fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Radosław Gilewicz: Powrót Bundesligi to duży eksperyment

shutterstock
Radosław Gilewicz - były napastnik VfB Stuttgart, a dziś jeden z asystentów Jerzego Brzęczka w kadrze - o wznowieniu sezonu w Niemczech i grających tam polskich piłkarzach.

W sobotę, po przerwie spowodowanej koronawirusem, wraca Bundesliga. Do rozegrania pozostało dziewięć kolejek. Cztery punkty przewagi Bayernu nad Borussią to w tej sytuacji dużo czy mało?

Radosław Gilewicz: Bardzo dużo. Losy tytułu są w rękach Bawarczyków. Wrócił Robert Lewandowski, nie trzeba nikogo przekonywać, jaki to atut. Patrzenie w tym momencie, w jakiej dyspozycji są konkurenci z Dortmundu, Lipska czy Moenchengladbach, nie ma sensu. Bayern jest w każdym elemencie drużyną lepszą i jeśli nie zdarzy się mu jakaś wpadka, zostanie mistrzem.

Stefan Effenberg przekonuje, że na korzyść lidera z Monachium będzie działał brak kibiców na trybunach. Tym bardziej, że w najbliższym czasie czekają go wyjazdowe mecze w Berlinie i Dortmundzie...

Na pewno. Na obydwu stadionach panuje gorąca atmosfera, a teraz i Union, i Borussia będą musiały sobie radzić bez wsparcia publiczności.

W Moenchengladbach za 19 euro można wykupić miejsce na trybunach, na wyciętej z kartonu postaci znajdzie się nasze zdjęcie…

Kluby stosują różne zabiegi marketingowe. W Moenchengladbach takie kampanie organizują od dłuższego czasu. Wiadomo, że grając bez publiczności, kluby będą się zmagać z problemami finansowymi. Jedne z większymi, inne z mniejszymi. Pieniądze z praw telewizyjnych pozwolą podreperować budżet, niektórych uratują przed bankructwem. Widok pustych stadionów będzie bolesny, ale trzeba to zaakceptować.

Dzięki przerwie w rozgrywkach Robert Lewandowski zdążył wyleczyć kontuzję i przywitać na świecie drugą córkę. Wróciły apetyty, że pobije rekord Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek. Brakuje mu 16 goli…

Rekordami żyją przede wszystkim dziennikarze. Robert stara się po prostu wykonywać dobrze swoją pracę, trafia regularnie, ma cztery bramki przewagi nad Timo Wernerem i skupia się na tym, by po raz kolejny sięgnąć po koronę króla strzelców.

W Hercie doszło do kolejnej zmiany trenera. Alexandra Nouriego zastąpił Bruno Labbadia. Pomoże odblokować się Krzysztofowi Piątkowi, który w sześciu meczach Bundesligi uzbierał ledwie jednego gola?

Labbadia to były napastnik, być może lepiej czuje i widzi pewne sytuacje, ale nie jest trenerem napastników jak Miro Klose w Bayernie, tylko odpowiada za całość. Krzysiek jest tylko jednym z elementów tej układanki, więc musi się jak najszybciej odnaleźć w nowych warunkach.

Zaskoczyła pana wiadomość, że Rafał Gikiewicz pożegna się z Berlinem?

Uważam, że Union był idealnym miejscem dla niego. Nie znam szczegółów rozmów, nie wiem, dlaczego nie doszło do przedłużenia kontraktu. Decyzja o odejściu wiąże się z ryzykiem, ale skoro ją podjął, to najprawdopodobniej jakieś negocjacje już prowadzi. Mówi, że ze względu na dzieci najchętniej pozostałby w Niemczech. Ale bramkarze nie mają takiego wyboru jak zawodnicy z pola, wolnych miejsc na rynku jest mało.

W Dortmundzie chce zostać Łukasz Piszczek. Wkrótce ma przedłużyć umowę o kolejny rok.

Myślę, że zmiana ustawienia na trójkę obrońców bardzo mu pomogła. Zdecydowanie lepiej to wygląda, gdy z prawej strony może liczyć na asekurację Achrafa Hakimiego. Łukasz jest jak wino - im starszy, tym lepszy. Udowadnia, że tego kontraktu nie dostanie za ładny uśmiech, tylko za ciężką pracę.

Pokazują to też statystyki. Z Piszczkiem w składzie Borussia w tym roku nie poniosła jeszcze porażki w Bundeslidze...

Dyrektor Michael Zorc szuka balansu między młodością a rutyną. Łukasz to autorytet, na boisku i poza nim. Nie dziwi mnie, że chcą, by został.

Pierwszy krok w sprawie powrotu do normalności został zrobiony. Wierzy pan, że uda się także wykonać kolejny i dokończyć sezon?

Na odpowiedź na to pytanie jest zdecydowanie za wcześnie. Teraz najważniejsze to wystartować. Widzimy, że landy same decydują o kwarantannie poszczególnych zespołów i zawodników. Z jednej strony mamy dwóch zakażonych graczy FC Koeln, którzy zostają odizolowani od kolegów, z drugiej - dwa przypadki w Dynamie Drezno i na kwarantannę idzie cała drużyna. Zachowanie Salomona Kalou (napastnik Herthy nagrał film, na którym widać, jak nie przestrzega reżimu sanitarnego - przyp. red.) było niechlubnym wyjątkiem. Piłkarze podchodzą do restrykcji poważnie, od niedzieli są zamknięci w hotelach.

W czwartek kluby mają głosować nad planem awaryjnym na wypadek, gdyby nie udało się dokończyć rozgrywek. Propozycja zakłada ustalenie kolejności na podstawie tabeli obowiązującej w danym momencie. Lider miałby zostać mistrzem, spadłyby dwa ostatnie zespoły.

Byłem w kontakcie z jednym z klubów Bundesligi, miałem okazję zobaczyć, jak przygotowania do restartu wyglądają od środka. Warunków do spełnienia było naprawdę sporo. Wszyscy musimy się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Kilka pierwszych tygodni będzie dużym eksperymentem. Jak będą się zachowywać piłkarze, na przykład po strzeleniu gola. Cieszyć się wspólnie czy w samotności? To są nawyki, których trudno się pozbyć. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i nie jesteśmy w stanie nic zaplanować. Nie ma sensu mówić, co będzie za dwa-trzy miesiące, bo nikt nie potrafi tego przewidzieć. Nawet DFL (Deutsche Fussball Liga - przyp. red.). Ale znając niemiecką dyscyplinę, wiem, że zrobią wszystko, by nie narazić choćby jednej osoby.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA