fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Euro 2016: Francja wierzy w zwycięstwo

Dimitri Payet całuje stopę Antoine’a Griezmanna: gospodarze Euro chcą zobaczyć to jeszcze raz
AFP
W czwartek gospodarze spotkają się w Marsylii z Niemcami. Mistrz świata wyjdzie na boisko poważnie zraniony.

Mecz z Włochami kosztował Niemców wiele nerwów i zdrowia. Kontuzjowany Mario Gomez nie zagra do końca turnieju, Sami Khedira leczy uszkodzoną łydkę, a Bastian Schweinsteiger narzekał na ból w kolanie. Do tego Mats Hummels dostał żółtą kartkę, która wyklucza go z półfinału. – Pamiętajcie, kto jest mistrzem świata. Mam naprawdę wyrównaną kadrę – uspokaja Joachim Loew kibiców i dziennikarzy.

Niepokój jest jednak uzasadniony, bo Gomez w ataku był o wiele groźniejszy niż ustawiony na szpicy Mario Goetze, a Hummels to filar obrony, równie pożyteczny pod bramką rywala. To on przed dwoma laty strzelił Francuzom na Maracanie jedynego gola w ćwierćfinale mundialu.

Zastępujący go w pierwszym spotkaniu Euro Shkodran Mustafi chciał pójść w jego ślady, dał Niemcom prowadzenie z Ukrainą, ale błędów się nie ustrzegł i w czwartek partnerem Jerome'a Boatenga zostanie chyba Benedikt Hoewedes (tak prognozuje m.in. „Kicker"), a na prawej stronie zagra Joshua Kimmich. Wątpliwe, by Loew powtórzył wariant z ćwierćfinału z trzema środkowymi obrońcami.

– Włosi grają automatycznie, Francuzi ciągle zmieniają pozycje na boisku, są bardziej nieprzewidywalni i trudni do rozpracowania – tłumaczy selekcjoner mistrzów świata.

Stosunkowo najmniejszym zmartwieniem wydaje się uraz Khediry. Do treningów wrócił już Schweinsteiger, ale bardzo prawdopodobne, że Loew zdecyduje się wystawić u boku Toniego Kroosa któregoś z młodszych zawodników: 21-letniego Juliana Weigla z Borussii Dortmund albo rok starszego Emre Cana z Liverpoolu. To byłby ich debiut na Euro. Weigl w reprezentacji zagrał dotychczas tylko 45 minut, Can jest trochę bardziej doświadczony (pojawiał się w sześciu meczach).

U Francuzów prawdziwa sielanka: wszyscy zdrowi, wszyscy uprawnieni do gry (do składu wracają Adil Rami i N'Golo Kante, pauzujący w ćwierćfinale za kartki) i wierzący w powodzenie misji.

– Nie zapominamy, że nasz najbliższy przeciwnik to mistrz świata, ale po zwycięstwie nad Islandią mamy w sobie specjalne siły – przekonuje Dimitri Payet, jeden z trzech – obok Antoine'a Griezmanna i Oliviera Girouda – francuskich muszkieterów.

Ćwierćfinał to był ich popis. Payet – bramka i asysta, Griezmann – gol i dwa kluczowe podania, Giroud – dwa trafienia i asysta. W sumie zdobyli już dziesięć bramek, a Griezmann, krytykowany na początku turnieju za brak formy, otwiera klasyfikację strzelców (cztery gole).

Takiego ataku Niemcy mogą rywalom pozazdrościć. Miroslav Klose zostawił po sobie spaloną ziemię. Lukas Podolski jest tylko rezerwowym i rozważa rozstanie z kadrą, Goetze nie czuje się dobrze w roli wysuniętego napastnika, a najskuteczniejszy w tym towarzystwie Gomez trafił w mistrzostwach tylko dwa razy. Rozczarowuje zwłaszcza Thomas Mueller. Snajper Bayernu nie wykorzystał nawet rzutu karnego i obiecał, że do wykonywania jedenastki pchać się nie będzie. Przynajmniej w trakcie meczu. – Co z tego, że w 2010 roku zostałem królem strzelców mundialu, skoro przegraliśmy w półfinale – przypomina Mueller.

Ale Francuzi doskonale zdają sobie sprawę, że dziś te wszystkie statystyki mogą wziąć w łeb, a to, co robiło wrażenie na tle rewelacyjnej Islandii, niekoniecznie musi przynieść efekt w spotkaniu z zespołem Loewa. Nawet jeśli rywal liże rany. Z takim przeciwnikiem na Euro jeszcze się nie mierzyli, grupę mieli dość łatwą (Rumunia, Albania, Szwajcaria), a z Irlandią męczyli się nadspodziewanie długo. Szybko więc zeszli na ziemię, a krótką euforię zastąpiło racjonalne myślenie. „Przed nami Everest" – zapowiada „L'Equipe".

Francja wygrała ostatni sparing z Niemcami – w listopadzie, gdy przed stadionem i na ulicach Paryża doszło do serii zamachów terrorystycznych – ale w wielkim turnieju nie jest w stanie ich pokonać od 1958 roku. – Są naszym postrachem. Mam nadzieję, że w czwartek wreszcie się to zmieni – mówi Giroud.

Miejsce na przełamanie jest szczególne: niemal dokładnie 32 lata temu Trójkolorowi pokonali w Marsylii po dogrywce Portugalię i awansowali do finału Euro. Ale piłkarze Loewa wiedzą, jak zepsuć bal gospodarzom. W 2014 roku doprowadzili do rozpaczy miliony brazylijskich kibiców, bijąc Canarinhos 7:1 w półfinale MŚ. Teraz też nie zamierzają być cichym gościem.

Transmisja o 21.00 w TVP 1, Polsacie, Polsacie Sport i Polsacie Sport 2

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA