fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Youssoufa Moukoko, czyli lew goni marzenie

Youssoufa Moukoko
AFP
16-letni Youssoufa Moukoko już przyciąga uwagę kibiców, sponsorów i mediów, ale czy kolejne złote dziecko zostanie gwiazdą futbolu?

Firma Nike podpisała z nim milionowy kontrakt, a niemiecka federacja zmieniła przepisy, by w barwach Borussii Dortmund mógł grać w Bundeslidze. Zagrał dopiero pięć minut w barwach Borussii, a już mówi o nim cała piłkarska Europa. W ubiegły weekend, dzień po 16. urodzinach, Youssoufa Moukoko zadebiutował w dorosłej piłce. Pod koniec meczu z Herthą (5:2) pojawił się na boisku, zmieniając strzelca czterech goli Erlinga Haalanda.

To symboliczna zmiana, bo cztery lata starszy Norweg przez niecały rok gry w Niemczech przykuł zainteresowanie przedstawicieli największych klubów i pewnie długo w Dortmundzie nie zabawi. Moukoko ma szansę zostać jego następcą.

Lepszego miejsca do zdawania futbolowej matury wybrać nie mógł. W Borussii hołdują zasadzie, że nikt nie jest za młody, by brać odpowiedzialność za drużynę. Na murawę wychodzi więc i 18-letni Amerykanin Giovanni Reyna, i 17-letni Anglik Jude Bellingham, a 20-letni Jadon Sancho to już na klubowe standardy zawodnik doświadczony.


Niech cieszy się grą

Moukoko w juniorskich drużynach Borussii zdobył 141 bramek (w 88 meczach), mimo że cały czas rywalizował z o kilka lat starszymi chłopakami. Rówieśników przerastał umiejętnościami, więc klub uznał, że nie ma co zwlekać i zwrócił się do niemieckiego związku (DFB) z prośbą o zmianę przepisów. Dotychczas, by zadebiutować w Bundeslidze, trzeba było mieć ukończone 17 lat, albo jak dotychczasowy rekordzista Nuri Sahin (oczywiście także Borussia) zbliżać się do tej  granicy. Federacja na propozycję BVB spojrzała przychylnym okiem i w kwietniu obniżyła minimalny wiek pozwalający na występy w najwyższej klasie rozgrywkowej do lat 16.

W sierpniu Moukoko zaczął treningi z pierwszym zespołem. Haaland opowiadał, że nigdy nie widział tak dobrego 15-latka, a Lucien Favre przekonywał, że trenowanie go to czysta przyjemność. Łukasz Piszczek poradził mu, by po prostu cieszył się grą.

Kilka dni temu pochodzący z Kamerunu napastnik został najmłodszym debiutantem w Bundeslidze, za chwilę pewnie stanie się najmłodszym strzelcem gola, a statystyki będzie śrubował również w Lidze Mistrzów.

- Naszym celem nie są rekordy, tylko danie mu okazji do rozwoju - zaznacza szef szkolenia ds. młodzieży Lars Ricken, który kiedyś sam został uznany za cudowne dziecko. W 1997 roku zdobył piękną bramkę dla Borussii w wygranym finale Champions League z Juventusem, lecz jego karierę zahamowały kontuzje.
Pokonywanie kolejnych stopni wiąże się też z dużymi pieniędzmi. Moukoko już rok temu podpisał lukratywną umowę z Nike. Z miejsca dostał milion euro, a jeśli spełni określone w kontrakcie warunki (pierwszy gol, debiut w LM, itd.), na jego konto może wpłynąć jeszcze dziewięć milionów.


Nie iść w ślady Adu

Były gwiazdor reprezentacji Kamerunu i Barcelony Samuel Eto'o twierdzi, że Moukoko będzie nowym Leo Messim (Argentyńczyk wysłał chłopakowi na urodziny kartkę z życzeniami). Ale ilu było już takich, którym wróżono świetlaną przyszłość, a nie poradzili sobie z presją oczekiwań, przygniotła ich sława, zniszczyły nałóg albo kontuzje i dziś nikt o nich nie pamięta?

Najbardziej jaskrawy przypadek to Freddy Adu. Potomek imigrantów z Ghany w wieku 14 lat strzelił gola w amerykańskiej MLS i został okrzyknięty następcą Pelego. Też podpisał umowę z Nike, też grał z dużo starszymi od siebie, zarabiał krocie na reklamach, gościł w programach telewizyjnych i na okładkach gazet, a Amerykanie uwierzyli, że poprowadzi ich do mistrzostwa świata.

Ani razu nie pojechał jednak na mundial, a po przeprowadzce do Benfiki zaczął tułaczkę po Europie. Był wypożyczany do Francji, Grecji i Turcji. Na chwilę wrócił do USA, a potem dalej zwiedzał świat: Brazylię, Serbię, Finlandię, w 2017 roku przyjechał nawet na testy do Sandecji Nowy Sącz. Na własny koszt. Problem w tym, że nie poinformowano o nich trenera. Adu stał się marionetką w rękach agentów.

- Przez lata byłem wykorzystywany przez zbyt wielu ludzi. Nie pozwolę, by znów to się wydarzyło - nie krył żalu. W czerwcu skończył 31 lat, miesiąc temu po dłuższym rozbracie z futbolem podpisał kontrakt z Oesterlen FF, klubem trzeciej ligi szwedzkiej.


Prześwietlona metryka

Adu zawsze wyglądał na starszego, co budziło wątpliwości dotyczące jego wieku i pytania, czy nie doszło do sfałszowania dokumentów. Uzasadnione, bo nie raz okazywało się, że utalentowany nastolatek z Afryki w rzeczywistości był już dojrzałym mężczyzną.

Z podobnymi podejrzeniami musiał się mierzyć Moukoko. Choć nie imponuje może wzrostem (179 cm), to silna, atletyczna budowa ciała sprawiła, że rywale domagali się dowodów na potwierdzenie jego metryki.
Ojciec Moukoko nie zgodził się na prześwietlenie nadgarstka syna rezonansem magnetycznym - to metoda stosowana przez FIFA do ustalenia wieku biologicznego piłkarzy.

- Zaraz po tym, jak przyszedł na świat, zarejestrowałem go w niemieckim konsulacie w Jaunde. Mamy niemiecki akt urodzenia - zastrzegał Joseph Moukoko. Autentyczność dokumentów potwierdziła niemiecka federacja.


Celem Złota Piłka

Moukoko junior urodził się więc 20 listopada 2004 roku. Dziesięć lat później zarabiający w Niemczech na życie ojciec sprowadził go do Hamburga i zapisał na treningi w St. Pauli. Chłopak był na tyle dobry, że już wtedy zainteresowały się nim Bayern czy Barcelona, przyszło też powołanie do niemieckiej kadry do lat 16, zadebiutował w niej przed 13. urodzinami (dziś gra już w reprezentacji U20).

W tym samym czasie przeniósł się do Dortmundu. I już w ligowym debiucie w drużynie do lat 17 strzelił dwa gole. Pierwszy sezon skończył z 40 trafieniami, drugi - z 50 i awansował do zespołu U19. Ale i tam był nie do zatrzymania, z nowymi kolegami przywitał się sześcioma bramkami w meczu z Wuppertalem. Imponował także pewnością siebie. Kiedy miał 13 lat, udzielił wywiadu, w którym przekonywał, że chce z Borussią wygrać Ligę Mistrzów i zdobyć Złotą Piłkę.

- Zawsze marzyłem, by być zawodowym piłkarzem. A jeśli masz takie marzenie, musisz za nim gonić jak lew. Ten, kto pracuje ciężej, w końcu zostaje nagrodzony - mówił niedawno w rozmowie z platformą DAZN.
W Dortmundzie starają się go uchronić przed medialnym szaleństwem i czyhającymi na niego pokusami. Ale zdają sobie sprawę, że jeśli będzie się rozwijał w takim tempie, szybko wyfrunie z rodzinnego gniazda. A lądowanie w nowym miejscu może być twarde.

Źródło: Parkiet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA