fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2020

Czy Robert Lewandowski nam pomoże?

Robert Lewandowski po meczu ze Słowacją
PAP/EPA, Kirill KUDRYAV
Ten turniej to szansa, żeby Robert Lewandowski wreszcie został dla drużyny narodowej kimś więcej niż królem eliminacji. Tylko wtedy usiądzie przy jednym stole z Cristiano Ronaldo.

Kapitan reprezentacji Polski w pierwszym meczu turnieju nie przypominał wirtuoza, który nieustannie przesuwa granice, a kilka tygodni wcześniej pobił rekord Bundesligi. Popełniał błędy, podejmował złe decyzje i w ogóle nie przypominał chłodnego cyborga, którego znamy z meczów Bayernu Monachium. Niewiele wychodziło mu, kiedy był przy piłce, a jeszcze mniej, gdy jej nie miał. Moglibyśmy napisać, że milczał przez cały mecz, gdyby nie to, że często gestykulował, a po golu Milana Skriniara wdał się z dyskusję z Bartoszem Bereszyńskim.

Francuska „L'Equipe" oceniła, że był jednym z najsłabszych na boisku, a według „Guardiana" jego najlepszą akcją był wygrany pojedynek główkowy w obronie. „Bild" napisał, że mecz ze Słowakami był dla Lewandowskiego początkiem bankructwa.

Paulo Sousa, zaczynając pracę z Polakami, zapowiadał, że jednym z głównych celów drużyny będzie karmienie napastników. Trudno napisać, że w poniedziałek bufet Lewandowskiego był pusty, skoro miał 37 kontaktów z piłką i oddał pięć strzałów. Kapitan na stadionie w Sankt Petersburgu nie był jednak sobą. Wygrał tylko połowę pojedynków, miał 10 strat.

Lewandowski już na początku spotkania wymienił piłkę z Piotrem Zielińskim i próbował uderzać z linii pola karnego. Nietrudno sobie wyobrazić, że w szczycie formy już wtedy otworzyłby wynik meczu.

Zdobył dla drużyny narodowej 66 bramek, ale tylko dwie podczas najważniejszych turniejów: z Grekami (Euro 2012) i Portugalczykami (Euro 2016). Potrzebował do tego 37 strzałów. To pokazuje, że kiedy koszulka z orłem na piersi waży najwięcej, Lewandowski gaśnie. Wiadomo, że zwykle musi radzić sobie z opieką kilku rywali, ale to tylko część prawdy, skoro w eliminacjach bywa królem.

Cristiano Ronaldo zapewnia kolegom komfort, bo kiedy drużyna przegra, cięgi zbiera gwiazdor. Sytuacja w Polsce wygląda inaczej. Niepowodzenie spychamy na barki innych, a kapitana – jako tego odciętego od podań – rozgrzeszamy. Nie zawsze słusznie.

Lewandowski podczas ubiegłorocznego wywiadu dla „France Football" mówił, że jeszcze nie siedzi z Leo Messim i Ronaldo przy jednym stole, może jednak ich zaprosić do swojego. Ale jeśli nie odniesie sukcesu także w barwach narodowych, to nie będzie rozmowa partnerska. Meczami klubowymi można wznieść sobie pomnik, ale legendami zostają tylko bohaterowie reprezentacji.

Tegoroczny turniej to być może ostatnia szansa, by Lewandowski tą legendą został, jak Zbigniew Boniek czy Kazimierz Deyna.

Gwiazdor Bayernu nie ma w drużynie tak wybitnych partnerów jak Ronaldo, ale też nie maszeruje sam. Gra z prawdopodobnie najbardziej utalentowanym pokoleniem od dziesięcioleci, ale razem niczego jeszcze nie osiągnęli.

Polacy dzień po meczu ze Słowakami trenowali w Gdańsku, a zajęcia z trybun obejrzeli kibice. Tym razem piłkarze podziękowali im za doping, a fani wsparli zawodników brawami. Lewandowski przy linii bocznej uciął sobie pogawędkę z Bońkiem.

– Kibice są z nami na dobre i na złe. Mogę tylko przeprosić w imieniu całej drużyny, że nie podeszliśmy do fanów w Sankt Petersburgu – mówił Karol Linetty. – Każdy z nas po meczu wiedział, co zrobił źle. Powinniśmy w niektórych sytuacjach lepiej się zachować. Musimy teraz przygotować się na spotkanie z Hiszpanią.

Polacy do Sewilli polecą w piątek. Sobotni mecz z Hiszpanią rozpocznie się o godzinie 21:00. Nie zagra w nim Łukasz Fabiański, który doznał urazu mięśniowego i potrzebuje kilku dni przerwy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA