fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Nowy świat futbolu

Neymar kosztował 222 mln euro. Czy takie kwoty to już przeszłość?
AFP
Kontrakty przedłużane do sierpnia, transfery nawet w październiku. FIFA ma plan, gdyby nie udało się zakończyć rozgrywek ligowych do 30 czerwca.

Z każdym tygodniem walki z koronawirusem piłkarscy działacze coraz bardziej zdają sobie sprawę, że przełożenie Euro 2020 może nie wystarczyć, by zdążyć wyłonić mistrzów i spadkowiczów przed wakacjami. Terminy powrotu zawodników na boiska są przesuwane, finały europejskich pucharów zostały odłożone na czas nieokreślony.

Szef UEFA Aleksander Ceferin twierdzi, że najbardziej optymistyczny wariant zakłada wznowienie gry w Lidze Mistrzów i Lidze Europy w połowie maja, pesymistyczny – pod koniec czerwca.

– Jeśli do tego czasu nie będzie to możliwe, najprawdopodobniej sezon trzeba będzie uznać za stracony – przyznał w rozmowie z włoskim dziennikiem „La Repubblica". I dodał, że nie wyobraża sobie finału Champions League bez kibiców.

Baśnie braci Grimm

Piłkarze nie trenują, kluby obniżają im pensje, nie ma wątpliwości, że będą oszczędzać też na transferach. Dlatego FIFA chce im przyjść z pomocą i przedłużyć tradycyjne letnie okno z dwóch do trzech–czterech miesięcy. Jeżeli będzie trzeba, może nawet do stycznia, kiedy zaczyna się okno zimowe. Gracze, których umowy obowiązują do czerwca, mieliby szansę dokończyć sezon w obecnych klubach. Podobnie byłoby w przypadku zawodników wypożyczonych.

Zaproponowane przez FIFA rozwiązania mogą być pozytywnym bodźcem dla rynku, który prawdopodobnie czeka zastój. Zaglądające prezesom w oczy widmo nadchodzącego kryzysu gospodarczego może sprawić, że zwiększy się liczba transakcji bezgotówkowych.

– Ta sytuacja zbliży futbol do NBA – uważa dyrektor sportowy Juventusu Fabio Paratici, sugerując, że kluby piłkarskie będą częściej wymieniać się graczami. Twierdzi też, że na kryzysie niektórzy mogą skorzystać. – Na przykład w Bundeslidze, ponieważ niemiecka gospodarka jest najbardziej stabilna w Europie.

Bayern kłopotów finansowych być może nie doświadczy, ale jego szefowie wolą dmuchać na zimne. Wszystkie rozmowy transferowe zostały wstrzymane, a priorytetem będzie przedłużenie umów z zawodnikami, którym kontrakty kończą się w przyszłym roku, bo to oni w najbliższym czasie będą dla konkurencji najbardziej łakomym kąskiem.

W tym gronie jest kilku liderów Bawarczyków, m.in. Thomas Mueller, Jerome Boateng oraz David Alaba i Manuel Neuer, którzy pierwsze propozycje już odrzucili. Zdaniem „Bilda" Neuer mógłby trafić do Chelsea, gdzie w bramce poniżej oczekiwań spisuje się Kepa Arrizabalaga. Alaba od Anglii wolałby Hiszpanię.

– Słyszałem plotki, że chcielibyśmy oddać go do Manchesteru City za Leroya Sane. To baśnie braci Grimm, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – zaznacza Karl-Heinz Rummenigge.

Nie zmienia to faktu, że Sane jest celem transferowym mistrzów Niemiec. I jednym z najgorętszych obecnie nazwisk na rynku. Tak jak Jadon Sancho, po którego ustawia się kolejka chętnych z Realem, Barceloną i Liverpoolem włącznie. Ale na czele tej kolejki stoi Manchester United, kusząc angielskiego skrzydłowego koszulką z numerem 7, z którym grały legendy: George Best, Eric Cantona, David Beckham, Cristiano Ronaldo.

Klub z Old Trafford jest tak zdeterminowany, by sprowadzić Sancho, że planuje zaoferować Borussii Dortmund 150 mln euro, nie przejmując się zapowiadaną recesją. Anglik może się pochwalić lepszymi statystykami, niż w jego wieku mieli Leo Messi i Ronaldo, ale czy kariera 20-latka potoczy się w podobnym kierunku?

Ucieczka z Paryża

Piłkarzy, którzy kosztowali co najmniej 100 mln, jest dziś dziesięciu. To Eden Hazard i Gareth Bale (obaj Real), Paul Pogba (Manchester United), Ronaldo (Juventus), Antoine Griezmann, Ousmane Dembele i Philippe Coutinho (wszyscy Barcelona), Joao Felix (Atletico Madryt), Kylian Mbappe i absolutny rekordzista Neymar (obaj Paris Saint-Germain).

Brazylijczyk kosztował 222 mln euro. Odzyskanie takich pieniędzy nawet w normalnych warunkach graniczyłoby z cudem. Zdaje sobie z tego sprawę sam zainteresowany, który już w zeszłym roku tak bardzo chciał wrócić do Barcelony, że był gotowy dołożyć do transferu z własnej kieszeni.

Teraz Neymar zamierza podjąć kolejną próbę ucieczki z Paryża. Właściciele PSG są skłonni obniżyć cenę, ale dziś uzyskanie nawet 150 mln będzie sporym problemem. Zwłaszcza od Barcy, która zmniejszy graczom pensje o 70 proc. Gdyby w tych okolicznościach Katalończycy przeznaczyli fortunę na odkupienie Neymara, w i tak już targanym konfliktami klubie mogłoby dojść do jeszcze większych podziałów.

Pozostają więc twarde negocjacje, rozłożenie płatności na raty albo dołączenie w ramach rozliczenia innego zawodnika. Na przykład Griezmanna, na którego Barca wydała przed rokiem 120 mln euro, ale nie jest z niego zadowolona. Francuz nie powinien mieć kłopotów ze znalezieniem nowego pracodawcy, interesuje się nim kilka angielskich klubów.

Przepaść będzie rosła

Były prezes Bayernu Uli Hoeness przekonuje, że czasy, gdy płaciło się za piłkarzy ponad 100 mln euro, właśnie dobiegają końca. I nie wrócą przez kilka następnych lat. – Powstanie nowy świat futbolu – mówi „Kickerowi".

Tylko czy w tym nowym świecie nie pogłębi się jeszcze bardziej przepaść między klubami finansowanymi przez rosyjskich oligarchów i arabskich szejków a całą resztą? Ci najbogatsi też dostaną po kieszeni, ale już widać, że kryzys nie będzie im tak straszny jak pozostałym.

Sponsorowana przez Romana Abramowicza Chelsea chce przeznaczyć na zakupy 200 mln funtów. Nie ma więc mowy o zaciskaniu pasa. Kiedy inni będą liczyć każde euro, wzmacnianie się ich kosztem może być prostsze niż kiedykolwiek.

Wiedzą o tym również katarscy właściciele PSG. Niech nikogo nie zdziwi, jeśli po ewentualnej sprzedaży Neymara postarają się o kolejny spektakularny transfer. Wrócił już temat Ronaldo. Portugalczyk od dawna domaga się wzmocnień w Turynie, a teraz będzie o nie szczególnie ciężko. To może być pretekst, by uciec z kraju tak dotkniętego przez koronawirusa. W internecie krążą już nawet informacje, że partnerka Cristiano rozpoczęła poszukiwania domu w Paryżu.

Może to lato nie będzie wcale tak chłodne, jak się wydawało.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA