fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Sousa: Nieobecność Milika zmieniłaby dynamikę naszej gry

Arkadiusz Milik kilka groźnych kontuzji ma już za sobą
AFP, NICOLAS TUCAT
Wtorkowy towarzyski mecz Polska–Islandia w Poznaniu może przesądzić, czy Arkadiusz Milik zagra na mistrzostwach Europy.

Powodem niepewności jest stan kolana napastnika Olympique Marsylia. Milik w meczu ostatniej kolejki ligi francuskiej uszkodził łąkotkę. Wielu piłkarzy z podobnym urazem może grać, ale zdarza się, że kolano wymaga artroskopii. A to oznacza kilka tygodni przerwy.

Milik w ubiegłym tygodniu poleciał do Barcelony, do doktora Ramona Cugata, który zajmował się nim, kiedy dwukrotnie zrywał więzadła krzyżowe. Hiszpan potwierdził plan leczenia zachowawczego i spokojnego powrotu do zdrowia, zaordynowany przez lekarza reprezentacji.

Plan na dziś jest taki, że Milik sprawdzi swoje kolano w boju. Paulo Sousa podczas wtorkowego meczu z Islandczykami pozwoli mu zagrać przez kilkanaście minut.

Sousa, zaczynając pracę w Polsce, zachwycał się potencjałem polskiego ataku. Zachwalał nie tylko Roberta Lewandowskiego, ale i jego kolegów. Pierwszą wyrwę w ofensywnym planie spowodował uraz Krzysztofa Piątka. Teraz sytuację skomplikowało zdrowie Milika.

Napastnik pracuje na zgrupowaniu w Opalenicy, wziął nawet udział w dwóch sobotnich treningach z zespołem. Ten wysiłek sprawił, że dzień później trener wysłał go na odpoczynek. – Gdyby okazało się, że ostatecznie nie zagra na Euro, to mamy pomysły, jak sobie z tym poradzić, ale jeszcze ich nie wdrażamy. Jego nieobecność zmieniłaby dynamikę naszej gry tak, jak zmienia ją gra jednym albo dwoma napastnikami – mówi Sousa.

To oznacza, że od zdrowia Milika zależy taktyka Polaków na Euro. Słowa selekcjonera brzmią też jak wotum nieufności wobec Jakuba Świerczoka, który wrócił do drużyny narodowej po trzech latach przerwy i strzelił gola Rosjanom, ale najwyraźniej Sousy nie zachwycił.

Piłkarz Piasta Gliwice spędził ostatni rok w polskiej lidze, której selekcjoner nie ceni. Portugalczyk kilkukrotnie narzekał na małą intensywność gry w Ekstraklasie. Efekt jest taki, że w 26-osobowej kadrze na Euro zmieścił tylko czterech piłkarzy z polskiej ligi.

Sam Świerczok, znany z zuchwałości, jest pewny swego. – Na pewno odnalazłbym się na murawie u boku Roberta Lewandowskiego, ale wszystko zależy od decyzji szkoleniowca – mówi.

Niewykluczone, że obaj rozpoczną mecz z Islandią w podstawowym składzie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA