fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Grzech arogancji. Pierwsze kluby chcą wyjść z Superligi

Piłkarze Leeds podczas rozgrzewki przed meczem z Liverpoolem pokazali, jaki jest ich stosunek do Superligi
AFP
Groźby szefów europejskiego i światowego futbolu, naciski rządów oraz opinii publicznej zaczynają przynosić efekty. Pierwsze kluby chcą wyjść z Superligi.

Rozłam, eksplozja bomby, wojna totalna, przestępstwo przeciw kibicom, zbrodnia na futbolu – media w całej Europie nie szczędzą gorzkich słów pod adresem Superligi.

Rzecz jasna, najgłośniej jest w krajach, których nowy projekt bezpośrednio dotyczy – w Anglii, we Włoszech i w Hiszpanii. „Są najsilniejsi, ale nie są pomazańcami bożymi. To turniej, który w imię szalonego widowiska ma zniszczyć rozgrywki ligowe i europejskie puchary" – pisze „Gazzetta dello Sport'.

We wtorek wieczorem brytyjskie media poinformowały, że z projektu wycofuje się Chelsea i Manchester City. Jeszcze tego samego dnia przedstawiciele 12 klubów mają spotkać się w celu rozwiązania tego pomysłu.

List gończy

Włoski dziennik na pierwszej stronie umieścił podobizny gwiazd 12 klubów, które stanęły na czele rewolucji, i zaapelował o powstrzymanie buntowników. Ale chyba najbardziej pomysłowe okładki stworzyły „AS" i „A Bola". Hiszpańska gazeta – pęknięte na pół boisko z dziurą pośrodku jak po trzęsieniu ziemi, portugalska – list gończy rodem z westernów z herbami „poszukiwanych" i podpis „Parszywa dwunastka".

„L'Equipe" na froncie zamieszcza zdjęcie, na którym Neymar przytula Davida Alabę, opatruje tytułem: „Jesteśmy mistrzami". To obrazek z ostatniego ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain wyeliminował Bayern, oba kluby nie zgodziły się przyłączyć do Superligi i chwalone są dziś za niezłomną postawę. Ale nie można zapominać, że to m.in. wspierane przez katarskich szejków PSG doprowadziło do zepsucia piłkarskich obyczajów, kupując za 222 mln euro Neymara, niewiele mniej wydając na Kyliana Mbappe i naginając przepisy Finansowego Fair Play.

W Monachium od lat powtarzają, że nie zapłacą za piłkarza więcej niż 100 mln euro, i konsekwentnie tej zasady się trzymają. Bayern stracił przez pandemię już 150 mln i w Superlidze, której zwycięzca ma zarobić nawet 400 mln, mógłby szybko odrobić straty. Pokusie jednak nie uległ. – Solidaryzujemy się z Bundesligą. Nasze miejsce jest w Lidze Mistrzów. Wciąż miło wspominamy ubiegłoroczny triumf w Lizbonie – mówi prezes bawarskiego giganta Karl-Heinz Rummenigge, który zastąpił Andreę Agnellego na stanowisku szefa Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA). W rozmowie z „Corriere della Sera" Rummenigge podkreślił, że Bayern zawsze słuchał swoich kibiców, a ci są przeciwko Superlidze.

Bundesliga to ostatni bastion normalności, głos fanów opłacających składkę członkowską ma znaczenie, a reguła 50+1 chroni kluby przed miliarderami z Ameryki, Rosji i Azji, zakazując inwestorom przejęcia większości udziałów w spółce. 51 proc. musi pozostać w rękach stowarzyszenia. Dzięki temu kibice zachowują kontrolę nad działaniami właściciela.

Zamknięty sklep

Socios są też w Barcelonie i Realu, ale ogromne pensje gwiazd i spadek przychodów z praw telewizyjnych sprawiły, że długi Katalończyków przekroczyły już miliard euro, a straty Realu w ciągu dwóch sezonów sięgnęły 400 mln.

– Wszystkie ligi straciły pięć miliardów euro. Kiedy nie masz żadnych dochodów poza telewizyjnymi, rozwiązaniem mogą być atrakcyjniejsze mecze, które chcą oglądać kibice z całego świata – przekonywał mianowany na prezesa Superligi Perez w programie „El Chiringuito". – Młodzi ludzie już nie pasjonują się piłką. Nie są zainteresowani meczami na niskim poziomie, czas wypełniają im inne platformy. Superliga jest w stanie złagodzić skutki pandemii i uratować futbol – tak jak zrobiły to w latach 50. europejskie puchary. Gdy mówię ratowanie, mam na myśli ratowanie wszystkich, byśmy mogli żyć spokojnie przez kolejne 20 lat. UEFA przedstawiła nowy format Ligi Mistrzów, ale dopiero od 2024 roku. Do tego czasu wszyscy będziemy martwi.

Rummenigge uważa, że wykładanie kolejnych pieniędzy na stół nie rozwiąże problemu. Trzeba zacisnąć pasa, zredukować koszty, płacić mniej piłkarzom i ich agentom. – Przesadziliśmy z wydatkami, wszyscy bez wyjątku. Czas zagrać mniej arogancko – bije się w pierś prezes Bayernu w wywiadzie dla „Corriere della Sera".

Perez obiecuje, że żaden klub-założyciel Superligi nie zrezygnuje z rozgrywek ligowych, ale szef Światowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) Gianni Infantino – podobnie jak kierujący Europejską Federacją (UEFA) Aleksander Ceferin – stawia sprawę jasno: – Albo jesteście z nami, albo przeciw nam. Superliga to zamknięty sklep, który zrywa z obecnymi instytucjami, ligami, związkami, UEFA i FIFA.

Obaw, że Real zostanie wykluczony z Champions League, Perez nie ma. Twierdzi, że jest to niemożliwe bez naruszenia prawa. Informacja o tym, że UEFA rozważa wyrzucenie klubów, które założyły Superligę, pojawiła się już w poniedziałek wieczorem. Gdyby tak się stało, na polu walki o trofeum w tym sezonie pozostałby jedynie PSG, bo w półfinałach – prócz Realu – są także inni frondyści: Chelsea i Manchester City.

Mało fanatyków

Pomysł pozbawienia całej trójki szans na zwycięstwo w Lidze Mistrzów i przywrócenia do rozgrywek Bayernu, Borussii Dortmund i Porto wywołał ogromne emocje. Być może wzbudził też strach w Londynie i Manchesterze, bo Chelsea i City zaczęły się wahać, czy przystąpienie do Superligi przyniesie im korzyści.

„Guardian" pisze, że mniej niż połowa z 12 klubów uważana jest za tzw. fanatyków, popierających Superligę bez względu na konsekwencje. Pozostali mieli do niej dołączyć, gdyż wierzą, że poprawi to ich sytuację finansową albo po prostu obawiali się wypadnięcia z elity. I właśnie w tym drugim obozie znajdują się Chelsea i Manchester City.

– Trudno mówić o sporcie, kiedy sukces jest gwarantowany i nie istnieje związek między wysiłkiem a nagrodą, gdy nie ma znaczenia, czy się przegra. To niesprawiedliwe, jeśli drużyny są na szczycie tabeli i nie mogą się zakwalifikować do takich rozgrywek – twierdzi trener Manchesteru City Pep Guardiola.

Wcześniej w podobnym tonie wypowiadał się m.in. prowadzący Liverpool Juergen Klopp, a Gary Lineker zażartował z Jose Mourinho, że jest pierwszym trenerem w Superlidze, który stracił posadę. Tottenham zwolnił go w poniedziałek, kilka dni przed finałem Pucharu Ligi, a jednym z powodów miała być właśnie krytyka przez Mourinho nowych rozgrywek.

Wątpliwości, że jesteśmy świadkami niszczenia futbolu, nie mają kibice. Protestują nawet ci, dla których występ drużyny w Superlidze może być w najbliższym czasie jedyną szansą na oglądanie swoich piłkarzy w pucharach. Tak jest np. w przypadku Arsenalu. Na płocie okalającym stadion Emirates rozwieszono transparent z napisem „Wstydźcie się" i nawołujący właściciela Stana Kroenke do odejścia.

Telewizje niechętne

Głos podczas odbywającego się w Szwajcarii kongresu UEFA zabrał przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach. Podkreślił, że wspiera europejski model sportu.

– Własne interesy i egoizm zyskują na znaczeniu kosztem solidarności, wspólnych wartości i zasad. Jeśli będziemy patrzeć na wszystko wyłącznie z perspektywy biznesowej, wówczas społeczna misja sportu zostanie zatracona – zaznaczył Bach.

Kibice ostrzegają, że nie będą oglądać elitarnych rozgrywek, a telewizje podobno wcale nie garną się do ich pokazywania. „Nie byliśmy zaangażowani w żadne rozmowy dotyczące utworzenia Superligi" – oświadczył Sky Sports. Brak zainteresowania ogłosiły też firmy Amazon i BT.

Piłkarze na razie niewyrywający się do głosu szykują podobno zbiorowy bunt i niewykluczone, że za kilka dni Superliga stanie się już tylko nieudaną próbą puczu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA