fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Króliki doświadczalne

Erling Haaland (w środku) – strzelec pierwszego gola po powrocie Bundesligi
AFP
Po dwóch miesiącach futbol wychodzi z kwarantanny. Cała Europa patrzy z ciekawością na niemiecki eksperyment i uczy się nowych zachowań.

Puste stadiony, zawodnicy świętujący bramki przez stuknięcie się łokciami, rezerwowi w maskach na trybunach, dezynfekowane piłki, doping z głośników i wywiady na odległość. Oto postpandemiczny świat futbolu, do jakiego w najbliższych tygodniach trzeba się przyzwyczaić.

Dziwnie ogląda się transmisje z niemieckich boisk, ale to cena, jaką trzeba zapłacić, by wrócić do normalności. Najważniejsze, że znów grają.

„Nie ma wirusa, który powstrzymałby futbolowe emocje i pasję" – pisze „AS", a inny hiszpański dziennik „Sport" twierdzi, że to „balsam na rany w czasach bez futbolu". „Mundo Deportivo" zauważa jednak, że „namiętność zastąpiła cisza". Jak dodaje angielski „Guardian" cisza, którą przeszywają tylko okrzyki zawodników i instrukcje trenerów, brzmiące jak jęki „torturowanego podtapianiem".

Pusta Żółta Ściana

„Daily Mail" graczy nazywa wysoko opłacanymi królikami doświadczalnymi: „Masz wrażenie, że jest zupełnie inaczej niż wcześniej, ale mimo to cieszysz się, że wrócił stary przyjaciel". Radują się również we Włoszech. „Bundesliga zostaje bohaterem całego futbolu i daje nam impuls" – nie kryje entuzjazmu „Gazzetta dello Sport".

Piłkarze rozkręcają się powoli. Na pierwszą bramkę przyszło czekać 29 minut. Zdobył ją Erling Haaland – po akcji, którą rozpoczął Łukasz Piszczek. 19-letni Norweg imponuje skutecznością. To jego dziesiąte trafienie w dziewiątym meczu, potrzebował do tego zaledwie 13 celnych strzałów.

Borussia Dortmund rozbiła Schalke 4:0, umocniła się na pozycji wicelidera, a kapitan Piszczek i spółka po ostatnim gwizdku podbiegli do słynnej Żółtej Ściany, gdzie zasiadają najwierniejsi kibice, i udając, że trzymają się za ręce, świętowali zwycięstwo.

– Pewnie wyglądało to śmiesznie, ale przynajmniej w taki sposób mogliśmy podziękować ludziom, którzy dopingowali nas przed telewizorami – opowiadał polski obrońca w magazynie „Cafe Futbol" w Polsacie Sport. – Dla nikogo nie jest to łatwy czas, ale cieszymy się, że mogliśmy wreszcie wyjść na boisko i opuścić je w dobrych humorach.

Pocałunek po bramce

To, jak będą reagować zawodnicy po strzelonych golach, czy zachowają bezpieczny dystans było najczęściej powtarzanym pytaniem. Nie wszyscy byli w stanie się powstrzymać przed wspólnym świętowaniem.

– Jesteśmy piłkarzami, a nie robotami. Tak długo czekaliśmy na mecze, że to po prostu w nas eksplodowało – tłumaczył Vedad Ibisević, który zdobył dla Herthy jedną z bramek w wygranym 3:0 wyjazdowym spotkaniu z Hoffenheim. Razem z kolegami padali sobie w ramiona, Dedryck Boyata ucałował nawet Marko Grujicia.

– Emocje są częścią futbolu. Byliśmy testowani sześciokrotnie, wyniki były negatywne, przez ten czas nie mieliśmy z nikim kontaktu – podkreślał nowy trener drużyny z Berlina Bruno Labbadia, a Ibisević opowiadał, że podbiegł nawet do klubowego lekarza, by zapytać, czy jego trafienie zostało uznane, skoro złamali przepisy. Władze ligi zapewniły, że Hertha ukarana nie zostanie, bo trzymanie odległości to jedynie zalecenia.

Okazji do czułości nie miał Krzysztof Piątek. Zaczął na ławce, wszedł w 79. minucie, gdy wynik był już ustalony. Okazji sobie nie stworzył. W jego statystykach w Bundeslidze przy siedmiu meczach wciąż widnieje jeden gol. Dobra postawa kolegów tylko pogarsza jego sytuację. A wydawało się, że Piątek skorzysta na przyjściu Labbadii, że były znakomity napastnik pomoże mu się odblokować.

Ale na razie największym wygranym kolejnej – już trzeciej w tym sezonie – zmiany na stanowisku trenerskim jest 35-letni Ibisević. Bośniak pracował już z Labbadią w VfB Stuttgart, w podstawowym składzie Herthy wyszedł po raz pierwszy od grudnia i odpłacił za zaufanie. Bramkę zdobył też drugi z napastników – Brazylijczyk Matheus Cunha. Nic nie wskazuje na to, by Piątek wrócił do wyjściowej jedenastki już na derby z Unionem (po zamknięciu tego wydania podejmował Bayern) w najbliższy piątek.

Widać, że piłkarze nie są jeszcze w optymalnej formie, tempo gry pozostawia sporo do życzenia, ale pierwszy weekend przyniósł najszybszego gola w tym sezonie. Jego autorem został Alassane Plea. Francuz dał prowadzenie Borussii Moenchengladbach już w 36. sekundzie spotkania z Eintrachtem Frankfurt (3:1).

Zaczynają trenować

W poniedziałek treningi grupowe mają wznowić kluby hiszpańskie, angielskie i włoskie, choć w Serie A wykryto dwa nowe przypadki koronawirusa – oba u zawodników Parmy. Nadal nie zapadły decyzje co do gry.

– Ta sytuacja wywołuje u mnie już odruch wymiotny. Dwa miesiące temu uderzyło w nas prawdziwe tsunami, ale teraz wirus stracił już na sile, a szpitale radzą sobie z chorymi. Czemu nie możemy zezwolić na wznowienie sezonu? – pyta były selekcjoner Włochów Marcello Lippi.

Serie A, podobnie jak hiszpańska La Liga, chce wrócić do gry w drugi weekend czerwca. Wtedy też na boiska mogliby wyjść piłkarze Premier League. Zgoda premiera Borisa Johnsona jest, brak jednak porozumienia między klubami. W poniedziałek kolejne rozmowy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA