fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Magia Mourinho przestaje działać

Jose Mourinho
AFP
Z portugalskiego trenera zostaje powoli już tyko arogancja.

Manchester United odpadł w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Sevillą. To sucha informacja – sama w sobie nie jest specjalnie szokująca. Angielski klub nie dał rady rywalowi z Hiszpanii. To w zasadzie norma. Od 2010 roku w fazie pucharowej Ligi Mistrzów 13 razy dochodziło do angielsko-hiszpańskich pojedynków. Aż 11 razy górą były drużyny z La Liga, tylko dwukrotnie awansowali przedstawiciele najbogatszej ligi świata, czyli Premier League.

Gdy jednak zaczniemy brać pod uwagę kontekst, okazuje się, że Jose Mourinho poniósł sromotną klęskę. Portugalczyk, który niegdyś sam się nazwał „The Special One", czyli wyjątkowym, od kilku lat traci nimb wyjątkowości. Wydał w ciągu dwóch lat w United 350 milionów euro na transfery. W tym zestawieniu nie jest uwzględnione sprowadzenie Alexisa Sancheza, bo przecież Chilijczyk pojawił się na Old Trafford w ramach wymiany z Arsenalem na Henricha Mchitarjana. I nikt nie miał wątpliwości, kto robi lepszy interes. Za ponad 100 milionów Mourinho sprowadził Paula Pogbę, którego tym samym uczynił najdroższym piłkarzem świata, a z pozycji lidera tego zestawienia zrzucił Francuza dopiero kosmiczny transfer Neymara za 222 miliony.

Specjalistyczna strona internetowa transfermarkt.de wycenia kadrę MU na ponad 740 milionów euro. Sporo mówi fakt, iż kadra Sevilli jest wyceniana przez ten sam serwis na 272 miliony, a najdroższym piłkarzem w historii klubu jest Luis Muriel, którego kupiono z Sampdorii Genua za 21,5 miliona euro. Tymczasem Sanchez zarabia rocznie w Manchesterze 23 miliony funtów – prawie 26 milionów euro.

„Nigdy nie widziałem, by worek z pieniędzmi strzelił bramkę" – powiedział kiedyś Johan Cruyff. Worki z pieniędzmi są jednak miarą jakości piłkarzy. A Mourinho w ostatnich latach stał się piewcą futbolu negatywnego, minimalistycznego, bez ryzyka. Futbolu brzydkiego i zarazem nudnego. Portugalski szkoleniowiec nigdy nie był fanem stylu opartego na posiadaniu piłki, wymianie podań, koronkowych konstrukcjach. Ale był innowatorem. Jego zespoły grały fenomenalnie z kontrataku.

Tymczasem w dwumeczu przeciwko Sevilli piłkarze Manchesteru wyglądali, jakby nie mieli żadnego planu i pomysłu. Jakby mieli się ograniczać do przeszkadzania, a trener nic nie przygotował na „tak". Vitor Baia, były bramkarz FC Porto, z którym w 2004 roku Mourinho wygrał w Lidze Mistrzów, powiedział kiedyś: – Czasem mieliśmy wrażenie, że on potrafi przewidywać przyszłość. Pamiętam, jak przed meczem z Benficą opowiedział nam, co zrobi trener rywali po tym, gdy zdobędziemy bramkę. Jakich zmian w systemie i personaliach dokona. Wszystko się sprawdziło. Przed tym meczem trenowaliśmy też granie w dziesięciu, bo Mourinho wiedział, że sędzia nie wytrzyma presji i dostaniemy czerwoną kartkę. I tak też się stało.

To tym Portugalczyk zasłużył na miano „Special One", to dzięki temu mógł sobie pozwolić na bufonadę i arogancję. Dziś coraz częściej z Mourinho zostaje już tylko arogancja.

– Odpaść w 1/8 finału Ligi Mistrzów? To nic nowego dla tego klubu. Tak samo było przeciwko Porto, tak było przeciwko Realowi Madryt – powiedział Mourinho na konferencji po odpadnięciu z Sevillą. Oczywiście w obu wymienionych przez niego przypadkach to on sam był trenerem klubów, które wyrzucały United za burtę LM. Problem w tym, że tamten Mourinho tego dzisiejszego prawdopodobnie też koncertowo by ograł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA