fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Chłopak żyje jak we śnie

AFP
Dwa mecze i pięć goli. Takiego wejścia do Bundesligi jak 19-letni Norweg Erling Haaland z Borussii Dortmund nie miał żaden piłkarz.

– To bardzo przykre, że już w drugim meczu spisuje się znacznie gorzej niż w debiucie i trafia tylko dwa razy – żartował bramkarz Borussii Roman Buerki po zwycięstwie 5:1 nad FC Köln. – A tak na poważnie, Erling to mądry gość. Ciężko pracuje, jest świadom swego ciała, szybko się uczy.

Humory w Dortmundzie dopisują, bo po zimowej przerwie Borussia zdobyła komplet punktów i aż dziesięć bramek, dając jasny sygnał, że nie rezygnuje z walki o tytuł. Po porażce RB Lipsk z Eintrachtem Frankfurt (0:2) traci do lidera już tylko cztery punkty.

Sam Haaland stara się zachować chłodny umysł i nie ulegać euforii. Powtarza skromnie, że przecież przyszedł po to, by strzelać gole. Ale że będzie dokonywał tego w tak ekspresowym tempie – średnio co 11 minut – raczej nikt się nie spodziewał.

– Chłopak żyje jak we śnie. Nie chcemy go budzić – mówi dyrektor klubu Michael Zorc. Ale zupełnie inne plany ma Rafał Gikiewicz. Polski bramkarz Unionu przyjedzie do Dortmundu już w najbliższą sobotę. Jego interwencje już nie raz dały punkty beniaminkowi z Berlina.

Tak było m.in. w pierwszym spotkaniu z Borussią, wygranym nieoczekiwanie 3:1, i w miniony weekend, gdy został bohaterem meczu z Augsburgiem (2:0). Obronił siedem strzałów, po raz piąty w sezonie zachował czyste konto. Lepszymi statystykami w Bundeslidze może się pochwalić tylko Manuel Neuer.

Bayern rozbił w sobotę Schalke 5:0, a festiwal strzelecki rozpoczął Robert Lewandowski. To jego 21. gol, znów wyprzedza Tima Wernera z RB Lipsk i jest samodzielnym liderem klasyfikacji. Wyrównał też kolejny, blisko 50-letni rekord Bundesligi, trafiając w dziewiątym z rzędu spotkaniu przeciw temu samemu rywalowi.

Bramkę w meczu z Chelsea zdobył Kamil Grosicki, ale to nie wystarczyło, by Hull (1:2)awansował do kolejnej rundy Pucharu Anglii. Odpadł też West Ham (0:1 z West Bromwich), ale z Londynu napływają również dobre wieści. Do treningów, zaledwie dwa tygodnie po odniesieniu kontuzji, wrócił Łukasz Fabiański.

Pierwszej porażki pod wodzą Quique Setiéna doznała Barcelona. Przegrała na wyjeździe z Valencią (0:2).

– Być może piłkarze nie zrozumieli założeń taktycznych – tłumaczył trener. A hiszpańska prasa pisze, że zawodnicy zaczęli już kwestionować jego umiejętności i metody pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA