fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Karnawał dopiero się zaczyna

Harry Kane – lider strzelców w Anglii radzi sobie świetnie w Lidze Mistrzów: zdobył 6 bramek
AFP
Rusza 1/8 finału. Dziś Juventus – Tottenham, jutro Real – PSG. Za tydzień Chelsea – Barcelona. Postu nie będzie.

Po raz pierwszy w fazie pucharowej zagra pięć drużyn z jednego kraju. Anglicy zacierają ręce, bo aż cztery z nich – Manchester United, Liverpool, Manchester City i Tottenham – awansowały z pierwszego miejsca, a tylko Chelsea z drugiego.

Tottenham to największe zaskoczenie jesiennej części Champions League. Zespół z Londynu wygrał silną grupę, w której za rywali miał Real i Borussię Dortmund, w sześciu meczach nie doznał ani jednej porażki, zdobył najwięcej punktów (16). Teraz zmierzy się z drugim po Królewskich finalistą z ubiegłego sezonu – Juventusem.

– Doświadczenie przemawia za mistrzem Włoch, ale fakt, że Tottenham tak szybko okiełznał Wembley, a rewanż odbędzie się w Londynie, sprawia, że szanse obu drużyn należy oceniać po równo. Na Wembley przegrały już Real i Borussia, a w Premier League m.in. Liverpool i Manchester United – przypomina w rozmowie z „Rz" Rafał Nahorny, komentator Canal+ i znawca angielskiego futbolu.

Na rywala ze zdecydowanie niższej półki trafił Manchester City. – Dwa, trzy lata temu piłkarze Basel prezentowali się nieźle, ale w tym sezonie znajdują pogromców nawet w Szwajcarii, tracą pięć punktów do prowadzącego Young Boys Berno i gdyby wyeliminowali lidera Premier League, trzeba by uznać to za sensację – nie ukrywa Nahorny.

City po znakomitym początku sezonu ostatnio nieco wyhamowali, ale trudno to nazwać zadyszką. Pep Guardiola przekonuje, że w takiej lidze jak angielska wygrywanie wszystkich spotkań nie jest możliwe. Zwłaszcza gdy wciąż walczy się na czterech frontach. Ostatni mecz z Leicester (5:1) pokazał, że Guardiola panuje nad sytuacją.

Zdaniem większości firm bukmacherskich City są faworytem do triumfu w Lidze Mistrzów, ale pewnie wynika to m.in. z faktu, że wylosowali najłatwiejszego rywala.

W Manchesterze żądza dominacji w Europie jest równie silna jak w Paryżu. Rok temu piłkarze PSG napisali niechlubną historię. Mimo zwycięstwa 4:0 nad Barceloną w pierwszym spotkaniu 1/8 finału w rewanżu przegrali aż 1:6. – Od kilku sezonów ostrzą sobie zęby na finał, ale po drodze zawsze ktoś okazuje się lepszy. Przed dwoma laty byłem na ich meczu rewanżowym z City w ćwierćfinale i już wtedy wydawało się, że są blisko celu – wspomina Nahorny.

Los z PSG zakpił – wpadli na Real. Ale kiedy pokonać Królewskich, jeśli nie teraz, gdy mają problemy? Kłopoty to w tym sezonie specjalność także w Chelsea. Londyńczycy mieli dużą szansę na rozstawienie w 1/8 finału, ale pozwolili się wyprzedzić Romie i w efekcie będą się musieli zmierzyć z Barceloną. I to w momencie, gdy nie są w najwyższej dyspozycji, a atmosfera w szatni jest daleka od idealnej. – Kto wie, czy Antonio Conte nie wycisnął piłkarzy jak cytrynę, tak jak wcześniej zrobił to Jose Mourinho. Apetyty nie są już tak wielkie jak w sezonie mistrzowskim, po sukcesie przyszło delikatne rozprężenie. Nie skreślam Chelsea, kto wie, czy nagle nie obudzi się w LM, ale na dziś zdecydowanym faworytem jest Barcelona – podkreśla Nahorny.

To nie będzie jedyna konfrontacja angielsko-hiszpańska: Manchester United spotka się z Sevillą, która w fazie grupowej rywalizowała z Liverpoolem. W rewanżu odrobiła trzy gole straty i zremisowała 3:3.

– W Manchesterze muszą pamiętać, że bez względu na to, jak wysoko będą prowadzić, nie mogą być spokojni o końcowy rezultat. United w Premier League zdarzają się słabsze mecze, jak ostatnia porażka z Newcastle. Mourinho to jednak cwany lis, który umie przygotować drużynę do europejskich pucharów, i więcej szans dałbym United – mówi Nahorny.

Sprawa jest trudniejsza, gdy trzeba wytypować wynik spotkania z udziałem Liverpoolu. – To chimeryczny zespół, może wygrać LM, ale i odpaść w 1/8 finału – twierdzi Nahorny, dodając, że do takich wniosków skłania obserwacja gry zawodników Juergena Kloppa. Liverpool zwykle świetnie zaczyna, potrafi zadać mocny cios, ale nokautującego uderzenia w wielu przypadkach mu brakuje. Zbyt często pozwala przeciwnikowi otrząsnąć się, odpocząć i przejść do kontrnatarcia. Jak będzie w starciu z Porto?

Smutna prawda dla polskich kibiców jest taka, że do fazy pucharowej dostało się więcej angielskich klubów niż piłkarzy znad Wisły. Okazję do regularnej gry z trójki Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski, Robert Lewandowski będzie mieć tylko ten ostatni. Bayern może mówić o dużym szczęściu, bo choć zajął drugie miejsce w grupie, uniknął potęg i trafił na Besiktas. Drużynie ze Stambułu nie wiedzie się w lidze tureckiej, ale w LM wygrała bardzo wyrównaną grupę.

– Byłem zaskoczony, że zimą Besiktas pozbył się swojego czołowego napastnika, Cenka Tosuna. Sprzedaż takiego zawodnika w przeddzień rywalizacji z Bayernem to jak wywieszenie białej flagi – nie ukrywa Nahorny.

I zauważa, że Champions League to fabryka piłkarzy sfrustrowanych: na końcu cieszy się tylko zwycięzca. Kto w tym roku będzie śmiał się ostatni? ©?

LIGA MISTRZÓW – 1/8 FINAŁU (wszystkie mecze o 20.45)

Wtorek (rewanże 7 marca): Juventus – Tottenham (Canal+); Basel – Manchester City (nSport+).

Środa (rewanże 6 marca): Real Madryt – Paris Saint-Germain (TVP 1, Canal+); Porto – Liverpool (nSport+).

20 lutego i 14 marca: Chelsea – Barcelona (Canal+); Bayern Monachium – Besiktas Stambuł (nSport+).

21 lutego i 13 marca: Sevilla – Manchester United (TVP 1,Canal+); Szachtar Donieck – Roma (nSport+).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA