fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Sebastian Mila: Wreszcie wspólny język

Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
Piłkarz Lechii Gdańsk o Sebastian Mila swoim klubie, zamieszaniu w lidze i powrocie do reprezentacji Polski.

Rzeczpospolita: Jak się panu podoba zakończenie sezonu zasadniczego?

Sebastian Mila: Na szczęście Lechii bezpośrednio ten bałagan nie dotyczył. Nawet zamieszanie z przywracaniem i odbieraniem punktu nie miało dla nas żadnego znaczenia. Wiedzieliśmy, że trzeba wygrać z Ruchem, aby znaleźć się w czołowej ósemce, i z takim nastawieniem wychodziliśmy na boisko. Natomiast z punktu widzenia piłkarza Ruchu czy Podbeskidzia to stres. Cieszę się, że nie znalazłem się w takiej sytuacji.

Może regulamin jest niesprawiedliwy?

Jest taki sam dla wszystkich. Lepszy jest ten, kto ma więcej punktów. Lechia przed meczem z Legią miała dwadzieścia kilka procent szans na miejsce w grupie mistrzowskiej. Ale dzięki remisowi w Warszawie i zwycięstwu nad Ruchem to miejsce sobie zapewniliśmy. Gdyby tydzień temu Ruch w ostatniej minucie meczu z Wisłą wykorzystał karnego, dającego remis, całego tego zamieszania może by nie było.

Lechia zremisowała z Legią na jej boisku, a teraz wygrała z Ruchem. Jesteście niepokonani od pięciu meczów. Dlaczego Lechia nie gra tak zawsze?

Rzeczywiście, z Legią rozegraliśmy dobry mecz, bo wiedzieliśmy, co zrobić, żeby sprawić jej kłopoty. Ruch też był trudnym przeciwnikiem, ale kiedy szybko zdobyliśmy bramkę, grało się nam łatwiej. Nasza forma się ustabilizowała. W żadnym z wiosennych meczów nikt nas nie zdominował, co zdarzało się wcześniej. Ten rok już jest dla nas udany, a może być jeszcze lepiej.

Odnoszę wrażenie, że częste zmiany trenerów w Lechii nie sprzyjają stabilizacji. Zresztą nie tylko trenerzy się zmieniali...

Ale chyba najgorsze Lechia ma za sobą. Każda zmiana wpływa na zawodników i drużynę. Nim się do siebie przyzwyczaimy i poznamy, czasami tracimy punkty. Teraz, kiedy jest już kręgosłup zespołu, zmiany będą coraz rzadsze. Od razu jest inna atmosfera, na stadion przychodzi coraz więcej kibiców. Będzie nam łatwiej.

I teraz powie pan, że to zasługa trenera...

Tak powiem, wcale nie koniunkturalnie, bo nie muszę. Miałem wielu trenerów w różnych klubach. Piotr Nowak był bardzo dobrym pomocnikiem. Pamiętam, że jako chłopiec oglądałem go w reprezentacji Polski. Ma z nami wspólny język. U trenera Thomasa von Heesena tego nie było. On też był dobrym graczem Bundesligi, jednak trudno nam się było dogadać. I nie chodziło wcale o barierę językową, tylko o chemię między nim a zawodnikami. Nie rozumieliśmy się. Zdarzyło się, że za jego kadencji Lechia przegrywała pięć meczów z rzędu. To nas strasznie dołowało, nikt nie myślał o miejscu w pierwszej ósemce. Cieszyliśmy się, że rok już się kończy. I nagle wszystko się zmieniło. Będziemy grali o mistrzostwo.

Dla pana siedem następnych spotkań ligowych to także walka o miejsce w reprezentacji Polski na Euro. Wierzy pan, że się uda?

Będę wierzył zawsze, choćbym miał 1 procent szans. Trener Adam Nawałka wprawdzie nie powołał mnie na dwa ostatnie mecze, ale zadzwonił, jak to ma w zwyczaju. Powiedział mi, że będzie sprawdzał innych piłkarzy, ale o żadnym z tych, którzy grali dotychczas, nie zapomina. Drzwi do kadry są cały czas otwarte. Nie powiedział, że selekcja zakończyła się na meczach z Serbią i Finlandią. Ma jeszcze czas na podjęcie decyzji, a pomoże mu w tym obserwacja meczów ligowych. Co mogę robić innego poza walką? Będę walczył dla Lechii i dla siebie.

Myśli pan, że Adam Nawałka nie ma jeszcze kadry w głowie?

Sądzę, że ma wątpliwości, ponieważ na paru pozycjach jest kilku równorzędnych piłkarzy. Reprezentacja jest bardzo silna, patrzyłem z przyjemnością na Filipa Starzyńskiego, który wystąpił na mojej pozycji. Zagrał fantastycznie.

Mówi pan jak zadowolony trener, a nie jego konkurent...

Bo cieszę się, że tacy są, wierząc oczywiście, że znajdę się w kadrze.

Gdyby tak się stało, byłby pan jedynym graczem z pola, który pamięta mundial 2006...

To już dziesięć lat temu. Ale czuję się dobrze, kontuzje mnie omijają. W meczu z Legią przebiegłem ponad 12 kilometrów. Z Ruchem strzeliłem bramkę z karnego, a zszedłem z boiska tylko z powodu taktyki, kiedy prowadziliśmy 2:0. Gdańsk, w pobliżu mojego rodzinnego Koszalina, dobrze na mnie wpływa. Stąd startowałem do ligowej piłki i tu wróciłem.

Skąd taki nostalgiczny nastrój? Z pańską techniką, umiejętnością podania i strzału można grać jeszcze przez kilka lat...

Zgoda, ale pamiętam, co w Groclinie mówił mi Tomek Wieszczycki. Dziś ty wchodzisz za mnie, a za kilka lat ktoś wejdzie za ciebie. Traktuj go tak samo, bądź dla niego życzliwy. Ja niczego nie żałuję, naprawdę cieszę się z tego, co mam. Dziesięć lat temu był mundial, 15 lat temu zdobyliśmy tytuł mistrza Europy juniorów. Z tej drużyny gra jeszcze paru chłopaków: Paweł Brożek, Paweł Golański, Łukasz Mierzejewski, Rafał Grzelak, Łukasz Madej. Trener Michał Globisz może mieć powody do satysfakcji. Jednak nie będziemy grać wiecznie.

Groclinu też już nie ma...

Bardzo mi go żal. To było idealne miejsce do rozwoju dla młodego chłopaka. Mieszkałem blisko stadionu, nie miałem samochodu, chodziłem wszędzie pieszo. W mieście nie było żadnych pokus. Tylko pizzeria z trzema stolikami, otwarta do 22. Żyć nie umierać. Pan Zbigniew Drzymała był prawdziwym pasjonatem, wydającym swoje pieniądze. Było tam wszystko, co potrzebne w profesjonalnym klubie. Tyle że Grodzisk okazał się za mały na wielką piłkę. Lechia w Gdańsku jest w sam raz.

Na co stać reprezentację Polski?

Może mistrzami Europy nie będziemy, ale powinniśmy wyjść z grupy. A jak już wyjdziemy, to może pójdziemy dalej.

Z 34-letnim Sebastianem Milą w składzie?

Nie tracę nadziei.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA