fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Diego Simeone. Ogień nie gaśnie

Diego Simeone
Diego Simeone poprowadził Atletico do dwóch triumfów w Lidze Europy i dwóch finałów Ligi Mistrzów
AFP
Atletico Madryt robi zamach na hiszpański tron i gra o ćwierćfinał Ligi Mistrzów.Od dziesięciu lat za sterami klubu stoi człowiek, dla którego mecz jest jak wojna.

Nigdy nie wygrał Ligi Mistrzów, ale to on, a nie Zinedine Zidane, który poprowadził Real do trzech triumfów z rzędu, został uznany niedawno za najlepszego trenera dekady.

Wybór Międzynarodowej Federacji Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) może budzić wątpliwości, bo Simeone w pokonanym polu zostawił także Pepa Guardiolę, Juergena Kloppa i Jose Mourinho – trenerów na pewno bardziej medialnych i pożądanych przez pracodawców, ale również bardziej utytułowanych.

Simeone przez prawie dziesięć lat pracy w Madrycie zdobył siedem trofeów. Rzeczywiście: nie są to liczby działające na wyobraźnię, ale z klubu, który był hiszpańskim średniakiem, uczynił prymusa europejskiego futbolu. Miał być strażakiem ratującym Atletico przed spadkiem, a pod jego wodzą drużyna zaczęła regularnie występować w Lidze Mistrzów, dwukrotnie dotarła do finału (2014, 2016 – porażki z Realem po dogrywce i po rzutach karnych), dwa razy wygrała także Ligę Europy (2012, 2018), a w Hiszpanii zdołała przerwać duopol Królewskich i Barcelony.

W życiu trzeba wierzyć

Od pierwszego tytułu Atletico za kadencji Argentyńczyka mija siedem lat, konkurenci zmagają się ze swoimi problemami, a wojownicy Simeone – choć też nie wszystko idzie po ich myśli – praktycznie od początku sezonu prowadzą w wyścigu o mistrzostwo. Mimo ostatniej wyjazdowej wpadki z Getafe (0:0) wciąż mają kilka punktów przewagi nad Realem i Barceloną. – Gonią nas potwory. Nie poniosą już żadnej porażki – ostrzega Simeone.

Ale nawet gdyby ten wyścig nie skończył się dla jego zawodników szczęśliwie, nie zamierza rozdzierać szat. – Trofea są ważne, ale dla mnie największą nagrodą są postępy, jakie robią piłkarze – powtarza i stara się ich przekonać, że w futbolu jak na wojnie: nie zawsze wygrywają najlepsi, czasem górą są ci, którzy wykazują większą determinację.

Jego motto to: „En la vida, hay que creer" – „W życiu trzeba wierzyć". Sam nigdy nie wątpił w swoje umiejętności. Kiedy miał 17 lat, otrzymał powołanie do kadry do lat 20. Z kolegą spóźnili się na autokar, który wiózł drużynę na trening. Próbowali podjechać komunikacją miejską, ale kierowca autobusu nie chciał ich zabrać, bo nie mieli przy sobie gotówki. Simeone w przypływie złości wygarnął mu, że odmawia pomocy dwóm przyszłym reprezentantom kraju.

Nie rzucał słów na wiatr. Z Argentyną pojechał na trzy mundiale (1994, 1998, 2002), dwukrotnie wygrał Copa America (1991, 1993) i został wicemistrzem olimpijskim (Atlanta 1996).

Lubi mówić, że po boisku biegał „z nożem w zębach". – Sam talent to za mało – zaznacza. Wszystko, co osiągnął, zawdzięcza nieustępliwemu charakterowi i waleczności. Wolał być zniesiony z murawy, niż się poddać. Tego oczekuje także od swoich piłkarzy: zaangażowania od pierwszej do ostatniej minuty. Od każdego, bo nie zwykł dzielić zawodników na tych z podstawowego składu i rezerwowych.

– To trener kompletny. Dużo pracuje nad taktyką, jest świetnie przygotowany do meczów, a wiedzę na temat rywali przekazuje w przystępny sposób. Tworzy więź między drużyną a kibicami. Jest dyrektorem orkiestry – podkreśla były kapitan Atletico Diego Godin.

Kocha zapach murawy

Kolega z czasów gry w Madrycie, hiszpański napastnik Kiko powiedział kiedyś, że Simeone jest „uzależniony od zapachu murawy i ma dar radzenia sobie z presją". Może dzięki temu tak długo utrzymuje się na stanowisku w klubie z europejskiej czołówki i nie czuje wypalenia.

A zmęczenie dopadało przecież każdego. Guardiola i Zidane po sukcesach z Barceloną i Realem potrzebowali przerwy od futbolu. Oczyścić głowę po rozstaniu z Borussią Dortmund musiał Klopp, a Mourinho – odkąd Simeone wrócił do Madrytu jako trener – ma już czwartego pracodawcę. Szkoleniowiec Atletico prędzej czy później też poszuka nowych wyzwań, ale już dawno temu obiecał, że nigdy nie poprowadzi Realu.

Denerwuje się, gdy słyszy, że jego piłkarze grają brutalnie. Zespół, którego defensywę jedna z gazet porównała kiedyś do żołnierza broniącego Stalingradu, strzelił w tym sezonie więcej goli niż Real czy Sevilla.

Przy ponad połowie z 50 ligowych bramek udział mieli Marcos Llorente i przeżywający drugą młodość Luis Suarez. Niechciany w Barcelonie Urugwajczyk przez lata tworzył z Leo Messim atak, którego bała się cała Hiszpania, a teraz walczy z nim o tytuł króla strzelców.

Brazylijski obrońca Filipe Luis, który w Madrycie uzbierał ponad 300 spotkań, przyznaje, że Simeone ze wszystkich podopiecznych potrafi wydobyć to, co najlepsze. Nieprzypadkowo jest nazywany mistrzem tworzenia atmosfery w szatni, ale Luis od razu dodaje, że trener nie należy do osób sentymentalnych.

Rzadko chwali poszczególnych zawodników, woli mówić o kolektywie. Razem cieszą się ze zwycięstw, razem przeżywają porażki. Tak będzie również w środę, gdy Atletico poleci do Londynu odrobić bramkę straty w rewanżu z Chelsea. – Jeden czy dwóch piłkarzy może odmienić drużynę, ale bez wsparcia pozostałych meczu nie wygrają – przypomina Simeone.

Liga Mistrzów - rewanże 1/8 finału

Wtorek:
Real – Atalanta (Polsat Sport Premium 1, pierwsze spotkanie 1:0),
Manchester City – Borussia Moenchengladbach (Polsat Sport Premium 2, 2:0)
Środa:
Bayern – Lazio (TVP 1, Polsat Sport Premium 2, 4:1),
Chelsea – Atletico (Polsat Sport Premium 1, 1:0)
(wszystkie mecze o 21.00)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA