fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Superliga, 48-godzinny pucz i wielka włoska zagadka

Dariusz Mioduski
Dariusz Mioduski, właściciel Legii Warszawa
Reporter, Tomasz Jastrzębowski
Gdyby dziś zadzwonił do mnie prezes Juventusu Andrea Agnelli, rozmowa nie byłaby przyjemna ani długa – mówi właściciel Legii Dariusz Mioduski.

Do weekendu relacje między nimi wyglądały zupełnie inaczej. Agnelli pełnił funkcję prezesa Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA), a Mioduski był członkiem zarządu. Pracowali razem na rzecz klubów i dbali o dobre relacje z UEFA.

ECA to stowarzyszenie zrzeszające ponad 200 klubów, podzielonych na cztery kategorie. Juventus zajmuje niezmiennie miejsce w kategorii pierwszej, a Legia zaliczana jest do trzeciej.

Dariusz Mioduski po przeprowadzonej w ostatnich dniach rekonstrukcji został członkiem Komitetu Wykonawczego, czyli w praktyce wiceprzewodniczącym. Nowym prezesem (po Agnellim) został szef Paris Saint-Germain szejk Nasser al-Khelaifi. Pozostali członkowie Komitetu Wykonawczego to Michael Gerlinger (Bayern Monachium) – pierwszy wiceprzewodniczący, Edwin van der Sar (Ajax Amsterdam) i Aki Riihilahti (HJK Helsinki).

– Praca ECA sprowadza się do ciągłych negocjacji. Nie ma tam pełnej demokracji. Najwięcej do powiedzenia mają przedstawiciele pięciu czołowych lig. Każdy ma swoje priorytety i interesy. Chodzi o to, żeby uzyskać kompromis. U źródeł konfliktu nie był projekt UEFA, dotyczący systemu rozgrywek pucharowych. Oczywiście było ważne, czy w rozgrywkach będzie brało udział 32 czy 36 zespołów. Dyskusje dotyczyły tego, kto będzie tym zarządzał i to wszystko kontrolował. Tu było źródło potencjalnego konfliktu. Kluby w tym sporze reprezentowała ECA. Nie mieliśmy świadomości, że ci, którzy prowadzili negocjacje, sami utworzą Superligę – mówi Mioduski.

Format Ligi Mistrzów zaakceptowano po dyskusjach dwa tygodnie wcześniej. Ustalono, że z grupy klubów niżej notowanych w rankingu łatwiejszy dostęp do fazy grupowej będzie miało nie czterech mistrzów krajowych, ale pięciu. Ta zmiana jest kluczowa z punktu widzenia takich krajów, jak Polska i jej mistrz – Legia. Zwiększono liczbę miejsc o osiem w pozostałych dwóch rozgrywkach. Cztery w Lidze Europy i cztery w nowej Conference League. Zwiększono liczbę meczów, bo od tego zależą wpływy dla klubów.

Porozumienie między ECA a UEFA w tych wszystkich sprawach zostało uzgodnione w ostatni piątek w południe. Miało zostać podpisane w poniedziałek.

– O godzinie 15 skończyliśmy rozmowy i byłem zadowolony, że doprowadziliśmy wszystko do szczęśliwego końca – mówi Mioduski. – W niedzielę o 7.30 rano dostałem telefon od wzburzonego prezydenta UEFA Aleksandra Ceferina z jednym pytaniem: co się dzieje?

Ciąg dalszy znamy. Dwanaście najbogatszych klubów postanowiło utworzyć własną ligę. Sześć angielskich (Manchester City, Manchester United, Chelsea, Liverpool, Arsenal, Tottenham), trzy włoskie (Inter, Juventus, Milan) i trzy hiszpańskie (Real Madryt, Barcelona, Atletico Madryt). Ich przedstawiciele zlekceważyli ustalenia, nadużyli zaufania i dokonali secesji. Czy planowali to wcześniej i usypiali czujność innych klubów, biorąc udział w negocjacjach?

– Tego nie wiem. Ale sądząc po formie i okolicznościach, w jakich ogłosili powstanie Superligi, konkurencyjnej wobec UEFA, wydaje się, że wszystkiego do końca nie przemyśleli – uważa Mioduski.

Co sprawiło, że „parszywa dwunastka" wycofała się z pomysłu równie szybko, jak go ogłosiła?

– Na pewno nie spodziewali się tak powszechnych protestów. Kibice połączyli się z zawodnikami. Cała piłka europejska się zjednoczyła. W przypadku Anglii ogromne znaczenie miał fakt, że sprzeciw wyraził premier Boris Johnson. To był sygnał dla klubów angielskich, że z państwem nie wygrają, bo opinia publiczna jest przeciw nim – podkreśla Mioduski.

Pucz trwał 48 godzin. W tym czasie rozważano różne warianty. UEFA była tak zdeterminowana, że gotowa była wprowadzić sankcje na buntowników, które dotknęłyby nie tylko klubów, ale i ich zawodników. Poważnie rozważano wydanie zakazu gry w reprezentacji piłkarzy, broniących barw klubów, które powołały Superligę. W kontekście mistrzostw Europy to byłby kataklizm. Rywalizacja z boiska przeniosłaby się na sale sądowe i trwała latami. Wycofanie z tegorocznej Ligi Mistrzów trzech z czterech półfinalistów byłoby w porównaniu z innymi konsekwencjami niezbyt istotne. Po prostu futbol, jaki znamy, by się skończył.

Trudno powiedzieć, że większość z tych 12 klubów poszła po rozum do głowy, ale z rozmaitych powodów wycofała się ze swojego pomysłu.

– Na końcu znów siedzieliśmy wszyscy razem, ale już bez tej dwunastki. Oni wycofali się z ECA jako kluby i ich przedstawiciele. Dla piłki nożnej to dobrze, jeśli jest w nim zdrowa klasa średnia – uważa prezes Legii.

– Trzeba dbać o mniejsze kluby. Ale kiedy podczas obrad ECA upominałem się o prawa słabszych, wiceprezydent Realu Madryt i ECA Pedro Jimenez nazwał mnie komunistą. Dziś go już w ECA nie ma. Mieszkałem w USA i jestem w stanie zrozumieć myślenie Amerykanów. Ale Włocha, wychowanego w kulturze calcio, który mówi takie rzeczy, już nie. Nie byłem przyjacielem Andrei Agnellego, ale współpracowaliśmy i mieliśmy bardzo bliskie relacje. To dla mnie wielka zagadka, jak on, z takim nazwiskiem i pozycją, mógł zrobić coś, co jest nie do zaakceptowania. Ale o jeszcze jednej rzeczy warto pamiętać. Siła, która obaliła Superligę, też nie jest zadowolona z tego, jak wygląda dziś futbol, i UEFA nie powinna pójść w stronę triumfalizmu – kończy Dariusz Mioduski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA