fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Diego Armando Messi

Leo Messi nie wierzy w to co widzi. Ekwadorski sędzia Mario Diaz de Vivar właśnie wyrzuca go z boiska.
AFP
Niezasłużona czerwona kartka, a później komentarze o korupcji. Leo Messi stracił panowanie nad sobą w trakcie wygranego przez Argentynę 2:1 meczu o trzecie miejsce z Chile.
Pod koniec pierwszej połowy Messi starł się przy linii końcowej z Garym Medelem. Kapitan reprezentacji Chile na boisku zachowuje się i wygląda jak herszt bandy, której wykroczenia są dużo poważniejsze niż zabieranie młodym kieszonkowego na słodycze.
Messi nie był w porządku, podciął Medela bez powodu, gdy piłka już była poza grą i zasłużył na upomnienie słowne, nawet żółtą kartkę. Zachowanie Argentyńczyka na tyle jednak rozsierdziło Chilijczyka, że zbliżył twarz do twarzy Messiego i zaczął coś mówić. W ciemno można obstawiać, że nie chodziło o przekazanie pozdrowień dla rodziny. Po chwili zaczął uderzać swoją klatką piersiową w pierś zawodnika Barcelony i go popychać.
Sytuacja wyglądała niecodziennie. Medel uderzał Messiego klatką piersiową i Argentyńczykowi szybko opadło ciśnienie, zdawał się równie zaskoczony, co przestraszony. Rozkładał ręce, by pokazać sędziemu, że to on jest ofiarą i sam nie dopuszcza się rękoczynów. W tym momencie na scenę wkroczył arbiter z Ekwadoru Mario Diaz de Vivar z czerwoną kartką w dłoni. Z boiska wyleciał Medel, co oczywiste, ale Ekwadorczyk wyraźnie pokazał, że pod prysznic udać ma się także Messi.
Zdjęcia, gdy Argentyńczyk – w dalszym ciągu taranowany przez Medela – spogląda z niedowierzaniem w kierunku czerwonej kartki wyciągniętej przez sędziego, przejdą zapewne do historii. Na szczęście dla Argentyńczyków wcześniej Messi zdołał szybko rozegrać rzut wolny i zaliczyć asystę przy golu Sergio Aguero. Później na 2:0 podwyższył Paulo Dybala i w momencie, gdy sędzia odesłał kapitanów obu zespołów do szatni, Argentyna prowadziła już 2:0.
To druga czerwona kartka w karierze Messiego. Obie dostał w koszulce Argentyny – pierwszą już po 40 sekundach debiutu w meczu z Węgrami w 2005 roku.
Messi nie pojawił się na ceremonii wręczania medali. Po meczu pozwolił sobie na kilka mocnych zdań – zresztą nie po raz pierwszy w trakcie tego turnieju. Wcześniej krytykował stan boisk, a po porażce w półfinale z Brazylią narzekał na sędziów, którzy nawet nie obejrzeli na powtórkach wideo spornych sytuacji, po których Argentyńczycy domagali się rzutu karnego. Messi wypalił, że cały turniej „ustawiony jest pod Brazylijczyków".
Jak się okazało, był to tylko wstęp do słów, które miały paść z ust Argentyńczyka po meczu o trzecie miejsce i incydencie z Medelem. – Nie zasłużyliśmy na to, by być częścią tego skorumpowanego turnieju, by cierpieć z tego powodu.
Ostatnim Argentyńczykiem, który wypowiedział otwartą wojnę władzom piłkarskim, był Diego Maradona, który również wietrzył wszędzie spisek, a FIFA nazywał skorumpowaną organizacją, a nawet gorzej – mafią. Oczywiście do czasu, bo w trakcie ostatnich mistrzostw świata w Rosji boski Diego był już gościem honorowym FIFA i zarówno on, jak i jego świta na oczach kamer telewizyjnych wyczyniali harce, po których pytań i domysłów było mnóstwo.
Koronnym argumentem w dyskusji Messi czy Maradona zawsze było, że Messi niczego nie wygrał z reprezentacją, a Diego poprowadził ojczyznę do mistrzostwa świata w 1986 roku. Wygląda na to, że tak już zostanie, a Messiego czeka kara, bo słowa o „skorumpowanym" turnieju nie ujdą mu płazem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA