fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Ole Gunnar Solskjaer – kumpel z ławki

Ole Gunnar Solskjaer porozumiał się m.in. z Paulem Pogbą, którego gnębił Jose Mourinho.
AFP
Kiedyś dżoker w talii sir Aleksa Fergusona, dziś zbawca mający przywrócić klubowi dawny blask. Ole Gunnar Solskjaer zaczął pracę na własny rachunek.

Są piłkarze, którzy nienawidzą schodzić z boiska. Są także tacy, którym bycie rezerwowymi nie przeszkadza stać się legendami. Solskjaer jest najlepszym dowodem, że drugoplanową rolą też można się zapisać w historii. W końcu to on został bohaterem jednego z najbardziej emocjonujących finałów Ligi Mistrzów.

W maju minie 20 lat, odkąd Manchester United pokonał Bayern dzięki dwóm bramkom w doliczonym czasie. Zwycięską strzelił Solskjaer. I choć zdobył ich dla drużyny jeszcze ponad 100, właśnie to trafienie zapewniło mu nieśmiertelność.

Tamten mecz odbył się w Barcelonie. Za dwa tygodnie Norweg znów usiądzie na ławce na Camp Nou – w ćwierćfinale LM. Jako trener, już nie tymczasowy. Kibice Czerwonych Diabłów liczą, że napisze kolejny rozdział tej pięknej opowieści.

Zniszczone kolana

Jako piłkarz miał jeden z najbardziej oryginalnych pseudonimów. Nazywano go mordercą o twarzy dziecka, bo choć w polu karnym był dla rywali bezwzględny, bardziej niż płatnego zabójcę przypominał kumpla z gimnazjalnej ławki. I to raczej takiego, którego trzeba chronić przed szkolnymi łobuzami.

Młodzieńczy wygląd nie przeminął. Trudno uwierzyć, że w lutym skończył 46 lat.

– Zawsze byłem optymistą i przyjaznym gościem – podkreśla.

Pozytywnego nastawienia do życia nie zmieniły poważne kontuzje kolan, które wyłączyły go z gry na ponad trzy sezony. Miał sporo czasu, by podglądać metody pracy swojego mentora sir Aleksa Fergusona. Po zakończeniu kariery w 2007 r. przez dwa lata prowadził zespół rezerw MU. Propozycji mu nie brakowało. Norwegowie widzieli w nim selekcjonera, ale uznał, że na takie wyzwanie jest za wcześnie. Wolał spokojniejszą posadę w klubie Molde.

Po przegranym dwumeczu Ligi Mistrzów z Legią zainteresował się nim prezes mistrzów Polski Bogusław Leśnodorski. Solskjaer polecił Henninga Berga, a sam rzucił się na głęboką wodę. Z Cardiff City przeżył spadek z Premier League i wrócił do ojczyzny. Ale gdy zadzwonił telefon z Old Trafford, zastanawiać się nie musiał.

– Kiedy przychodziłem tu jako piłkarz, nie sądziłem, że będę grać w Manchesterze aż 11 lat – wspomina. – Marzyłem, że wrócę jako trener. Być może było to naiwne, ale zawsze w to wierzyłem. Miałem zostać pół roku, a otrzymałem szansę na następne trzy sezony. Zrobię wszystko, by mój pobyt na Old Trafford trwał jak najdłużej. Pokażę, że jestem wart tego stanowiska.

Wystarczyły trzy miesiące, by niektórzy zobaczyli w nim nowego sir Aleksa. Angielscy dziennikarze przypomnieli mu, że gdy jego wielki poprzednik przejmował stery w Manchesterze, za cel postawił sobie zrzucenie Liverpoolu z piep... grzędy. Zadanie wykonał, ale żadnemu z następców nie udało się wejść w jego buty. Na tytuł Czerwone Diabły czekają od 2013 r. – Znam oczekiwania i postaram się im sprostać. Przed nami daleka droga, ale już widać poprawę, stać nas na dużo więcej – przekonuje Solskjaer.

Koniec bałaganu

Norweg ma wielu zwolenników, ale nie wszyscy podzielają opinię, że pod jego ręką United gra ofensywnie jak za czasów Fergusona. Louis van Gaal twierdzi, że kontynuuje on raczej myśl taktyczną Jose Mourinho. – Też parkuje autobus w polu karnym i stawia na kontratak. Różnica polega na tym, że zwycięża – uważa były trener United. Statystyki jednak nie kłamią: drużyna strzela więcej bramek, traci mniej i przybliża się do celu, jakim jest zakończenie sezonu w pierwszej czwórce.

W sobotę Solskjaer miał mały jubileusz – poprowadził United w 20. meczu, odniósł 15. zwycięstwo (2:1 z Watford). To najważniejsze zdarzyło się jednak poza boiskiem. Norwegowi udało się oczyścić złą atmosferę, posprzątać bałagan, jaki zostawił po sobie Mourinho. – Chodziło o to, by przywrócić uśmiechy na twarzach, o stworzenie środowiska, w którym każdy chce być jego częścią – tłumaczy Solskjaer.

Piłkarze znów chcą umierać za trenera i podpisywać nowe umowy. Ale bez posiłków się nie obejdzie. Prawy obrońca, środkowy pomocnik i skrzydłowy to najbardziej pożądani ludzie na Old Trafford.

– Mamy pieniądze, ale nie będziemy wydawać ich bezmyślnie. Nasi skauci przyglądają się kilku piłkarzom, ale zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja – zapowiada Solskjaer. I dodaje: – Jeśli odchodząc, będę mógł popatrzeć na moje trenerskie sukcesy tak jak na piłkarskie, będę bardziej niż szczęśliwy.

LEWANDOWSKI I MILIK STRZELAJĄ, BAYERN TRACI POZYCJĘ LIDERA

Gol Roberta Lewandowskiego to było za mało, by pokonać na wyjeździe Freiburg (1:1) i obronić pierwsze miejsce w Bundeslidze przed najważniejszym meczem sezonu. W sobotę do Monachium przyjeżdża Borussia. Po wygranej z Wolfsburgiem (2:0) w Dortmundzie wróciła nadzieja na zepchnięcie Bayernu z piedestału. Zwycięstwo Borussii nie przyszło łatwo. Do 90. minuty utrzymywał się bezbramkowy remis, ale w doliczonym czasie dwa razy trafił Paco Alcacer, stawiając Bawarczyków pod ścianą. Teraz to oni muszą wygrać szlagier na Allianz Arenie. Napoli szans na mistrzostwo Włoch już nie ma, ale w Rzymie zagrało tak, jakby wyścig o tytuł jeszcze trwał. Rozbiło Romę 4:1. Już w drugiej minucie prowadzenie dał Arkadiusz Milik. To jego 16. gol w Serie A, zbliżył się do czołówki strzelców. W weekend dorobku nie poprawił ani otwierający klasyfikację Fabio Quagliarella (21 trafień), ani Krzysztof Piątek (19). Zapowiadane jako ich pojedynek spotkanie Sampdorii z Milanem zakończyło się zwycięstwem gospodarzy (1:0) po kuriozalnym błędzie bramkarza Gianluigiego Donnarummy już w pierwszej minucie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA