fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Jak wygrać bez asa

Neymar (z lewej) i Kylian Mbappe znów mają szansę pokazać, ile znaczą dla PSG
David Niviere/ABACAPRESS.COM
Osiem miesięcy po zwycięskim finale w Lizbonie Bayern znów spotka się z Paris Saint-Germain. Tym razem bez Roberta Lewandowskiego.

– Nie będziemy kłamać. Nieobecność Lewandowskiego to dla nas dobra wiadomość. Wolałbym jednak, żeby zagrał, bo lubię się mierzyć z najlepszymi – mówi Kylian Mbappe.

Być może życzenie gwiazdora PSG spełni się za tydzień, choć bardziej prawdopodobne jest, że polski as wróci do gry już po rewanżu z mistrzem Francji. Bayern to jednak sprawna maszyna, która nawet bez swojego króla strzelców potrafi się zorganizować tak, by zminimalizować straty. Za kadencji Hansiego Flicka nie przegrał żadnego z dziesięciu takich meczów, dziewięć zakończyło się jego zwycięstwem. W sobotę pokonał w Lipsku najgroźniejszego rywala w Bundeslidze i praktycznie ma już zapewniony dziewiąty tytuł z rzędu. Jedyną bramkę zdobył Leon Goretzka po podaniu Thomasa Muellera.

Trener PSG Mauricio Pochettino zdaje sobie sprawę z siły Bayernu i wspomina, że on też potrafił wygrywać bez asa. W 2019 roku, gdy prowadził Tottenham, w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Manchesterem City kontuzji doznał Harry Kane, ale brak najlepszego strzelca nie przeszkodził jego drużynie dotrzeć aż do finału.

Pochettino ma dziś większe problemy niż Flick. Dwóch zawodników złapało koronawirusa (Marco Verratti, Alessandro Florenzi), kilku innych leczy urazy (Mauro Icardi, Layvin Kurzawa i Juan Bernat), za kartki pauzuje Leandro Paredes. A Neymar w weekend prawie pobił się z przeciwnikiem.

Do zdarzenia doszło po przegranym spotkaniu z Lille, które kosztowało paryżan pozycję lidera we Francji. Brazylijczyk, sfaulowany przez Tiago Djalo, chciał wymierzyć sprawiedliwość portugalskiemu obrońcy jeszcze na murawie, obaj dostali czerwone kartki, ale awantura przeniosła się do tunelu prowadzącego do szatni, potrzebna była interwencja ochroniarzy.

Neymarowi grozi kilka meczów zawieszenia. Traktowanemu bezpardonowo gwiazdorowi puszczają nerwy, już trzeci raz w ostatnich 14 spotkaniach ligowych został wyrzucony z boiska. Do wyjściowego składu wrócił po dwóch miesiącach przerwy spędzonych na leczeniu urazu. Miał pomóc, a zaszkodził.

Francuskie media piszą, że stres odreagował, biorąc udział w internetowym turnieju pokera. Zarobił prawie 2 tys. euro, ale to drobne w porównaniu z jego futbolową pensją. Jeszcze niedawno deklarował, że jest gotowy przedłużyć umowę z PSG, ale podobno znów zmienił zdanie. Dużo zależeć będzie od tego, jak potoczy się ten sezon.

Przeciągają się także negocjacje kontraktowe z Mbappe. To on utrzymuje dziś Paryż na powierzchni, w dwumeczu 1/8 finału z Barceloną pod nieobecność Neymara zdobył cztery bramki i wygląda na najbardziej głodnego sukcesów. – Triumf w mundialu to Święty Graal, ale na poziomie klubowym nie ma ważniejszego trofeum niż Liga Mistrzów – przypomina Francuz w rozmowie z UEFA.

Cały świat patrzy dziś na tę dwójkę i zastanawia się, jak Bayern poradzi sobie bez Lewandowskiego. Ale może tak jak ubiegłoroczny finał, ta rywalizacja znów będzie mieć bohatera nieoczywistego. W Lizbonie jedynego gola dla Bawarczyków strzelił wychowanek PSG Kingsley Coman.

Wygląda na to, że ofensywny kwartet Bayernu, podobnie jak w Lipsku, stworzą Coman, Mueller, Leroy Sane i inny były piłkarz PSG Eric Maxim Choupo-Moting. Z powodu koronawirusa nie zagra Serge  Gnabry.

– W ataku musimy być bardziej zdecydowani niż w Lipsku, bo paryska obrona jest mocna – ostrzega Flick.

Gdyby PSG odpadło z Champions League wcześniej niż Chelsea, cichą satysfakcję miałby Thomas Tuchel.

Niemiec, zwolniony przez katarskich szejków w grudniu, nową posadę znalazł już miesiąc później, a początek pracy w Londynie pokazał, że jest fachowcem wysokiej klasy. Zmieniał ustawienia i wykonawców, sprawdzał swoich żołnierzy w boju, a mimo to Chelsea nie przegrała 14 kolejnych meczów, awansowała do półfinału Pucharu Anglii i – pierwszy raz od siedmiu lat – dostała się do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Dopiero w świąteczny weekend uległa niespodziewanie West Bromwich (2:5). Porażka z przedostatnim zespołem w Premier League zepsuła trochę atmosferę w drużynie. Podczas niedzielnego treningu doszło do spięcia między Antonio Ruedigerem a Kepą Arrizabalagą. Powodem – niebezpieczny wślizg niemieckiego obrońcy w nogi hiszpańskiego bramkarza. Na szczęście konflikt udało się zażegnać.

Podobno zawodnicy Tuchela nie kryli zadowolenia, gdy dowiedzieli się, że w ćwierćfinale unikną Bayernu, Realu czy Manchesteru City. Ale Porto wyeliminowało już Juventus – po dogrywce, grając w osłabieniu – i marzy, by utrzeć nosa kolejnemu faworytowi.

– Nigdy nie przestajemy wierzyć. To jest w naszym DNA – mówi trener Sergio Conceicao. Wiara się przyda, bo nie będzie mógł wystawić dwóch najlepszych strzelców. Sergio Oliveira i Mehdi Taremi pauzują za kartki.

Ze względu na restrykcje w podróżowaniu obydwa mecze Porto z Chelsea odbędą się na neutralnym terenie w Sewilli.

>LIGA MISTRZÓW – ĆWIERĆFINAŁY

Środa (rewanże 13 kwietnia)

Bayern – Paris Saint-Germain (21.00, TVP 1, Polsat Sport Premium 1)

Porto – Chelsea (21.00, Polsat Sport Premium 2)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA