fbTrack

Piłka nożna

Górnik Zabrze: Awans dzięki młodzieży

Igor Angulo – hiszpański napastnik Górnika Zabrze zdobył w 1 lidze 17 goli i został królem strzelców
PAP, Wojciech Pacewicz
Górnik Zabrze wrócił do ekstraklasy i rozwiązuje swoje kłopoty. Pierwszy krok już zrobił, czas na kolejne.

Były w trakcie tego sezonu trudne chwile, kiedy wydawało się, że już nic z planów szybkiego powrotu do elity nie wyjdzie. Po efektownym zwycięstwie 6:1 w 29. kolejce nad Chojniczanką i czterech golach Igora Angulo nawet najwierniejsi kibice pisali, że to pomoże Górnikowi jak umarłemu kadzidło, bo strata do czołówki tabeli była zbyt duża. Ale to właśnie wtedy zaczął się marsz Górnika w górę tabeli. Opłaciła się cierpliwość i konsekwencja w stawianiu na młodych zawodników.

– Był taki moment, że kibice tracili wiarę w trenera Brosza, który przychodził do Zabrza z opinią specjalisty od awansów. Niektórzy żądali kar finansowych dla piłkarzy po porażce z MKS Kluczbork. Cały czas jednak pamiętaliśmy, w jakich warunkach organizacyjnych przyszło mu pracować – mówi „Rz" Grzegorz Pacuła ze stowarzyszenia kibiców „Socios".

W Zabrzu od dawna działo się źle i proces wychodzenia na prostą musiał potrwać. Kiedy w maju 2016 roku Górnik spadał do 1 ligi, wydawało się, że w Zabrzu trzęsie się ziemia. Klub od dawna miał problemy finansowe, które doraźnie rozwiązywało miasto, a dodatkowo miał jeszcze zostać pozbawiony pieniędzy za prawa do transmisji telewizyjnych.

I przyszedł Brosz

Na nic zdały się transfery, ściąganie doświadczonych piłkarzy, takich jak Michał Janota, Marcis Oss, Ken Kallaste, Jose Kante, Paweł Golański czy Maciej Korzym. Armia zaciężna nie utrzymała Górnika w elicie, a po spadku wiele umów mogło okazać się wielkim obciążeniem dla budżetu i zamiast pomóc – pociągnąć Górnika na samo dno.

Trzeba było radykalnych posunięć i reformowania klubu: sportowo i organizacyjnie. Ściągnięcie Marcina Brosza, byłego piłkarza zabrzańskiego klubu i „człowieka stąd", a w dodatku trenera młodego i z sukcesami, to był strzał w dziesiątkę, bo drużyna, która wywalczyła awans, to jego projekt. Podobno, kiedy trener przyszedł do Górnika, to w kadrze pierwszego zespołu ważne kontrakty miało niemal 70 zawodników, z czego wielu doświadczonych i dobrze zarabiających.

Z takim obciążeniem ciężko byłoby wypłynąć na powierzchnię. Od początku trener Brosz mówił, że Górnika trzeba przebudować, i to na wielu polach. Zaczął od tego, na co miał wpływ i przed sezonem odeszło 14 piłkarzy, a na ich miejsce pojawili się w większości młodzi zawodnicy, wychowankowie, dla których gra w Górniku była spełnieniem marzeń.

Bez rewolucji

Z wypożyczenia wrócił bramkarz Mateusz Kuchta. Przy Roosevelta pojawił się także Konrad Nowak, który po kontuzjach odbudował się w Rozwoju Katowice. Ważne role w drużynie mieli odgrywać Bartosz Kopacz, Rafał Kurzawa czy Marcin Urynowicz. W trakcie sezonu okazało się, że warto też stawiać na Adama Wolniewicza czy Macieja Ambrosiewicza. To wszystko byli ludzie, którym zaufał trener Brosz i, co warte podkreślenia, wytrwał przy tym, choć bywało różnie. Teraz, po awansie, mówi o tym bardzo spokojnie.

– Trzeba było się zdecydować na taki wariant, ale mimo wszystko staraliśmy się iść drogą ewolucji, a nie rewolucji. W drużynie zostali bardziej doświadczeni zawodnicy, tacy jak Grzegorz Kasprzik, Szymon Matuszek, Aleksander Kwiek, Dawid Plizga czy Adam Danch – mówi „Rzeczpospolitej" Brosz.

Kiedy drużynie nie szło, nie rozpoczęło się nerwowe szukanie doświadczonych zawodników, z nazwiskami, tylko odwrotnie – wprowadzanie kolejnych młodych. W trakcie sezonu swoje szanse dostali Wolniewicz i Ambrosiewicz, a na ostatniej prostej walki o ekstraklasę w pierwszym składzie grał 19-letni Szymon Żurkowski.

– Podczas zimowego sparingu ze słoweńskim Krsko graliśmy praktycznie samą młodzieżą i już wtedy wyglądało to bardzo obiecująco. W ostatnim meczu sezonu z tamtego składu grało sześciu zawodników – mówi trener Brosz.

Takie podejście chwali też Andrzej Iwan, który komentuje 1 ligę w sportowych kanałach Polsatu. – Kilka tygodni wcześniej powiedziałem, że Górnik nie będzie miał szans na awans. Nie spodziewałem się, że zmiany przyniosą taki efekt. Odsunięcie od składu starszych zawodników po porażce z Kluczborkiem i jeszcze odważniejsze postawienie na młodzież dało świetny efekt. Wydawało się, że Górnik rezygnuje i myśli o dalszej przyszłości, odsuwając starszych piłkarzy, a wywalczył awans – mówi „Rz" Iwan.

Problemy pozostały

Opinia, że Górnik odpuścił walkę o awans i wprowadza kolejnych młodych z myślą o przyszłym sezonie, była uzasadniona. Górnik od początku sezonu miał pod górkę i musiał gonić czołówkę. Na dzień dobry z 1 ligą przegrał w Legnicy z również mającą ambicje awansu Miedzią. Tam w oczy najbardziej rzucał się brak skutecznego napastnika, bo ani Szymon Skrzypczak, ani Urynowicz nie byli w stanie sprostać zadaniu. Brakującym elementem w układance okazał się Angulo.

Górnik poszedł drogą Zagłębia Lubin, które również po spadku z ekstraklasy przebudowało skład i odważniej postawiło na młodych graczy. Zespół z Zabrza cieszy się z awansu, porządkuje pion sportowy, ale to nie znaczy, że problemy się skończyły. Ciągle nie ma dyrektora sportowego i takimi rzeczami jak organizacja sparingów musi się zajmować trener Brosz, razem ze swoim sztabem.

Miasto ciągle podłącza Górnikowi kroplówki, ale czy na dłuższą metę da się tak funkcjonować? W styczniu Górnik dostał 2,5 mln zł od miasta, a już w lutym radni zgodzili się na zastrzyk finansowy dla klubu w wysokości 32 mln zł. Pieniądze miał wyłożyć bank, a miasto spłacić te zobowiązania do 2031 r. Podobnie bywało w Koronie Kielce, a teraz ma się to zmienić po przyjściu Dietera Burdenskiego.

Miasto wciąż wspiera

Być może w ten sam sposób trzeba będzie rozwiązać sprawy właścicielskie. Kibice Górnika ze stowarzyszenia „Socios" byliby za tym, by znaleźć prywatnego inwestora, który przejmie odpowiedzialność za klub.

– Miasto wspiera ciągle Górnika publicznymi pieniędzmi, które idą już w dziesiątki milionów złotych. Nie widać jednak, by pieniądze rozwiązywały na dłuższą metę jakikolwiek problem i zamiast ostatnie miesiące spędzić na walce o 15. mistrzostwo, walczyliśmy o utrzymanie, a potem o powrót do ekstraklasy. Chyba nie tędy droga. Musi pojawić się prywatny inwestor z wiedzą, kontaktami biznesowymi i konkretnym pomysłem na funkcjonowanie klubu. Bez tego ciężko będzie włączyć się w walkę o najwyższe cele. Owszem, jestem przekonany, że miasto zrobi wszystko, żeby klub znowu nie spadł do 1 ligi, ale z drugiej strony musi przestać popełniać ciągle te same błędy oraz rozsądniej wydawać pieniądze zabrzan. Zresztą spójrzmy na tabelę. W tym roku o mistrzostwo walczyły kluby prywatne, a o utrzymanie miejskie. To bardzo znamienne i sygnał, że trzeba do Górnika wpuścić inne podmioty. Miasto powinno być obecne w dalszym ciągu, ale jako podmiot drugo- lub nawet trzecioplanowy, a nie jako większościowy udziałowiec – mówi „Rzeczpospolitej" Grzegorz Pacuła, rzecznik prasowy „Socios".

Pierwszą część zadania udało się wykonać, teraz trzeba dokończyć pracę. Potencjał jest: stadion, kibice i historia. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL