fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Pani ze sklepu i barman

Wieczorna fiesta w Gliwicach
Łukasz Kalinowski
Tytuł dla Piasta Gliwice to historia o najbardziej niespodziewanym mistrzostwie w polskim futbolu w XXI wieku. Ale nie tylko, to także pochwała planu.

Również nagroda za konsekwencję w działaniu i gospodarne zarządzanie środkami finansowymi. Pochwała budowania, a nie myślenia magicznego i miotania się między kolejnymi koncepcjami. Trenowania, a nie tylko kupowania – chociaż w Gliwicach też przeprowadzono transfery, i były to transfery dobre. Innymi słowy, mistrzostwo dla Piasta to efekt tego wszystkiego, czego od lat brakuje w Warszawie czy Poznaniu. Ale to nie znaczy, że ta historia musiała się wydarzyć.

Latem zeszłego roku Waldemar Fornalik w ostatniej kolejce uratował dla Piasta ekstraklasę. W decydującej kolejce grupy spadkowej jego piłkarze pokonali 4:0 rywala z Niecieczy. Aż dziewięciu zawodników z tamtego meczu, wystąpiło także w niedzielę w spotkaniu przeciwko Lechowi Poznań (1:0), po którym tytuł po trzech dekadach wrócił na Górny Śląsk. Niewiele jednak brakowało, by to mecz z Niecieczą był ostatnim dla Fornalika w Piaście. W klubie dość poważnie zastanawiano się wówczas nad zwolnieniem trenera. Na tyle poważnie, że informacje o rozmowach z ewentualnym następcą – Arturem Skowronkiem – wyciekły do mediów.

Na ile faktycznie Fornalik był bliski utraty pracy, dziś trudno jednoznacznie określić. Ktoś musiał położyć głowę pod topór za słaby sezon 2017/2018, bo spodziewano się, że Piast będzie walczył o grupę mistrzowską, a nie drżał do ostatniej kolejki o ligowy byt. W końcu padło na dyrektora sportowego – zatrudnionego siedem miesięcy wcześniej Jacka Bednarza. Na tym rewolucja się jednak skończyła, a Fornalikowi pozwolono pracować dalej.

Na szczęście dla Piasta, bowiem tylko z Fornalikiem historia „polskiego Leicester" mogła się ziścić. Gdy w 1989 roku ostatni klub z Górnego Śląska sięgał po mistrzostwo, Fornalik również był uczestnikiem tamtych zdarzeń. To też było rozstrzygnięcie, którego nikt się nie spodziewał – dość powiedzieć, że Ruch Chorzów właśnie wracał do ligi po rocznej banicji na zapleczu. Pierwszy i jedyny raz beniaminek został mistrzem Polski. W ataku błyszczał wówczas Krzysztof Warzycha, w środku pomocy przyszły olimpijczyk z Barcelony Dariusz Gęsior, a solidnym obrońcą był 26-letni wówczas Fornalik.

Istnieje wielka pokusa, by przedstawiać triumf Piasta jako porażkę przede wszystkim Legii, pisać o zmarnowanym sezonie Lecha, pastwić się nad Lechią Gdańsk, która po zdobyciu Pucharu Polski na początku maja, przestała wygrywać w lidze. Wielką niesprawiedliwością byłoby jednak przedstawiać mistrzostwo dla Piasta jako niezasłużone czy też przypadkowe. To ekipa Fornalika wygrała najwięcej meczów, strzeliła najwięcej goli w grupie mistrzowskiej, straciła najmniej w całej ekstraklasie, miała najlepszy bilans bramkowy. Runda finałowa to był popis klubu z Gliwic, który nie przegrał meczu i odrobił siedmiopunktową stratę do Legii i Lechii.

W każdej formacji drużyna miała lidera – piłkarza, który nie tylko wyróżniał się umiejętnościami, ale jeszcze miał za sobą ciekawą historię. Przez większą część sezonu bronił Frantisek Plach, któremu miejsca między słupkami musiał ustąpić wielokrotnie wyprowadzający kolegów jako kapitan, 38-letni Jakub Szmatuła. Zrobił to z wielką godnością – wciąż służył pomocą młodym, wciąż był liderem zespołu w szatni, walczył na treningach, ale uznawał też klasę Słowaka. W końcówce sezonu Plach doznał jednak kontuzji i to Szmatuła wrócił do bramki na trzy decydujące mecze. To on obronił rzut karny w doliczonym czasie gry z Jagiellonią i zapewnił trzy punkty zespołowi, to on był bohaterem spotkania z Lechem, gdy jednak nerwy pętały nogi piłkarzom Fornalika.

Bohaterów jest jednak znacznie więcej – przestawiony przez trenera na prawe skrzydło Martin Konczkowski, ciężko pracujący w środku pola 21-letni Patryk Dziczek, który grał jakby był doświadczonym, ligowym wyjadaczem. Wypożyczony z Legii Tomasz Jodłowiec, który we wspomnianym meczu z Jagiellonią (obok zwycięstwa w Warszawie z Legią 1:0 kluczowy mecz Piasta w marszu po tytuł) strzelił bramkę życia i tym samym sprawił, że to klub z Gliwic, a nie wciąż opłacający połowę jego kontraktu pracodawca ze stolicy, zajął pole position w walce o mistrzostwo. Gole zdobywał Piotr Parzyszek, który niegdyś uchodził za wielce utalentowanego, jeździł nawet na testy do klubów Premier League, ale wydawało się, że szczytem jego kariery będzie korona króla strzelców holenderskiej drugiej ligi. Środkowi obrońcy, czyli oddany z Legii bez żalu Jakub Czerwiński i pozyskany za grosze z Serbii Aleksandar Sedlar, byli zdecydowanie najlepszą parą stoperów w lidze. I nie zmienia tego fakt, że Sedlara na chwilę zamroczyło, gdy w odstępie kilkunastu sekund w meczu z Jagiellonią spowodował dwa rzuty karne.

Symbolem „polskiego Leicester" – obok oczywiście Fornalika – będzie jednak kapitan Gerard Badia. 29-latek, „gliwiczanin urodzony w Katalonii", który o Piaście mówi z taką miłością i uczuciem w głosie, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Przed decydującym meczem opowiadał, że uwielbia grać na małym stadionie przy ulicy Okrzei, bo może każdego wypatrzyć: „O tu siedzi pani ze sklepu, a tam barman z restauracji. To bardzo fajne". Hiszpan jest w Gliwicach od 2014 roku i przyznaje, że wszystko zawdzięcza Piastowi. U siebie w ojczyźnie grał w klubach drugo- i trzecioligowych, dopiero na Śląsku mógł poczuć, co znaczy walka o najwyższe cele, gdy w 2016 roku pod wodzą Radoslava Latala klub z Gliwic osiągnął wicemistrzostwo. Wówczas się wydawało, że na podobny sukces przyjdzie długo poczekać.

Po nieudanej przygodzie z reprezentacją Fornalik był obiektem kiepskich żartów i został zaszufladkowany jako specjalista od małych klubów. A nawet od małych, śląskich klubów. Gdy w Warszawie czy Poznaniu karuzele trenerskie kręciły się w zawrotnym tempie, wyrzucając coraz to bardziej egzotycznych kandydatów, po których dziś zostały już tylko kpiarskie memy, nikt w stronę byłego selekcjonera nawet nie spojrzał. I jeśli w Gliwicach faktycznie flirtowano z pomysłem zwolnienia Fornalika po poprzednim sezonie, chwała tym, którzy się z tego pomysłu wycofali. Prezes Paweł Żelem trwał przy trenerze bezwzględnie, gdy Piast jesienią zaliczył serię 11 meczów z tylko dwoma zwycięstwami i zdecydowanie zbyt wieloma remisami.

To konsekwencja, której powinni się uczyć od Piasta w Legii czy Lechu. Jak wieść gminna niesie, ofiarą pierwszego od siedmiu lat sezonu Legii bez trofeum może stać się jej prezes. Właściciel klubu Dariusz Mioduski jest gorąco namawiany przez grono przyjaciół i doradców, by poważnie porozmawiał z prezesem Dariuszem Mioduskim, usunął się z pierwszej linii i codzienne zarządzanie klubem oddał w fachowe ręce.

GRUPA MISTRZOWSKA

1. Piast Gliwice 37 72 57-33

2. Legia Warszawa 37 68 55-38

3. Lechia Gdańsk 37 67 54-38

4. Cracovia 37 57 45-43

5. Jagiellonia B. 37 57 55-52

6. Zagłębie Lubin 37 53 57-48

7. Pogoń Szczecin 37 52 57-54

8. Lech Poznań 37 52 49-48

GRUPA SPADKOWA

9. Wisła Kraków 37 49 67–63

10. Korona Kielce 37 47 42–54

11. Górnik Zabrze 37 46 48–53

12. Śląsk Wrocław 37 44 49–45

13. Arka Gdynia 37 42 49–51

14. Wisła Płock 37 41 50–58

–––––––––––––––––––––––––––––

15. Miedź Legnica 37 40 40–65

16. Zagłębie S. 37 29 49–80

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA