premier League. To dobry adres?

Tego nie wiem. Historia uczy, że w Anglii Polakom nie wiodło się najlepiej. Oprócz bramkarzy nikt tam kariery nie zrobił. Poza tym po spadku w klubach na ogół robi się rozmaite czystki. Można na tym zyskać, ale łatwo też przegrać.

Płacheta przynajmniej jest bardzo szybki. Zawsze może uciec.

Żarty żartami, ale dla mnie jego przykład jest ważny nie z powodu transferu, tylko przepisu o konieczności gry młodzieżowca. Kluby musiały się do tego dostosować. Kiedy go tworzyłem, nie chodziło mi wcale o to, żeby jakiś zawodnik grał, ale żeby w klubach zmieniła się mentalność. Musimy zwracać uwagę na piętnastolatków i dbać o nich, bo może niedługo zadebiutują w pierwszej drużynie. Płacheta mimo młodego wieku był już w kilku klubach. O ile wiem, jego agent zwracał się do jeszcze kilku innych, ale nie spotkał się z dużym zainteresowaniem. Ostatecznie Śląsk wystawiał go jako młodzieżowca, a szybko się okazało, że kupił talent. Rok temu wydał na niego, o ile mi wiadomo, niewiele ponad 50 tys. euro, a sprzedał za ponad 600. Wszyscy są zadowoleni.

W Zagłębiu Lubin takim talentem okazał się 18-letni napastnik Bartosz Białek. W pierwszym sezonie w ekstraklasie strzelił dziewięć bramek. A w Legii 19-letni Michał Karbownik, którego media widziały już w kilku europejskich klubach.

Zamiast szukać klubu, powinno się najpierw znaleźć mu pozycję na boisku. Uważam, że Karbownik powinien pozostać w Legii jeszcze przez rok. Lewa obrona to dla niego bardzo odpowiednia pozycja. Widziałem go grającego w pomocy. Gubił się nawet wśród rówieśników z reprezentacji. Ale jest dobry. Niech zdobywa doświadczenie w przyjaznych polskich warunkach. Na zagranicę ma czas.

W Legii te warunki są nie tylko przyjazne, ale i dobre. W innych klubach różnie to bywa, a nie wiadomo, co czeka tych, którzy spadli: ŁKS, Arkę i Koronę.

Na ŁKS przyjemnie się patrzyło, ale nie mieli napastników. Byli jak bokser bez ciosu. Mogą wrócić za rok, podobnie jak Arka, gdzie nowy właściciel na pewno spojrzy na klub inaczej niż poprzednik. Z Koroną mamy problem, bo nie wiadomo, gdzie jest właściciel.

Przypomnijmy, że jest to obywatel Niemiec. Kibice Korony wysłali za nim list gończy. Arka, Lechia i Wisła Kraków zalegały z płatnościami wobec zawodników i pracowników, a komisja do spraw licencji klubowych PZPN jakby tego nie dostrzegała.

Komisja licencyjna pracuje na podobnych zasadach jak wszystkie inne w Europie. Wydaje certyfikaty na podstawie dokumentów potwierdzających zdolność do prowadzenia działalności. Nie mamy możliwości sprawdzenia, czy właściciel jest wiarygodny czy nie. Nie sprawdzę tego, dopóki się nie przekonam. Owszem, zadzwoniłem do Krakowa, kiedy dowiedziałem się, że Vanna Ly chce kupić Wisłę. Otrzymałem informację z Włoch, że on już tam próbował podobnych transakcji i trzeba na niego uważać. Pamięta pan, który to był? Ten, co bez przerwy zasłaniał się parasolem. Niech pan sobie wyobrazi, że ja idę do kogoś zrobić interes, ale zasłaniam się, żeby mnie nikt nie rozpoznał lub nie sfotografował. Wszedłby pan w biznes z kimś takim? To śmierdziało z daleka. Ale w większości przypadków oszusta trudno rozpoznać.

Można po tym, co robi w klubie. Tyle że wtedy jest już za późno.

Podstawowy problem klubów polega na złym zarządzaniu. Zawsze starałem się nie wydawać więcej, niż miałem. Jeśli klub dobrze płaci zawodnikom, ale spotka się z jakimś problemem i zabraknie mu pieniędzy, to od razu robi się szum. Piłkarz poskarży się swojemu agentowi, ten pójdzie do swojego zaufanego dziennikarza i od razu afera na całą Polskę.

Może słusznie.

Jesteśmy krajem piłkarsko biednym. A związek jest między innymi po to, żeby pomagać klubom. Jeśli sponsor ma kłopot w swojej branży i nie może wywiązać się ze zobowiązań wobec klubu, trzeba to zrozumieć. Stąd wzięła się nasza decyzja, która została chyba źle zrozumiana. Do tej pory zawodnik mógł wypowiedzieć umowę, jeśli klub zalegał z wypłatą zobowiązań przez dwa miesiące. W związku z pandemią, biorąc pod uwagę trudną sytuację ekonomiczną, wydłużyliśmy ten okres do czterech miesięcy.

Jak żyć tak długo bez pieniędzy?

A niech mi pan powie, jaki jest inny zawód w Polsce, którego przedstawiciel może wypowiedzieć umowę, jeśli pracodawca nie płaci mu przez dwa miesiące? Nie ma takiego. W dodatku zawodnik i tak te pieniądze dostanie. Klub musi mu zapłacić, bo w przeciwnym wypadku czekają go dotkliwe kary finansowe lub punkty karne. To się nie opłaca. Takie są przepisy tworzone przez PZPN. A na niekompetencje ludzi lub ich złą wolę wpływu nie mamy.

Oglądałem koronację Legii i zastanawiałem się, gdzie jest prezes PZPN. Przy całym szacunku dla prezesa Ekstraklasy SA Marcina Animuckiego i prezesa banku PKO BP Zbigniewa Jagiełły, obecność podczas uroczystości szefa związku, legendarnego piłkarza, byłaby dla zawodników dodatkową nagrodą.

Rozgrywki ekstraklasy prowadzi spółka o tej nazwie. Jakieś cztery–pięć lat temu zaproponowałem, że wezmę udział w uroczystościach dekoracji mistrza Polski, ale usłyszałem, że nie muszę. Sami wręczą. Nie to nie. Nie będę się pchał. Od tamtej pory już nie pytam. Wysłałem Legii pismo gratulacyjne, a jej ośrodek treningowy odwiedziłem bez pompy, jeszcze przed otwarciem.

No, w końcu wciąż jest pan prezesem i będzie pan nim dłużej, niż mógł się pan spodziewać...

Pracuję normalnie i to się nie zmieni. W związku z pandemią nie mogą odbyć się zebrania w większości okręgów, więc i walne zgromadzenie PZPN zostało przełożone z 27 października bieżącego roku na 18 sierpnia 2021 roku, żeby można było wybrać nowego prezesa już po mistrzostwach Europy. Chociaż niczego to w moim życiu nie zmienia, to jednak trochę je komplikuje. Otrzymałem ostatnio propozycję objęcia funkcji prezesa klubu, co miało się stać po odejściu z PZPN. Za rok ta oferta może być nieaktualna.

Jaki to klub?

Dobry i znany nie tylko we Włoszech.

Nie daje pan o sobie zapomnieć. Ostatnio za pośrednictwem Twittera obraził pan pół Polski.

Tak? A w jaki sposób?

Napisał pan przed drugą turą wyborów prezydenckich, że głowa państwa może zostać wybrana głosami emerytów, społeczeństwa wiejskiego i ludzi z podstawowym wykształceniem.

Napisałem to, co przeczytałem o strukturze wyborców w pierwszej rundzie. To były oficjalne dane. Stwierdziłem fakty, nikogo nie obraziłem i do głowy mi nie przyszło, że mógłbym to zrobić. Dlatego nikogo nie przepraszałem. Ja też głosowałem i jak każdy obywatel miałem prawo do swojej opinii. Jak się komuś nie podobała, to trudno. W Polsce najbardziej lubi się człowieka, kiedy już umrze, zrobi mu się porządny pogrzeb i powie, że nie miał wad. A ja jeszcze żyję, i to się długo, mam nadzieję, nie zmieni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA