fbTrack

Piłka nożna

Sztuczne ułatwienie

materiały prasowe
Były selekcjoner reprezentacji Polski Andrzej Strejlau nie jest zwolennikiem przepisu o obowiązkowym wystawianiu młodzieżowca w Ekstraklasie.

"Rzeczpospolita": Dlaczego nie popiera pan tego rozwiązania?

Andrzej Strejlau: W pierwszej lidze taki przepis obowiązuje, bo ma przygotowywać piłkarzy do występów na najwyższym szczeblu, ale to nie oznacza, że sprawdzi się w ekstraklasie. Nie sądzę, by metryka powinna decydować o tym, czy ktoś ma grać. Możemy równie dobrze wprowadzić przepis, żeby po 40. roku życia zawodnicy kończyli kariery, a dzięki temu też się zwolni miejsce dla młodych.

Lepiej zająć się systemem szkolenia?

Mamy ligę bardzo przeciętną i to jest sztuczny zabieg, który nie podniesie jej poziomu. Co innego PZPN zrobił dobrze. Fajnym projektem jest certyfikacja szkółek piłkarskich, po której sobie wiele obiecuję. Mówiłem kolegom w związku, że w tym przypadku należy nagrodzić najlepszych, ale też wesprzeć najsłabszych, bo w przeciwnym razie nigdy nie dogonią wiodących szkółek. Certyfikacja jest mądrym rozwiązaniem, bo rodzic wie, że oddaje dziecko do szkółki, w której pracuje się na wysokim poziomie.

Jeśli przepis o młodzieżowcu sprzęgniemy z lepszym szkoleniem, to może da pożądane efekty?

W dalszym ciągu mnie to nie przekonuje. W najwyższej klasie rozgrywkowej muszą grać najlepsi zawodnicy, na jakich stać dany kraj. Czy zwolennicy tego przepisu będą wymagali również, żeby młodzieżowiec obowiązkowo występował w eliminacjach do Ligi Mistrzów albo Ligi Europy? Na spotkaniu autorskim, gdzie promowałem książkę napisaną wspólnie z Jerzym Chromikiem, zapytano młodego chłopca Mateusza Młyńskiego, który miesiąc temu strzelił piękną bramkę w barwach Arki Gdynia, czy jest zwolennikiem przepisu o młodzieżowcu? Wie pan co powiedział? Nie chcę czegoś takiego, to jest sztuczne ułatwienie. Chcę, żeby trener wstawił mnie do składu, bo zasłużyłem na grę. Mówi to zawodnik, który powinien być zadowolony, bo będzie mu łatwiej. Ma pan taki przepis w lidze włoskiej, francuskiej, hiszpańskiej?

Nie. I obawiam się, że trenerzy w ekstraklasie zaczną oszukiwać...

Są ku temu możliwości. Opowiem coś panu: komentowałem w Polsacie Sport ligę chińską, tam obowiązywał przepis, że młody Chińczyk ma wyjść w podstawowym składzie. Nagminne było oszukiwanie, czego dopuszczali się nawet wybitni trenerzy Manuel Pellegrini, Felix Magath czy Luiz Felipe Scolari, którzy po 20 minutach zdejmowali juniora i wprowadzali doświadczonego zawodnika. Szybko się nauczyli omijać przepisy.

PZPN się pospieszył?

Wprowadzono przepis o młodzieżowcu powinien być poprzedzony szerokimi konsultacjami z doświadczonymi trenerami. Nawet nie wiem, czy takie rozmowy się odbyły, ja w każdym razie nie zostałem zapytany o zdanie. O wszystkim dowiedziałem się z mediów. Pan jest pierwszym, który mnie o to zapytał.

Jak można by to ulepszyć?

Wprowadziłbym zmianę, że na ławce rezerwowych jest co najmniej trzech młodzieżowców, którzy nie wliczają się do ogólnej liczby zmian. Mogą zastępować co najwyżej sami siebie. Wtedy nie byłoby strachu i może trenerzy by ich wpuszczali, jednak najpierw musieliby mieć kilku zawodników na odpowiednim poziomie. Wtedy widać, czy ktoś ma taką trójkę, a jeśli nie ma, to dlaczego? Taką logikę bym zrozumiał, ale i tak nie sądzę, żeby to uratowało polską piłkę.

Czy widzi pan zagrożenie, że przepis rozleniwi młodych zawodników?

Pierwszy rok trwania nowego przepisu nikogo nie rozleniwi, może nawet spowodować chęć pokazania się. Już media piszą, że będzie wyścig o transfery, że pensje poszybują w górę, a PZPN będzie musiał reagować. Ale trzeba było taką zmianę starannie przygotować, poprzedzić dyskusją. Zbigniew Boniek jako prezes związku za to odpowiada. Jego przede wszystkim trzeba pytać, po co ta zmiana.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL