fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Stefan Szczepłek: Brzęczek może zdążyć

shutterstock
Selekcjoner reprezentacji Polski jest zakażony koronawirusem. Plany drużyny narodowej pozostają bez zmian.

Jerzy Brzęczek podróżuje po całej Polsce, ogląda mecze, sprawdza warunki, w jakich reprezentacja spotka się i zagra w październiku w Gdańsku i Wrocławiu, rozmawia z wieloma osobami. Przy takim trybie życie jest szczególnie narażony na zakażenie koronawirusem.

Kiedy w czwartek trener zauważył u siebie oznaki charakterystyczne dla grypy, poddał się badaniu w szpitalu w Katowicach na obecność wirusa. W piątek okazało się, że jest zakażony.

Trener przebywa w swoim mieszkaniu w Częstochowie, odizolowany od pozostałych domowników. Objawami choroby są w jego przypadku bóle karku, ogólne osłabienie i kaszel. W sobotę miał temperaturę 38 stopni Celsjusza, w niedzielę spadła do 37,5 stopnia. Jego żona, która czasami towarzyszy mu w podróżach również zrobiła sobie test. Ma wynik ujemny.

Badania będą powtarzane co dwa dni, na razie rokowania są optymistyczne. Jeśli wyniki je potwierdzą, niewykluczone, że 7 października, podczas meczu towarzyskiego z Finlandią w Gdańsku zobaczymy jednak Brzęczka na ławce reprezentacji. Pozostało dziesięć dni. Następny mecz, z Włochami, również w Gdańsku ale już w Lidze Narodów rozegrany zostanie 11 października, a kolejny, z Bośnią i Hercegowiną, 14 października we Wrocławiu.

Kiedy epidemia koronawirusa wybuchła w marcu we Włoszech Jerzy Brzęczek przebywał w tym kraju, ale zdążył wrócić do Polski przed zamknięciem granic. Od tamtej pory podano go testom na obecność wirusa kilkanaście razy. Zawsze z wynikiem negatywnym.

Podczas krótkich zgrupowań kadry i przed jej dwoma wrześniowymi meczami z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną wszyscy piłkarze oraz cały sztab szkoleniowy zostali przebadani czterokrotnie. Zgodnie z ustaleniami międzynarodowymi testom poddaje się wszystkich uczestników meczów reprezentacji i klubów uczestniczących w rozgrywkach europejskich na 48 godzin przed rozpoczęciem gry.

Choroba selekcjonera nie zmienia planów kadry. W poniedziałek zostanie podana lista zawodników z klubów polskich na mecze z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Brzęczek już ją przygotował, a PZPN poda do publicznej wiadomości. Wiadomo, że z wcześniej powołanych piłkarzy nie zobaczymy Przemysława Frankowskiego (Chicago Fire), który odniósł kontuzję.
 
Gdyby jednak okazało się, że Jerzy Brzęczek będzie musiał wracać do pełni zdrowia dłużej niż dziesięć dni, wtedy, przynajmniej w pierwszym meczu, z Finlandią, reprezentację może poprowadzić ktoś z trójki jego asystentów: Radosław Gilewicz, Tomasz Mazurkiewicz lub Hubert Małowiejski albo wszyscy razem.

W historii reprezentacji Polski przypadki kolegialnego zarządzania kadrą były już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Wtedy jednak wynikały one z  koncepcji, a nie z konieczności. Kiedy w ostatnich dniach z powodu obecności wirusa SARS Co-V2 na kwarantannę został skierowany trener Piasta Waldemar Fornalik, na ławce zastąpił go asystent, jego brat Tomasz. Pod jego kierownictwem Piast w eliminacjach do Ligi Europy pokonał austriacki TSV Hartberg i przegrał z FC Kopenhaga.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA