fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Puchar Polski dla Rakowa Częstochowa

David Tijanić
Zwycięską bramkę dla Rakowa strzelił David Tijanić (na zdjęciu).
Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
W finale rozgrywek o Puchar Polski w Lublinie Raków pokonał Arkę Gdynia 2:1. To najważniejszy triumf w stuletniej historii częstochowskiego klubu.

Raków, który walczy jeszcze o wicemistrzostwo Polski był faworytem meczu, bo Arka w tym sezonie występuje w I lidze i ma nieduże szanse na powrót do ekstraklasy. Gdynianie to zdecydowanie słabsza drużyna od tej, która przed czterema laty pokonała w finale PP na Stadionie Narodowym Lecha. Arka wybrała więc jedyny możliwy wariant gry. Zaatakowała od pierwszych minut i nawet była bliska zdobycia gola, jednak  Mateusz Żebrowski nie trafił w bramkę.

Kiedy się nie udało, Arka wycofała się na z góry upatrzone pozycje i mniej więcej od piątej minuty niemal do końca mecz toczył się do jednej bramki. Raków miał ogromną przewagę, z której nie potrafił wyciągnąć żadnych korzyści.

Zbyt wolno przeprowadzał akcje, ataki rozbijały się o mur arkowców, w pierwszej połowie oddał zaledwie dwa strzały: jeden w boczną siatkę i drugi, obroniony przez bramkarza. Arka grała już tylko z kontry i raz była bliska zdobycia gola.

Udało jej się to w 57. minucie, kiedy po jednym z nielicznych ataków piłka po strzale (przypadkowym, genialnym?) przelobowała bramkarza i zatrzymała się na siatce.

Z przebiegu gry nic takiego rozwoju wypadków nie zapowiadało, ale Arka niewątpliwie mocno i mądrze pracowała na tego gola. A Maciej Rosołek dwukrotnie był bliski podwyższenia wyniku. Raków miał ponad pół godziny na odrobienie straty. I zrobił to. Trener Marek Papszun przeprowadził zmiany, gra stała się szybsza, częstochowianie chyba przez chwilę nie przestali wierzyć, że są jeszcze w stanie zwyciężyć.

W tej wierze utwierdził ich Ivi López. W 81. minucie, stojąc w polu bramkowym trafił z woleja. Obrońcy Arki popełnili jeden z niewielu błędów i od razu za to zapłacili. Drugi raz zdarzyło im się to tuż przed końcem gry. Tym razem Raków przeprowadził wzorowy kontratak z udziałem dwóch zawodników. Obrońcy nie zdążyli wrócić i rezerwowy David Tijanić wpakował z bliska piłkę do bramki Arki.

Raków nie przegrał trzynastego meczu z rzędu. Mecz mógł się podobać. Arka robiła w miarę możliwości co mogła, bo też nie miała nic do stracenia, Raków ostatecznie udowodnił wyższość. Drużyna z Częstochowy tylko raz wcześniej dotarła do finału rozgrywek o Puchar Polski. W roku 1967, jako klub trzecioligowy uległa Wiśle Kraków 0:2.

Zwycięstwo tegoroczne ma też znaczenie innego rodzaju. Raków ma już zapewnione miejsce na podium ekstraklasy, a to oznacza, że w rozgrywkach europejskich wystąpi czwarty zespół z tabeli ekstraklasy.

Finał PP, od roku 2014 rozgrywany na Stadionie Narodowym, drugi raz, ze względu na pandemię odbył się na stadionie Arena Lublin. Bez publiczności, na boisku dobrym, mimo że przez kilka godzin przed meczem lał deszcz. To nie były zmarnowane półtorej godziny. Raków czci setną rocznicę powstania klubu.

Finał Pucharu Polski

Raków Częstochowa - Arka Gdynia 2:1
Bramki: I. Lopez 81, D. Tijanić 89 - M. Żebrowski 57.
Raków: Holec - Piątkowski, Niewulis, Arsenić (80, Schwarz) - Tudor, Sapała (46 Poletanović), Lederman (85 Szelągowski), López, Cebula (80 Tijanić), Kun - Gutkovskis (68 Arak).
Arka: Krzepisz - HIszpański (58 Siemaszko), Kasperkiewicz, Marcjanik, Memić, Valcarce (58 Skóra) - Deja, Danch, Letniowski (48 M. Vinicius), Żebrowski (80 Sasin) - Rosołek.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA