fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Polska-Izrael: Upilnować Zahaviego

Eran Zahavi zdobył siedem bramek w trzech meczach.
AFP
Eran Zahavi to człowiek, któremu polska obrona będzie musiała poświęcić w poniedziałek szczególną uwagę. Najlepszy strzelec eliminacji Euro 2020 w trzech meczach zdobył siedem bramek.

Gol w spotkaniu ze Słowenią, hat trick w meczach z Austrią i Łotwą – tak prezentuje się bilans nie najmłodszego już, 32-letniego napastnika Guangzhou R&F. Przez trzy ostatnie miesiące Zahavi strzelił dla reprezentacji prawie tyle samo goli, co w poprzednich dziewięciu latach.

Instynktu snajperskiego odmówić mu nie można. Zanim w 2016 r. wyjechał za chlebem do Chin, trzy lata z rzędu sięgał w Maccabi Tel Awiw po koronę króla strzelców, ustanawiając rekord ligi izraelskiej (35 bramek w sezonie). Za Wielkim Murem wciąż imponuje skutecznością.

– Mam nadzieję, że w Warszawie znów uzyska hat tricka – żartuje Andreas Herzog. 51-letni Austriak jest trenerem Izraela od sierpnia ubiegłego roku. Jego nominacja wzbudziła duże kontrowersje. To on zdobył bramkę, która przekreśliła szanse Izraelczyków na wyjazd na mundial w Korei i Japonii. W doliczonym czasie spotkania w Ramat Gan doprowadził do wyrównania, sprawiając, że to Austriacy zagrali w barażach. Przed meczem powiedział, że liczy na doping Palestyńczyków.

– To nasz wróg, ludzie go tutaj nienawidzą. Ktokolwiek go wybrał, potrzebuje pilnej konsultacji psychiatrycznej. To ogromna hańba – nie krył zdenerwowania były gwiazdor reprezentacji Eyal Berkovic.

Dwa pierwsze mecze zdawały się potwierdzać, że zatrudnienie Austriaka nie było najszczęśliwszą decyzją. Pod wodzą Herzoga Izrael przegrał z Albanią (w Lidze Narodów) i Irlandią Północną (towarzysko), nie strzelając ani jednego gola. Ale w kolejnych siedmiu spotkaniach doznał już tylko jednej porażki (ze Szkocją w Lidze Narodów), zdobywając średnio trzy gole na mecz.

W tym roku jeszcze nie przegrał. Eliminacje Euro 2020 zaczął od remisu ze Słowenią (1:1) w Hajfie, trzy dni później pokonał tam też Austrię (4:2), a w miniony piątek rozbił w Rydze Łotwę (3:0). Taki start rozbudził nadzieje na pierwszy w historii awans na mistrzostwa Europy.

Odkąd 25 lat temu Izrael został przyjęty do rodziny UEFA, najbliżej sukcesu był w 2000 roku. Zakwalifikował się do baraży, ale dostał surową lekcję od Duńczyków (0:8 w dwumeczu). Na mundialu grał tylko raz – w 1970 roku nie wyszedł z grupy. Wcześniej był mistrzem Azji (1964) i dwukrotnie wicemistrzem (1956, 1960).

Dla Herzoga to pierwsza poważna posada. Przez chwilę prowadził reprezentację swojego kraju (2005 r.), potem był asystentem selekcjonera i trenerem młodzieżówki, aż w końcu trafił na dłużej do sztabu kadry USA. Wciąż jednak jest bardziej pamiętany jako piłkarz mający prawie 300 meczów w Bundeslidze, mistrz Niemiec z Werderem Brema (1993), zdobywca Pucharu UEFA z Bayernem Monachium (1996), rekordzista pod względem występów w reprezentacji Austrii (103 spotkania), z którą był na dwóch mundialch (1990, 1998).

Połowa piłkarzy powołanych przez Herzoga na mecz z Polską gra w klubach z Tel Awiwu, Hajfy i Beer Szewy. Zabrakło jednej z gwiazd Munisa Dabbura. Napastnik, który w przyszłym sezonie zamieni Red Bull Salzburg na Sevillę, zaplanował w tym samym czasie... własny ślub. Dabbur jest muzułmaninem, a ceremonia trwa kilka dni. Spotkanie z Łotwą pokazało jednak, że bez Dabbura Izrael i tak potrafi być groźny.

– W Rydze wszyscy oczekiwali od nas zdobycia trzech punktów. Z Polską będzie inaczej. To rywal znacznie lepszy i musimy wspiąć się na wyżyny, żeby osiągnąć korzystny wynik. Ale nie mamy nic do stracenia – zapowiada Herzog.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA