fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Fornalik: Jesteśmy głodni gry

shutterstock
Trener mistrza Polski Piasta Gliwice Waldemar Fornalik o wznowieniu Ekstraklasy.

We wtorek minął rok, od kiedy zdobył pan z Piastem mistrzostwo Polski...

W prasie pojawiły się na ten temat artykuły, więc trudno było tego nie zauważyć i nie wrócić pamięcią do ostatniego, wygranego meczu z Lechem Poznań. Wydaje się, jakby to było wczoraj.

Jak zmieniła się przez ten rok drużyna?

To nieco inny zespół, ale mimo roszad w składzie dążymy do tego, by styl gry był zbliżony. Pod tym kątem szukaliśmy też zawodników. Rzadko się jednak zdarza, by piłkarza, który odszedł, można było zastąpić prawie identycznym. Ten proces wymiany i adaptacji nie odbywa się z dnia na dzień, zajmuje tygodnie, a czasem nawet miesiące.

Czuje pan, że rywale traktują was dziś inaczej?

Powiem nieskromnie, że tak. Widać, że odrobili pracę domową i przeanalizowali grę naszych piłkarzy. Ale my też obserwujemy przeciwników. Chcemy grać w swój sposób, ale gdy wymagają tego okoliczności, pewne rzeczy zmieniamy, w zależności od rywala.

Rok temu po 26 kolejkach traciliście siedem punktów do prowadzącej Lechii, dziś sytuacja jest podobna – strata do lidera Legii wynosi osiem punktów. To dużo czy mało?

Do rozegrania pozostało 11 meczów. Wszystko jest jeszcze możliwe, ale Legia to drużyna o bardzo dużym potencjale i jeśli nie zdarzy się jej nic złego, konkurencji nie będzie łatwo odrobić tej różnicy. Ścigamy Legię nie tylko my. Mamy punkt przewagi nad Cracovią, Śląskiem i Lechem, dwa nad Pogonią Szczecin. Stawka jest wyrównana.

Dla was przerwa wypadła w najgorszym momencie. Po tym, jak pokonaliście Legię i awansowaliście na drugie miejsce...

To był dla nas bardzo dobry okres. Wygraliśmy dwa spotkania z rzędu (wcześniej z Arką Gdynia – przyp. red.), które dały nam pozycję wicelidera. Zwyciężyć w Warszawie, nawet w przewadze jednego zawodnika, to nie jest prosta sprawa. Zwłaszcza patrząc na to, jak Legia radziła sobie na własnym stadionie. Czas pokaże, jak zespoły przepracowały tę dwumiesięczną przerwę. Długo nie mogliśmy w ogóle trenować, później ćwiczyliśmy w małych grupach, nie wolno było rozgrywać sparingów, które dałyby odpowiedź, co można poprawić, nie mówiąc o budowaniu dyspozycji meczowej piłkarzy. Normalnie po okresie przygotowawczym my, trenerzy, powtarzamy, że pierwsze spotkanie będzie niewiadomą. Teraz tym bardziej.

Zaczynacie od meczu z Wisłą Kraków, najlepiej punktującą drużyną w tym roku...

My też punktowaliśmy nie najgorzej. Wisła zdobyła 14 pkt, my – 12. Gdyby więc opierać się na tegorocznych wynikach, zmierzą się zespoły z czołówki.

To, co zastał pan po powrocie piłkarzy po tych kilku tygodniach, napawa pana optymizmem?

Nie mieliśmy żadnych problemów. Waga, parametry masy mięśniowej i tkanki tłuszczowej były nawet lepsze niż przed przerwą.

A widać, że zawodnicy stęsknili się za meczami?

Są tak głodni gry, że na treningach trzeba ich często wręcz hamować. Na zgrupowaniu w Arłamowie mieliśmy znakomite warunki. Ośrodek przygotowywał się do akcji „Bezpieczny Arłamów", związanej z ponownym otwarciem hoteli. Byliśmy jedynymi gośćmi. Pod każdym względem był to dobry wybór. Także dlatego, że w powiecie Ustrzyki Dolne nie było jeszcze ani jednego przypadku koronawirusa.

W przeciwieństwie do Śląska, który jest dziś centrum epidemii w Polsce. Po powrocie do Gliwic piłkarzy obowiązują większe środki ostrożności niż w innych klubach?

Trzymamy się wytycznych Ministerstwa Zdrowia. Każdy zdaje sobie sprawę, że trzeba być jeszcze bardziej wyczulonym. Widzimy jednak, że najwięcej chorych jest w kopalniach. Gdyby nie to, sytuacja w województwie śląskim nie wyglądałaby tak źle. Strachu na ulicach nie czuć. Świadomość społeczeństwa jest wysoka. Ludzie zachowują się odpowiedzialnie, rzadko można spotkać kogoś bez maseczki.

Jak odnajduje się pan w tej nowej rzeczywistości?

Początki nie były łatwe. Treningi w grupach kilkuosobowych to nie jest prosta sprawa. Ale po to dano nam rozum, by z niego korzystać. Ta sytuacja w pewnym sensie buduje kreatywność. Musimy sobie jakoś radzić. Próbuję sobie wyobrazić mecze bez publiczności. Przeżyliśmy to już podczas spotkania pucharowego w Gdańsku, a także widzieliśmy, jak wygląda to w Bundeslidze. Pierwszy raz zobaczyłem puste trybuny w Dortmundzie. Widok to naprawdę dziwny.

Mecze Bundesligi pokazały też, że piłkarzom trudno zrezygnować ze wspólnego celebrowania gola...

Ciężko zmienić coś, co robiło się przez lata. Będziemy na ten temat rozmawiać, uczulać zawodników. Myślę, że do takich sytuacji nie dojdzie.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek nie jest zwolennikiem dodatkowych zmian w meczach Ekstraklasy. A pan co sądzi o tym rozwiązaniu?

Nie chciałbym zabierać w tej sprawie głosu, ale jestem przygotowany na oba warianty. To byłaby zupełnie nowa sytuacja. Pięć zmian to połowa drużyny, można by w trakcie spotkania zmieniać pewnie również taktykę. Poczekajmy, aż zapadną ostateczne decyzje.

Jak wyglądają rozmowy z piłkarzami, którym w czerwcu kończą się umowy? Uda się dograć sezon w obecnym składzie?

Nie mamy sygnałów, aby któryś z zawodników chciał odejść wcześniej. Tylko tyle mogę powiedzieć. Szczegóły zna dyrektor sportowy Bogdan Wilk.

Wielokrotnie mówił pan o potrzebie wydłużenia okresu między sezonami, by polskie zespoły miały szansę lepiej się przygotować i nie odpadały tak szybko z europejskich pucharów. W tym roku tego czasu będzie jeszcze mniej...

Po wyczerpujących sezonach powinien być czas na odpoczynek i regenerację. To bardzo istotne. Normalnie zawodowe ligi mają sześć tygodni urlopu. Ale znaleźliśmy się w wyjątkowej sytuacji. Nie wiemy jeszcze, jak długa będzie przerwa między sezonami, kiedy wystartuje Ekstraklasa, a kiedy europejskie puchary. Na razie nie ma co dywagować.

Rywale Piasta narzekali na murawę w Gliwicach. Przerwę w rozgrywkach udało się wykorzystać na jej poprawę?

Miała zostać wymieniona latem. Zobaczymy, czy będzie taka możliwość. Te dwa miesiące pozwoliły jednak na jej regenerację. I wygląda bardzo dobrze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA