fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Nadzieja i pech Polonii Warszawa

Fotorzepa, Piotr Nowak
Na posiedzeniu w ubiegłym tygodniu Rada Warszawy miała zająć się sprawą budowy stadionu Polonii.

W sierpniu 2018 roku Rada podjęła uchwałę o przekazaniu na ten cel 158 mln złotych, oficjalnie z przeznaczeniem na rozbudowę Centrum Szkolenia Młodzieży. Koszt stadionu to około 150 mln złotych, a całego obiektu – około 400 mln. To niewiele mniej niż kosztował finansowany również przez miasto stadion Legii przy Łazienkowskiej.

Miasto zaangażowało się w inwestycję w trudnym dla Polonii momencie. Klub występuje w trzeciej lidze, jest poważnie zagrożony spadkiem, nie płaci zawodnikom, prezes i trener zrezygnowali z pracy. Nie wiadomo kto tam rządzi, z kim rozmawiać. Można mówić o agonii, do której przez ostatnie lata doprowadzali kolejni właściciele, poczynając od Ireneusza Króla, którego biznesowa niefrasobliwość spowodowała w roku 2013 karną degradację Polonii z poziomu ekstraklasy do czwartej ligi.

Spadek wpłynął na zmniejszenie zainteresowania. W ostatnich miesiącach mecze przy Konwiktorskiej oglądało już po kilkuset widzów. Zdarzyło się, że raz był wśród nich prezydent Rafał Trzaskowski.

Sympatia prezydenta miasta do Czarnych Koszul nie może się jednak przekładać na decyzje finansowe. Jesienią 2019 roku władze Warszawy postawiły Polonii ultimatum: albo przedstawi możliwe do zrealizowania plany uratowania klubu, albo zapomni o stadionie. Ponieważ Polonia żadnych gwarancji nie dała, miasto wysłało sygnał, że w marcu odstąpi od swoich planów.

I wtedy stał się cud. Francuski przedsiębiorca Gregoire Nitot, prezes firmy Sii z branży IT postanowił wykupić akcje klubu i postawić go na nogi. Kibice Polonii przyjęli jego deklarację z radością, a kibice Legii, zagrozili potencjalnemu właścicielowi, że jeśli nie wycofa się z tego pomysłu, to jego firma może wpaść w kłopoty.

To jest stanowisko zawarte już w „modlitwie Polaka" z filmu „Dzień świra". Zresztą jeśli chodzi o kibiców Legii, oni rzeczywiście dla siebie o nic nie prosili. Kiedy miasto wyłożyło pieniądze na nowy stadion ich klubu, kilkunastu protestowało przeciw budowie. Proszę to dobrze zrozumieć: oni nie chcieli nowego stadionu, dlatego że wystarała się o niego firma ITI, ówczesny właściciel Legii, z którym mieli na pieńku, ponieważ chciał przy Łazienkowskiej nowoczesnego obiektu z kulturalną publicznością, a oni woleli zostać w dresach na zmurszałej Żylecie.

Dziś, siedząc na eleganckim stadionie, już nie pamiętają komu go zawdzięczają, ale nie chcieliby, żeby podobny miał sąsiad. W Łodzi podobnie zachowywali się kibice ŁKS, na wieść o budowie stadionu Widzewa.

Gregoire Nitot wytrzymał presję, stał się nowym właścicielem Polonii i spotkał się z prezydentem Trzaskowskim. Nie zamierza rezygnować nawet po prawdopodobnym spadku klubu do IV ligi. Musi uregulować należności wobec pracowników i około dwóch milionów zaległości wobec miasta. Zamierza to wszystko zrobić.

Głównie w efekcie tych deklaracji punkt o rezygnacji z budowy stadionu w ubiegłym tygodniu spadł z programu obrad Rady Miasta. Jeśli wiarygodność Nitota zostanie potwierdzona, sprawa budowy (i powrót klubu do normalności) stanie się aktualna.

Tyle że miasto musiałoby wydać na ten cel blisko 400 mln złotych. Na razie życie stoi, a kiedy już koronawirus odejdzie, będą poważniejsze wydatki niż stadion. Tym bardziej że pan Nitot też może odczuć skutki epidemii w swojej kieszeni. Nie wiem, czy jest w Polsce klub w ciągu 100 lat bardziej krzywdzony przez los niż Polonia Warszawa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA