fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Liga Europy. Standard - Lech 2:1 i koniec marzeń

fot. Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl
Mimo prowadzenia 1:0 i przewagi jednego zawodnika przez pół godziny Lech przegrał i stracił szanse na awans do kolejnej rundy Ligi Europy.

Lech sam sobie winien. Musiał wygrać w Liege, jednak z drużyną, którą trzy tygodnie temu pokonał 3:1 zagrał zbyt bojaźliwie. Można było odnieść wrażenie, że bardziej myślał o tym, żeby nie przegrać i został ukarany.

W pierwszej połowie lechici nie przeprowadzili ani jednej składnej akcji. Jedyny strzał, i to niecelny, oddał Mikael Ishak w doliczonym czasie, kiedy dostał piłkę w wyniku przypadku, a nie przemyślanego podania.

Gospodarze nie grali dużo lepiej, ale trzykrotnie byli bliscy zdobycia gola. Za każdym razem, w dość niebezpiecznych sytuacjach dobrze bronił Filip Bednarek. To był nudny mecz, a w wykonaniu Lecha słabszy, niż trzy wcześniejsze. Poznaniacy nawet kiedy przegrywali z Benficą i Rangersami robili lepsze wrażenie.

Tym razem całkowicie zawiedli ci, którzy zazwyczaj decydują o wyniku: druga linia z Pedro Tibą, Danim Ramirezem i Jakubem Moderem. Bardziej angażowali się w obronę, nie potrafili przytrzymać piłki, Ishak nie otrzymał od nich żadnego dobrego podania. Nie atakowali boczni obrońcy Tymoteusz Puchacz i Bohdan Butko, który na prawej stronie zajął niespodziewanie miejsce Alana Czerwińskiego.

Mający przewagę gospodarze skomplikowali sobie sytuację w doliczonym czasie pierwszej połowy. Środkowy napastnik Obbi Oulare, najgroźniejszy zawodnik Standardu, sfaulował w środku boiska Jakuba Modera i z drugą żółtą kartką wyleciał z boiska.

Lech to wykorzystał. Od początku drugiej części wreszcie przycisnął, przeprowadził kilka groźnych akcji, a po wymianie podań z Puchaczem Ishak zdobył prowadzenie. To była jego piąta bramka w tych rozgrywkach.

Wydawało się, że poznaniacy opanowali sytuację. Ale niecałe trzy minuty później Tiba stracił piłkę na środku boiska i Standard zdobył wyrównującego gola. Wejście na boisko dwóch graczy, którzy powinni na nim być od początku - Alana Czerwińskiego i Wasyla Krawiecia może poprawiłoby grę, gdyby nie to, że w 75. minucie Dorde Crnomarković zachował się w środku boiska równie nieodpowiedzialnie, jak Oulare wcześniej i po faulu także dostał czerwona kartkę.

Teraz gospodarze przeprowadzili trzy zmiany, a Dariusz Żuraw zdjął z placu Modera, Tibę, a w w końcówce także Ishaka. Jakby nie zależało mu na zwycięstwie. Przy bardzo wyrównanej grze ostatni cios wyprowadził Standard, w doliczonym czasie Kostas Laifis zdobył zwycięskiego gola. To trzecia bramka stracona przez Lecha w takich okolicznościach w trzech ostatnich meczach. W Warszawie w doliczonym czasie bramkę strzeliła Legia, a w Poznaniu Raków.

Porażka w Liege oznacza, że szanse na wyjście z grupy są niemal zerowe. Do rozegrania pozostały mecze z Benfiką w Lizbonie (3 grudnia) i Rangersami (10 grudnia) w Poznaniu.

Liga Europy - 4. kolejka

Standard Liege - Lech Poznań 2:1

Bramki: Tapsoba 63, Laifis 90 - Ishak 61
Czerwone kartki: Oulare (45+1) - Crnomarković (74)
Lech: Bednarek - Butko, Rogne, Crnomarković, Puchacz - Skóraś (64, Czerwiński), Tiba (78, Marchwiński), Moder (78, Satka), Ramirez, Sykora (64, Krawec) - Ishak (83, Kaczarawa)

Drugi mecz w grupie D: Rangers - Benfica 2:2

Tabela:
1. Rangers      4     8    8-5
2. Benfica        4     8    12-7
3. Lech            4     3     6-8
4. Standard     4     3     3-9

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA