fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Adam Kaźmierczak: Futsal nie jest w PZPN traktowany po macoszemu

Adam Kaźmierczak
fot. ŁZPN/ mat.pras.
- Zawodnik, który przychodzi grać do jakiejkolwiek polskiej drużyny i decyduje się na to, żeby być zawodnikiem o statusie amatora, on tego poziomu nie podniesie - zauważa w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Adam Kaźmierczak, przewodniczący Komisji Futsalu i członek zarządu PZPN.

Jak pandemia zaszkodziła futsalowi?

Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to już będzie koniec, ale dziś widać, że rok 2021 też będzie dla nas bardzo ciężki. Futsal odczuł to jak każda inna dziedzina życia, przy czym jak każdy sport – podwójnie, ze względu na sponsorów. Nie mieli oni możliwości ekspozycji swoich reklam w czasie meczów, a dodatkowo musieli przede wszystkim zadbać o swoje firmy, a dopiero później myśleć o wsparciu np. klubów. Natomiast jeśli chodzi o futsal, jedna rzecz jest pocieszająca – poza drobnymi wyjątkami nigdzie nie nastąpiło cięcie w kwestii przekazywania środków od samorządów. To wsparcie na ogół zostało utrzymane na nowy rok.

W centralnych ligach w czasie pandemii wycofały się trzy kluby – dwaj pierwszoligowcy zrezygnowali z gry przed nowym sezonem, teraz w połowie rozgrywek wycofała się z ekstraklasy Gatta Active Zduńska Wola. To dużo czy mało?

Chociażby jeden się tylko wycofał, to i tak jest to problem. Trzeba na to patrzeć z punktu widzenia całego systemu rozgrywek – każdy taki sygnał daje impuls dla innych, że skoro gdzieś jest źle, to może i my zastanówmy się, czy dobrze, że gramy. Nie wrzucałbym jednak wszystkich tych przypadków do jednego worka, każdy należy rozpatrywać odrębnie. Jeśli chodzi o Gattę, jest mi podwójnie przykro, bo, po pierwsze, był to jeden z wiodących klubów w polskim futsalu; po drugie jest to klub z województwa łódzkiego (Kaźmierczak jest prezesem Łódzkiego ZPN – red.).

W przypadku Gatty ten proces, który zakończył się definitywnym wycofaniem z rozgrywek, był już widoczny od jakiegoś czasu. Zabrakło tam jednej rzeczy – budowy klubu od dołu, od podstawy w postaci szkolenia najmłodszych. Druga rzecz to oparcie klubu tylko na jednej nodze, na jednej firmie. Nie tylko w Zduńskiej Woli takie historie, po wycofaniu się głównego sponsora, kończyły się brakiem pomysłu na dalsze funkcjonowanie.

Ekstraklasa próbuje grać dalej, bez Gatty, za to stanęły wszystkie pozostałe rozgrywki futsalowe. Po wprowadzeniu lockdownu przez rząd, grają różne inne dyscypliny, ale futsaliści amatorzy – nie. Dlaczego?

Nie mnie oceniać, jak inne związki sportowe realizują rozporządzenie. Natomiast jeśli chodzi o futsal, PZPN wysłał pismo do Ministerstwa Sportu, aby spróbować ten problem rozwiązać systemowo, poprzez interpretację zapisów z rozporządzenia. Chodzi o to, by uznać futsalowe ligi centralne kobiet i mężczyzn jako rozgrywki, które spełniają przesłanki, dające możliwość kontynuacji współzawodnictwa. Zakładamy, że może nie jest to stricte sport zawodowy, ale zespoły z tych lig wypełniają te przesłanki głównie poprzez system stypendialny. Mam nadzieję, że resort przychyli się do naszego punktu widzenia i ta odpowiedź przyjdzie bardzo szybko.

Czyli jaki jest plan? 23 stycznia futsal wraca do gry?

Będziemy chcieli zrobić tak, żeby błyskawicznie po otrzymaniu tej decyzji wyjść na parkiety. 21 stycznia mamy też Zarząd PZPN i tam m.in. w porządku obrad jest przedstawienie sytuacji, związanej z dalszym funkcjonowaniem sportu amatorskiego w ramach Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Rozmawiamy tu o futsalu, ale jeśli lockdown zostanie przedłużony – a nieoficjalne doniesienia mówią, że aż do kwietnia – za chwilę będzie pan miał taki sam problem z piłką trawiastą na lokalnym szczeblu.

Już dziś mamy dziesiątki telefonów, co z treningami w takich klubach. I to jest dokładnie taka sama sytuacja – kluby niestety nie wiedzą, jak się poruszać w tej nowej-starej rzeczywistości. Na wiosnę bowiem sytuacja była jednoznaczna – obowiązywał prawie całkowity zakaz jakiejkolwiek działalności. W tej chwili mamy wyłączone tylko pewne dziedziny, niestety dotknęło to także sportu.

Przewiduje pan, że na wiosnę rozgrywki trawiaste w ligach wojewódzkich w ogóle ruszą?

Nawet nie zakładam, żeby mogło być inaczej. To byłaby klęska dla całego sportu amatorskiego.

Pod koniec stycznia reprezentacja Polski w futsalu rozpoczyna eliminacje do Mistrzostw Europy. Z czterozespołowej grupy dalej awansują dwie drużyny, my byliśmy losowani z trzeciego koszyka. Jaki cel postawiono przed drużyną?

Reprezentacja po tym, jak grała na mistrzostwach Europy w 2018 roku, wręcz musi mieć cel minimum w postaci następnego awansu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której będziemy czekać na to kolejne 20 lat. Cel jest więc jasny, a jego realizacja będzie stanowiła kryterium oceny reprezentacji i trenera Błażeja Korczyńskiego.

Nasza grupa z Portugalią, Czechami i Norwegią jest trudna ale z drugiej strony sami sobie ten los zgotowaliśmy. Gdybyśmy zagrali lepiej w eliminacjach mistrzostw świata (Polacy przegrali wszystkie spotkania – red.), mielibyśmy lepszy ranking i bylibyśmy losowani z drugiego koszyka. Wtedy niewątpliwie byłoby łatwiej. W grupie absolutnym faworytem są oczywiście obrońcy tytułu, Portugalczycy. Kluczowe będą dwa mecze z Czechami i tu rozstrzygnie się kwestia drugiego miejsca w grupie.

W strategii PZPN na kolejne 5 lat, ale także w czasie niedawnego posiedzenia sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, pojawił się temat profesjonalizacji futsalu. Co dla pana oznacza ten termin?

Mogę zapewnić wszystkich, że futsal, choć jest tylko jedną z dziedzin, którymi zajmuje się PZPN, nie jest traktowany po macoszemu. Staramy się robić wszystko, co dotyczy polskiej piłki, w sposób jednakowo profesjonalny. Oceniając sytuację polskiego futsalu w ostatnich latach, widać znaczący progres. Ekstraklasa wygląda naprawdę nieźle – to już staje się powoli produkt, który można spróbować gdzieś sprzedać na zewnątrz. Niewątpliwie duży sukces to transmisje meczów ekstraklasy w nSport+, przy czym musimy mieć świadomość, że jeszcze na tym etapie żadna telewizja nie będzie płacić chciała płacić za pokazywanie futsalu. Ale zrobiony został pierwszy krok.

Niżej idziemy w kierunku stworzenia pełnego systemu rozgrywek, by zbudować strukturę na miarę rozgrywek trawiastych, oczywiście z zachowaniem proporcji. Drugich lig przybywa, bo jeszcze kilka lat temu było ich zaledwie pięć, teraz jest ponad dwa razy więcej. To już pozwala na snucie planów, by w krótkim terminie wprowadzić kolejny szczebel, ligi makroregionalne. Chcieliśmy je utworzyć już teraz, ale wstrzymała to pandemia.

Ale choć Futsal Ekstraklasa jest w teorii zawodowa, to jedna z drużyn, P.A. Nova Gliwice, nie gra, gdyż – cytując usunięty później oficjalny komunikat – nie ma „kontraktowych zawodników”, co oznacza „ niewypełnienie przepisów ustawy o sporcie zawodowym”. To jak z tym profesjonalizmem?

No właśnie – wszystkie kluby chciałyby bardzo, żeby je traktować jako profesjonalne, doskonale zorganizowane. Z drugiej strony, to jest przykład na szukanie przez klub takich rozwiązań, które są potrzebne na tu i teraz, na znalezienie wytrychu do sytuacji, by zrealizować jakiś swój cel. Nie podoba mi się to. Abstrahując od Gliwic, albo chcemy być traktowani jak poważny partner, albo też próbujemy w dziwny sposób obchodzić jakieś swoje problemy, by teraz nie grać. Nam wszystkim powinno zależeć w tej chwili, by rozgrywki były kontynuowane. Skoro spółka Futsal Ekstraklasa podjęła decyzję o tym, że gramy, wszystkie kluby powinny się dostosować.

Powinniśmy się tutaj też zastanowić nad innym problemem – czy w lidze zawodowej powinny grać stowarzyszenia. W piłce nożnej i innych dyscyplinach jest wymóg posiadania formy prawnej spółki. W futsalu na razie nie ma na to szans, bo jest tylko jedna spółka – Rekord Bielsko-Biała.

Zaznaczmy, że w zespole z Gliwic gra czterech obcokrajowców. W ogóle jest ich coraz więcej w ekstraklasie.

Uważam, że powinniśmy postawić tamę napływowi zagranicznych futsalistów. Jeżeli rozmawiamy o tym, żeby podnieść poziom sportowy, to z całym szacunkiem, ale zawodnik, który przychodzi grać do jakiejkolwiek polskiej drużyny i decyduje się na to, żeby być zawodnikiem o statusie amatora, on tego poziomu nie podniesie. To dotyczy każdej dziedziny piłki nożnej, nie tylko futsalu.

Działania ze strony PZPN będą szły w takim kierunku, by rzeczywiście powstrzymać napływ tych zawodników, którzy nie zawsze dają wysoką jakość sportową. Ale wiem, że zderzamy się tutaj z pragnieniami prezesów wielu klubów, którzy wolą ściągnąć Brazylijczyka piątego sortu, bo on i tak w ich ocenie da więcej, niż wyróżniający się Polak.

Tymczasem my za granicą mamy w dobrej lidze zaledwie jednego futsalistę.

To boli. Jedna przyczyna to brak przetartych ścieżek. Klasyczny przykład to piłkarska liga we Włoszech. Długo nie było tam żadnego Polaka, potem pojawił się jeden, drugi, trzeci i okazuje się, że w tej chwili możemy zbudować całą kadrę z tych zawodników, których tam mamy - i to nie będzie najgorsza reprezentacja. Miałem nadzieję, że tę ścieżkę przetrze trochę Michał Kałuża, który drugi sezon gra w Hiszpanii. Były jakieś rozmowy prowadzone, ale nie wiem, czy to w dalszym ciągu nie jest też kwestia mentalności naszych zawodników, którzy wolą wygodę tutaj, niż walkę o miejsce tam. Przyzwyczaili się do tego, że tu jest fajnie, jest „ciepła woda w kranach”, pieniądze się zgadzają, obowiązków niewiele, i sobie tak funkcjonujemy. Moim zdaniem im jest po prostu za wygodnie.

Rozmawiał Jakub Mikulski

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA