fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Boniek o powołaniu Superligi: Pogwałcenie wszelkich norm

shutterstock
Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek o powołaniu Superligi i braku decyzji o tym, gdzie zagrają Polacy na Euro.

Gdzie pan jest?

W Montreux, w Szwajcarii. Skończyło się poniedziałkowe posiedzenie Komitetu Wykonawczego UEFA. Spotkania w mniejszych grupach odbywają się bez przerwy. We wtorek czeka nas kongres. Będziemy wybierali ośmiu członków nowego Komitetu Wykonawczego.

Pan jest wśród nich?

Jest osiem miejsc i dziesięciu kandydatów. Sześciu nowych i czterech, którzy znajdują się w komitecie obecnie. Jestem w tej czwórce.

Liczył pan głosy?

Nie zamierzam. Nie spędzę też ostatnich godzin przed głosowaniem na urabianiu stronników. Pracowałem przez cztery lata, nie muszę do siebie przekonywać przez ostatnie godziny. Kto mnie zna, ten wie, co robię i na mnie postawi.

Zwykle takie wybory do władz UEFA czy FIFA, a byłem naocznym świadkiem kilku, powodują niezwykłe emocje, zajęcia w barze i w zamkniętych pokojach. Tym razem jest chyba inaczej.

Bardzo inaczej, nie wiem, jakich słów powinno się użyć. To, co się wydarzyło, jest więcej niż trzęsieniem ziemi. To pogwałcenie wszelkich norm. Jakiś American Dream w złym sensie, który narodził się po północy. Próba wprowadzenia do tradycyjnego europejskiego futbolu hot dogów i obyczajów z rozgrywek w Stanach Zjednoczonych, gdzie nie ma spadków. Piłka na tym bardzo ucierpi.

Dlaczego amerykańskich obyczajów?

A jaki kapitał jest lub wkrótce może być w większości z 12 klubów, które ogłosiły separację? Amerykański i chiński. Prawie wszystkim wielkim klubom budżet się nie spina. Wszędzie jest na czerwono. Juventus ma 400 milionów euro dziury. Jeśli zgłasza się ktoś, kto obiecuje, że zapłaci, to pokusa wzięcia takich pieniędzy jest duża. A JP Morgan, amerykańska sieć banków inwestycyjnych, potwierdziła, że sfinansuje powstanie Superligi.

Dlaczego wielkie kluby mają długi?

Bo za dużo płacą zawodnikom. Trzeba skądś brać pieniądze, żeby płacić Cristiano Ronaldo 70 milionów euro rocznie.

Szefem Superligi został Florentino Perez, prezes Realu, jego zastępcami Andrea Agnelli z Juventusu i Amerykanin Joel Glazer z Manchesteru United. Mam wrażenie, że oni patrzą na boisko i widzą pieniądze zamiast zawodników.

Andrea Agnelli był do piątku szefem Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA), ale zrezygnował. Nie wiem, jak będą układały się relacje między UEFA a ECA, bo przecież ta organizacja stanęła w kontrze do UEFA. Nie wiemy, czy w ogóle będzie istniała. Zadajemy sobie w UEFA tysiące pytań, na które nie znamy odpowiedzi, bo takiej sytuacji jeszcze nie było. Nie wiemy nawet, czy w tym sezonie dokończymy rozgrywki Ligi Mistrzów, bo przecież trzech z czwórki półfinalistów to kluby, które założyły Superligę: Real, Manchester City i Chelsea.

Teraz najważniejsze rozgrywki mają przejąć oligarchowie z Ameryki i Chin, gdzie piłka nożna nie ma żadnych tradycji i nie jest doceniana.

To przedsięwzięcie czysto biznesowe. Gra w Lidze Mistrzów i reprezentacji narodowej to są dwa największe marzenia każdego piłkarza. Po powstaniu Superligi może się zmienić hierarchia wartości. Będzie w tej walce wielu zabitych i rannych.

Radziliście nad tym, co zrobić, żeby nadal było w miarę normalnie?

Oczywiście, że radziliśmy, ale ta batalia będzie długotrwała. Ze stadionów przeniesie się na sale sądowe, do Komisji Europejskiej, Trybunału Sprawiedliwości. Być może, jak w przypadku prawa Bosmana, wiążące decyzje podejmie Bruksela. Tyle że to nie ma nic wspólnego ze sportem. W wyniku pazerności niewielkiej grupy ucierpią wszyscy.

Słyszymy, że UEFA może nałożyć na separatystów zakaz udziału w ligach krajowych, wykluczyć ich zawodników z reprezentacji narodowych...

Dlatego mówię, że mecz meczem, a dogrywka będzie już poza boiskiem. Nieprawdopodobny bałagan, w którym ucierpią wszyscy.

Czy w programie obrad Komitetu Wykonawczego znalazło się miejsce na finały mistrzostw Europy? Wiemy, gdzie ostatecznie zagra Polska?

Usłyszałem zapewnienie, że dowiemy się tego do końca tygodnia. Na razie słyszę tylko plotki. Jeśli nie w Bilbao i Dublinie, to może w Sewilli, Londynie, a dotarło do mnie, że w grę wchodzi nawet Sankt Petersburg. Na to nie będzie mojej zgody, bo to oznaczałoby całkowitą zmianę planów przygotowań. Będziemy negocjować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA