fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Klinsmann chwali Krzysztofa Piątka

Krzysztof Piątek (z prawej w debiucie w Bundeslidze w meczu z Schalke) być może już jutro w kolejnym spotkaniu z drużyną z Gelsenkirchen wyjdzie na boisko w pierwszym składzie
AFP
Udany debiut Krzysztofa Piątka w Hercie Berlin. Dwa gole Erlinga Haalanda, Robert Lewandowski ucieka Timo Wernerowi. Derby Madrytu dla Realu.

Jednym z bohaterów ostatniego dnia transferowego okna był jak zwykle Kamil Grosicki. Pomocnik reprezentacji Polski zamienił Hull, drugoligowego średniaka, na otwierający tabelę Championship i celujący w powrót do Premier League West Bromwich Albion.

W nowych barwach jeszcze nie zadebiutował (klub nie zdążył go zarejestrować), ale sądząc po tym, co mówi trener Slaven Bilić, nie sprowadzono go, by siedział na ławce. – Zawsze był wśród piłkarzy, którymi się interesowaliśmy. Obserwowałem go jeszcze, zanim trafił do Anglii. Kiedy graliśmy przeciw Hull, stanowił dla nas jedno z głównych zagrożeń. Ostrzegałem przed nim chłopaków – opowiada Chorwat.

Niemiecki Bill Gates

Wygląda na to, że kilka miesięcy przed mistrzostwami Europy Grosicki dokonał wyboru, który doda mu skrzydeł. Największym wygranym zimowego okna może być jednak Krzysztof Piątek. Zostawił Milan, w którym czekała go rola zmiennika Zlatana Ibrahimovicia, i przyjął propozycję Herthy. 27 mln euro to pieniądze, jakich zimą nie wydał żaden klub Bundesligi, polski napastnik stał się też najdroższym piłkarzem w historii berlińskiego zespołu.

Ale długo tym tytułem pewnie się nie nacieszy. Nowy współwłaściciel klubu 44-letni biznesmen Lars Windhorst, nazywany „niemieckim Billem Gatesem", zamierza w najbliższym czasie przeznaczyć na wzmocnienia ponad 200 mln euro. Wszystko po to, by Hertha zaczęła grać regularnie w europejskich pucharach, a w przyszłości włączyła się do walki o tytuł.

Na razie celem jest ucieczka znad strefy spadkowej. Hertha zajmuje 13. miejsce w tabeli, a o tym, jak duże nadzieje wiązane są z Piątkiem, świadczy fakt, że już dzień po przeprowadzce do Berlina wyszedł na boisko, przy aplauzie kibiców. Pół godziny gry w spotkaniu z Schalke (0:0) przez niemieckie media zostało ocenione bardzo dobrze. Polak był aktywny, oddał trzy strzały i choć żaden z nich nie był celny, zostawił po sobie dobre wrażenie.

– Jest na fali, w  rytmie meczowym. Szybko złapał kontakt z kolegami, czuje się w drużynie komfortowo. Wie, gdzie się ustawić, ma umiejętność przewidywania. Przy nim inni zyskają pewność siebie – chwali Piątka Juergen Klinsmann.

– Trener powiedział, bym cieszył się grą i to robiłem. Niestety, nie miałem dogodnej okazji, ale chcę to nadrobić we wtorek – podkreśla polski napastnik, który w jutrzejszym spotkaniu z Schalke – tym razem w Gelsenkirchen i w Pucharze Niemiec – powinien się już znaleźć w wyjściowej jedenastce.

Z Robertem Lewandowskim Piątek w tym sezonie już się nie zmierzy (przynajmniej w Bundeslidze, bo Bayern grał z Herthą przed tygodniem). Ale w kalendarzu warto zaznaczyć dwie inne daty. 21 marca dojdzie do derbów Berlina, w których polski napastnik stanie naprzeciw bramkarza Rafała Gikiewicza, a 18 kwietnia pojedzie do Dortmundu na spotkanie z Łukaszem Piszczkiem, a przede wszystkim Erlingiem Haalandem.

Norweg szaleje

Rewelacyjny 19-latek z Norwegii stał się postrachem obrońców Bundesligi. W sobotę nie radził sobie z nim Gikiewicz. Puścił dwie bramki po jego strzałach, sfaulował go w polu karnym (jedenastkę wykorzystał Marco Reus). Borussia rozbiła Union aż 5:0, a Haaland pobił kolejny rekord. Siedmiu goli w trzech pierwszych meczach nie zdobył wcześniej żaden debiutant.

Jeśli urodzony w Leeds nastolatek będzie trafiał z taką regularnością, wkrótce znajdzie się na podium klasyfikacji strzelców. Do zajmującego trzecie miejsce klubowego kolegi Jadona Sancho traci tylko pięć bramek. Prowadzi niezmiennie Lewandowski z 22 golami. W 20 kolejkach uzbierał ich tyle co w całym ubiegłym sezonie. Wówczas to wystarczyło, by sięgnąć po koronę króla strzelców. Teraz może nie wystarczyć nawet 30. Zapowiada się bardziej zacięta rywalizacja, a kolejną jej odsłonę zobaczymy, gdy w niedzielę do Monachium przyjedzie RB Lipsk z drugim najskuteczniejszym zawodnikiem ligi Timo Wernerem.

W przeciwieństwie do Lewandowskiego, który w sobotę zdobył 150. gola dla Bayernu w Bundeslidze (3:1 z Mainz) i zrobił to szybciej niż ktokolwiek inny (potrzebował ledwie 179 meczów), Werner nie powiększył w weekend swojego dorobku, a sponsorowana przez Red Bulla drużyna zremisowała z Borussią Moenchengladbach (2:2) i straciła pozycję lidera na rzecz Bayernu. Bawarczycy wrócili na pierwsze miejsce po pięciu miesiącach.

Atletico bez obrony

W Hiszpanii na prowadzeniu umocnił się Real, pokonując 1:0 Atletico. To pierwsze wygrane derby Królewskich w lidze na Santiago Bernabeu od grudnia 2012. Nie przyszło im jednak łatwo. W pierwszej połowie gospodarze nie oddali celnego strzału. W przerwie Zinedine Zidane wymienił Isco i Toniego Kroosa na Lucasa Vazqueza i Viniciusa Juniora. I to właśnie Brazylijczyk zaczął akcję, po której bramkę zdobył Karim Benzema.

Real nie przegrał meczu od października, w tym sezonie stracił mniej goli niż uznawana za wzór nie tylko w Hiszpanii defensywa Atletico. Zespół Diego Simeone wciąż nie pozbierał się po odejściu całej linii obrony i sprzedaży Antoine'a Griezmanna. Do lidera traci już 13 punktów. Nie potrafi wygrać z Eibar czy Leganes, a dopełnieniem fatalnego obrazu była porażka w Pucharze Króla z trzecioligowym Cultural Leonesa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA